Info
Suma podjazdów to 3363 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec5 - 0
- 2026, Maj10 - 0
- 2026, Kwiecień15 - 0
- 2026, Marzec6 - 0
- 2025, Grudzień8 - 0
- 2025, Listopad11 - 0
- 2025, Październik8 - 0
- 2025, Wrzesień11 - 0
- 2025, Sierpień7 - 0
- 2025, Lipiec13 - 0
- 2025, Czerwiec10 - 0
- 2025, Maj11 - 0
- 2025, Kwiecień6 - 0
- 2025, Marzec11 - 0
- 2025, Luty8 - 0
- 2025, Styczeń9 - 0
- 2024, Grudzień8 - 0
- 2024, Listopad6 - 0
- 2024, Październik11 - 0
- 2024, Wrzesień11 - 0
- 2024, Sierpień12 - 0
- 2024, Lipiec17 - 0
- 2024, Czerwiec19 - 0
- 2024, Maj13 - 0
- 2024, Kwiecień9 - 0
- 2024, Marzec13 - 0
- 2024, Luty10 - 0
- 2024, Styczeń1 - 0
- 2023, Grudzień5 - 0
- 2023, Listopad8 - 0
- 2023, Październik12 - 0
- 2023, Wrzesień10 - 0
- 2023, Sierpień13 - 0
- 2023, Lipiec12 - 0
- 2023, Czerwiec12 - 0
- 2023, Maj14 - 0
- 2023, Kwiecień11 - 0
- 2023, Marzec15 - 0
- 2023, Luty8 - 0
- 2023, Styczeń4 - 0
- 2022, Grudzień8 - 0
- 2022, Listopad15 - 0
- 2022, Październik15 - 0
- 2022, Wrzesień7 - 0
- 2022, Sierpień8 - 0
- 2022, Lipiec13 - 1
- 2022, Czerwiec8 - 2
- 2022, Maj11 - 0
- 2022, Kwiecień7 - 1
- 2022, Marzec3 - 0
- 2021, Listopad4 - 0
- 2021, Październik11 - 0
- 2021, Wrzesień10 - 0
- 2021, Sierpień16 - 0
- 2021, Lipiec11 - 0
- 2021, Czerwiec11 - 0
- 2021, Maj14 - 2
- 2021, Kwiecień7 - 0
- 2021, Marzec4 - 0
- 2021, Luty3 - 0
- 2021, Styczeń1 - 0
- 2020, Listopad2 - 0
- 2020, Październik6 - 0
- 2020, Wrzesień6 - 0
- 2020, Sierpień7 - 0
- 2020, Lipiec9 - 1
- 2020, Czerwiec12 - 6
- 2020, Maj11 - 3
- 2020, Kwiecień13 - 5
- 2020, Marzec15 - 4
- 2020, Luty13 - 3
- 2020, Styczeń2 - 0
- 2019, Grudzień2 - 0
- 2019, Listopad7 - 0
- 2019, Październik18 - 2
- 2019, Wrzesień12 - 0
- 2019, Sierpień18 - 0
- 2019, Lipiec13 - 2
- 2019, Czerwiec13 - 2
- 2019, Maj19 - 0
- 2019, Kwiecień7 - 0
- 2019, Marzec6 - 1
- 2019, Luty3 - 0
- 2018, Grudzień2 - 0
- 2018, Listopad14 - 0
- 2018, Październik18 - 0
- 2018, Wrzesień7 - 0
- 2018, Sierpień16 - 2
- 2018, Lipiec12 - 1
- 2018, Czerwiec13 - 0
- 2018, Maj18 - 0
- 2018, Kwiecień17 - 0
Raptobike Low Racer
| Dystans całkowity: | 6186.62 km (w terenie 10.00 km; 0.16%) |
| Czas w ruchu: | 283:10 |
| Średnia prędkość: | 21.85 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 73.60 km/h |
| Suma kalorii: | 60178 kcal |
| Liczba aktywności: | 124 |
| Średnio na aktywność: | 49.89 km i 2h 17m |
| Więcej statystyk | |
- DST 64.11km
- Czas 02:38
- VAVG 24.35km/h
- Temperatura 30.0°C
- Kalorie 825kcal
- Sprzęt Raptobike Low Racer
- Aktywność Jazda na rowerze
Nocna wycieczka dookoła komina
Niedziela, 28 czerwca 2026 · dodano: 29.06.2026 | Komentarze 0
Ożarów - Leszno - Błonie - Babice - Ożarów
Avg: 24.3 km/h
Max: 37.7 km/h
TSS: 176, IF: 0.83, NP: 108, Kcal: 825, AvgP: 86, MaxP: 563, 1minP: 430
Uszczypnięć: 0 Aż dziwne :P
Zamontowałam nowy licznik - Cateye Velo 9. Podstawowa wersja, która ma to co tzreba ale jest tak dziwna w konfiguracji... Zaoszczędzili na normalnych 3 guziczkach i dali 2. Serio?
No ale dzięki temu wiem przynajmniej ile km/h jadę _w_te_chwili_ a nie za 10-20 sekund jak srahoo dobrze policzy odległości od satelit czy innej chmurki gdzieś tam. A prędkość to ważna sprawa, bo pozwala potwierdzić uzyskiwane osiągi. Cateye przyklejony na swojej podstawce nie wymagał specjalnego ustawiania odległości do magnesu na szprysze koła, tak jak tego domagał się licznik sigmoszajsu. Po prostu zadziałał "od przyklejenia". I to jest to co mi się podoba. Rower ma służyć do jeżdżenia a nie do tego aby na nim montować godzinami licznik rowerowy aby ten zadziałał...
Wyjechałam około 23:30. Ciemno, temperatura spadła "już" do tych 30 stopni i dało się nawet oddytchać. A podczas jazdy, czuło się pewien delikatny chłodek... A nie, czekaj... To tylko pęd wiatru... :/ No ale tak czy inaczej jechało się naprawdę znacznie lepiej i przyjemniej niż by się jechało w dzień. Nie wyobrażam sobie jazdy przy 40 stopniach Celsjusza...
Po wyjeździe skierowałam się gdziekolwiek - byleby jechać. Byleby pędzić przed siebie. Byleby troszeczkę chociaż odetchnąć powietrzem a nie siedzieć skryta w murach chowając się przed żarem lejącym się z nieba. Pognałam na zachód - tam na pewno musi być cywilizacja ;) I tak dobrze mi się jechało, że tylko ze względu na zaplanowany dzień skręciłam na południe w Lesznie.
Praktycznie zerowy ruch na drogach. Spokojnie, cicho, bez pośpiechu - wszyscy śpią. Od czasu do czasu gdzieś tam przejedzie jakaś osobówka. Wyprzedzający trzymali się (słusznie) lewego pasa, dla tych jadących z naprzeciwka. Tak to jest jak się zainwestuje w PORZĄDNE oświetlenie, a nie jakieś badziewne chińskie lampeczki po parę złotych za sztuka. Gdzie potem jest problem bo jak nie urywa się mocowanie, to pali się to tak sobie i trochę za krótko.
Do domu dotarłam punkt 3 nad ranem. Powoli zaczynało świtać, ale jeszcze nie tak aby robić jakieś zdjęcia zbliżającego się wschodu.
Regulacja przerzutki w Raptobike'u się udała, wszystko wróciło do normy tak jak powinno. Nadal mam za dużo szpejów w torbach.
Aha. I nie należy zostawiać osików w garażu, gdzie temperatura wzrośnie do 28-29 stopni Celsjusza. Żołądek tego bardzo nie lubi.
Na zdjęciach tego nie widać, ale Księżyc był całkiem spory tej nocy i ładnie oświetlał drogę.

- DST 264.00km
- Czas 13:28
- VAVG 19.60km/h
- Temperatura 32.0°C
- Kalorie 3644kcal
- Sprzęt Raptobike Low Racer
- Aktywność Jazda na rowerze
Z grabkami na Słońce czyli
Niedziela, 21 czerwca 2026 · dodano: 22.06.2026 | Komentarze 0
Pomiechówek - Nasielsk - Gołymin-Ośrodek - Przasnysz - Myszyniec - Szczytno - Wielbark - Chorzele - Grudusk - Ciechanów
AvgW: 19.6 km/h
MaxW: 42.7 km/h
TSS: 763, IF: 0.82, NP: 106, Kcal: 3644, AvgP: 75, MaxP: 525, 1minP: 224
Uszczypnięć: 3
Dane są z Wahoo/srahoo bo licznik okazał się być uszkodzony - jedna ze sprężynujących nóżek łączących metalowe przestała stykać się z gniazdkiem. Sigma, po prostu.
Samo wahoo/srahoo też jest genialne. Uwielbia prowadzić dalsze pomiary pomimo iż siedzi się na przystankui czy w jadłodajni z 30 minut i nic nie robi poza przejściem dosłownie kilku metrów. Czas leci, wahoo/srahoo mierzy a potem średnie takie jakieś dziwne a i czas "jazdy" oszukany. Brawo wahoo/srahoo.
Plany na ten wyjazd były nieco bardziej ambitne, ale rzeczywistość pokazała ile faktycznie można osiągnąć przy takim upale (31-32 st Celsjusza) i przy pewnych brakach.
Wyjechałam niby za późno bo dopiero o 16:30, ale w sumie to i dobrze bo w upale jechałam nieco krócej.
Pogoda była znakomita. Ale jednak bardzo gorąco.
Pierwszy przystanek był w Kowalewicach gdzie zatrzymałam się na loda,
aby nieco się schłodzić i tam też mój rower stał się jak zawsze obiektem
zainteresowania i pojawiły się typowe pytania: "a jak na tym się
utrzymuje równowagę" itd ;)
W okolicach tego punktu sprawdziłam coś
co wydawało mi się niemożliwe i odkryłam, że mam przesunięte biegi,
przez co brakuje mi 2 dwóch największych zębatek na kasecie a pod jej
koniec manetka sucho pstryka. Na szczęście to tylko warmińsko-mazurskie a
nie Bieszczady więc nie przejęłam się tym i kwestie ewentualnych
regulacji zostawiłam na "potem".
Z Kowalewic jechałam dalej prosto do
Gołymin-Ośrodka gdzie rok temu już musiałam zawracać z powrotem ze
względu na paskudną pogodę. Tym razem pogoda była znakomita i leciałam
dalej trzymając się jeszcze przygotowanego przed wyjazdem planu - prosto
na Przasnysz. Jednak przed opuszczeniem tej miejscowości przyszedł czas
na kolejnego loda i jakieś małe zimne picie.

Dzięki małemu wiatrowi w plecy szło mi całkiem nieźle ale nie kręciłem
ile się da - oszczędzałam siły na później. W Przasnyszu odpaliłam 3/4
oświetlenia co wzbudziło zainteresowanie nocnego patrolu policji, która
dojechała do granicy miasta zobaczyć co to tam stoi i błyska jak
choinka... :) Jakieś 6 lampek tylnych plus Convoy S2+ Sofirn C8 już
robiły dobrą robotę uniemożliwiając komukolwiek stwierdzenie, że "ale ja
jej nie widziałam!!!" czy innych bzdur typowych dla sporej części
kierujących pojazdami silnikowymi, którzy prawko znaleźli w chipsach...
Z Przasnysza udałam się do Jednorożca, gdzie przystanęłam przy rondzie z
pięknie podświetloną nazwą tego miasteczka. Picie, uzupełnienie
węglowodanów i po paru minutach wyjeżdżałam w całkowitą ciemność. Tym
razem jednak miejsce Gopro zajął kolejny drugi Convoy S2+. Taaaak, 3x
Convoy ustawione szeregiem z góry na dół, z czego górny ruchomy bo na
głowie oznaczały znakomite oświetlenie drogi przed rowerem. Do tego
odpowiednie podświetlenie lewego boku roweru całkowicie wyeliminowało
próbyu wyprzedzania mnie bez opuszczania pasa ruchu po którym jechałam.
Bezpoieczeństwo najważniejsze.
Od Jednorożca ciągnął się najgorszy
fragment - bardzo mała ilość wiosek, ciemna droga wiodąca chwilami przez
pusty las. I ja w nim jadąca na tak troszkę nie do końca wyregulowanym
sprzęcie. Trochę słabe to było, bo gdyby cokolwiek mi strzeliło to
byłoby naprawdę trudno to naprawić w takim otoczeniu.
[w drodze do Szczytna]
Myszyniec - przystanek przy stacji paliw Orlen.
1. Młodzi tubylcy
dopytujący się ile ksoztuje "takie coś" nie pytając nawet o to co to
jest zainteresowani byli wyłącznie ceną...
2. Co i rusz obok roweru przejeżdżało jakieś KAłdi czy inne tam takie i gość zwalniał aby się przyjrzeć...
3.
Szczyt: ZŁOTE Maserratii. Kierujący zatrzymał się przy dystrybutorze,
po czym specjalnie cofnął, zrównał się z moim starym Raptobike aby mu
się przyjrzeć. WooooW! Czyżby mój Raptobike był znacznie ciekawszy od
złotego Maserati? :DDDDD
Na tej stacji posiedziałam dłuższe
kilkadziesiąt minut aby wypić herbatę i przemyśleć dalszą strategię. Już
wiedziałam że stoję z motyką pod Słońcem tylko nie wiedziałam jak
długa/krótka ona jest. Już wiedziałam, że czasowo i zmęczeniowo to
zaplanowany cel podróży raczej nie uda się osiągnąć. Ale ambicja nie
pozwalała tak po prostu zawrócić. O nie. na koncie było ~130 kilometrów a
przecież pierwotnie miało być >~400... No nie, to za mało.
Zdecydowałam się więc ciągnąć dalej, ale już nie patrzeć na Mazury tylko
troszkę bliżej. Przez kilka minut myślałam o Ruciane-Nida ale kiedy
ruszyłam dalej w drogę to już dcoierąło do mnie, że to też nie dojdzie
do skutku. I stąd moje odbicie na Szczytno z planem dojścia do ~300
kilometrów przebiegu. Całkiem dobry wynik, prawda? Ciągle jednak w
planach bez pewności czy i to uda mi się osiągnąć. Humor poprawiał mi
widok wschodzącego słońca jaki pozostawał z tyłu za moim prawym
ramieniem dla którego zatrzymałam się kilka razy aby zrobić kilka zdjęć.
Kolejne fotki wschodzącego Słońca.


A gdzieś za plecami ładny widok na przebytą już drogę.

Te zdjęcia wykonałam już prawie prawie przed Szczytnem.

Szczytno - stacja paliw BP.
Kolejny hot dog, jednak ten nie chciał mi
przejść przez gardło - zgaga. I to taka wredna pojawiająca sie i
znikająca. Zależna od pozycji - a ta oczywiście półleżąca na poziomce
nie pomaga. Wypiłam herbatę, podjadłam trochę węglowodanów i
przedrzemałam trochę ale nawet nie wiem jak długo. Obudziłam się przy
okazji zmiany personelu i stwierdziłam że chyba czas się zbierać. Słońce
już dawno wzeszło, zrobił się piękny słoneczny dzień, za parę godzin
mógł się rozpocząć kolejny upał jakże mocno wpływający na moją prędkość
poruszania się. Jednak poza upałem z tyłu głowy ciągle przypominało się
to co widziałam na prognozie pogody - możliwa przechodząca fala mocnych
opadów wraz z burzami.
Zgaga zaczęła robić mi już mocno pod górkę i
rozpoczęłam poszukiwanie sklepu spożywczego... W niedzielę na takim
odludziu? Ani jednego małego sklepu z pewnym płazem w okolicy. Do tego w
Szymanach zrodziła mi się pewna myśl będąca analizą osiagnięć zebranych
przez ostatnie kilka godzin. Tą myśl skutecznie podgrzał przelot
szynobusa po torze kolejowym opodal.

Sklep znalazł się W Wielbarku, ale nim do niego dotarłam minęłam nieistniejące inne sklepy, które wg google maps powinny być tma w tym miasteczku i być owarte. A jednak ich nie było. Ale w końcu stanęłam w progu Delikatesy MAZURY gdzie kupiłam... mleko. Tak tak, mleko. Dwukrotnie poomagało mi na PTJ to i tym razem powinno pomóc - i bardzo pomogło. Praktycznie rozwiązał się problem zgagi. mogłam chwycić za normalne jedzenie dające mi więcej mocy i jechać dalej - aczkolwiek Organizm i nogi już odmawiały pewłnego zaangażowania w proces szybkiego toczenia się po drodze DK57.
300 kilometrów stawało się coraz mniej realne. Koniec końców zaczęłam kierować się do Pomiechówka ale z opcją skorzystania z jakiejś podwiózki - czyli pociąg. Z oglądania mapy wsyzło mi, że najlepszy będzie Ciechanów. Inne opcje jakie pokazywał mi rozkład jazdy PKP - to jazda z przesiadkami. Przez Olsztyn Główny do Ciechanowa i tam przesiadka w KM do Pomiechówka. Ileż zabawy bym miała z bieganiem po schodach i peronach z rowerem? Za dużo.
To nie miało sensu dlatego wybrałam opcję jazdy dalej do Ciechanowa i skorzystanie z pociągu KM dopiero i bezpośrednio tam.
Już wtedy obserwowałam zmianę koloru nieb apo mojej prawej stronie, którego to zabarwienie przechodziło jakby nieco do przodu. Chwilami też coś pokropiło, ale myślałam że to pewnie przejdzie bokiem. Przed Rzęgnowem zatrzymałam się na kilka minut na przystanku - przystanek w całości z blachy - lecz kiedy tylkko dobrze usiadłam usłyszałam grzmoty i zobaczyłam parę błyśnięć. Mój pobyt w tym miejscu potrwał więc jeszcze 10 sekund - tyle czasu zajęło mi szybkie spakowanie sie i ucieczka z tego miejsca, grożącego zbyt szybką zamianą w proch.
W Rzęgnowie zatrzymałam się pod małym mikroskopinym daszkiem niecyznnego sklepu. Tuż obok remizy OSP. Chwilę później zaczeło padać a wraz z opadem przyszła burza, która waliła naprawdę bardzo blisko. I kiedy tak waliło, rozejrzałam się i stwierdziałm że ów budynek sklepu nie ma piorunochrona... Niby ok, w polsce do 15m wysokości budynku nie trzeba. Ale na takim bezludziu to ja bym jednak nie ryzykowała. Na szczęście OSP tuż obok i oni... I oni na swoim budynku również nie mają piorunochronu.
Burza przeszła po ~30 minutach. Wystarczająco krótko aby się nie znudzić, nie zmoczyć nic bardziej ale wystarczająco aby zmęczyć nogi bo nie było na czym i gdzie usiąść.
Gdzieś wiele kilometrów przed Ciechanowem na tej DW zatrzymałam się na kolejnym przystanku. Zmęczenie i brak snu robiły swoje, musiałam coś podjeść i przedrzemać chcoiaż kilka minut. Naprzeciwko przystanku ujadał jakiś mały pies na mnie, ale po paru minutach mu się znudziło. I tak sobie przysnęłam aż..."NIESPAAAAAAAĆ!!!". Taaak, to wydarł się przejeżdżający szoszon jadacy z południa. Bo on jest w 100% formie on dopiero co wsiadł na rowerek (max 8 kg jak nie mniej) i on jest Miszczem i on mówi "niespać" to wszyscy wsiadają na rower i grzecznie jadą za nim. Tak? Nie?
Takiego chamstwa to się nie spodziewałam - nawet na takiej wiosce. I to ze strony jakiegoś szoszona! Nie jakiegoś wiochmena, tylko kolarza!
A może to był burak ze wsi na szosie, któremu zbyt ciasno opięta lajkra ucisnęła niektóre miejsca ciała za mocno i mu się uszami mózg wylał?
W Ciechanowie byłam okolo 14:10. Do pociągu miałam jeszcze godzinę, więc podjechałam na - kolejną już - stację paliw BP. Tam kupiłam kolejnego osika, herbatę, jakieś batony proteinowe i z nimi udałam się na dworzec PKP. Na szczęście w Ciechanowie na stacji windy są działające i nie musiałam - jak to przed laty bywało - nosić roweru po schodach bo ciężko by było.
Oczywiście to nie był jeszcze koniec przygód. Musi być jeszcze Kierownik Pociągu każący przejść do części rowerowej, która jest już pełna rowerów i nie da się przejść korytarzem... No ale jak trzeba to trzeba. Sam pociąg - Flirt 3 - bardzo ładny, 7-latek tylko ktoś zamawiający go nie przeznaczył wystarczającej ilości uwagi na to gdzie mają być owe wydzielone miejsca na rowery. I wstawił je - uwaga! - w środek pociągu. Oklaski.
Ale są też normalni Kierownicy Pociągów - taki jak ten spytany na stacji w Ciechanowie o tor na który ma wjechać pociąg do Warszawy Zachodnije. Nie dość że z uśmiechem odpowiadał na pytania podróżnym i mnie, to jeszcze idąc na swój pociąg do Działdowa ostrzegał, że to nie ten pociąg :) Można? Oczywiście że tak! Frontem do ludzi! A nie 4 literami.
PKP
Chwała XXI wiekowi - że nie trzeba biec do kas, stawać w dłuuugiej kolejce i z wywieszonym jęzorem i biletem sprintem udawać się na pociąg. Że wszystko to się da zrobić mając w ręku smartfona i podjadając coś na szybko na stacji paliw X kilometrów przed dworcem PKP. Technika.
I nawet te pociągi są niezłe. Klima, ciche, przyjemne takie. Tylko te miejsca na rowery...
Pomiechówek.
W końcu - wysiadłam z pociągu i po dwóch minutach dotarłam do swojego samochodu. Wreszcie dojechałam. Co prawda na liczniku było "tylko" 264 kilometry a nie "zaplanowane" 315-320 ale to jest i tak bardzo dużo i najwięcej kilometrów jakie zrobiłam w ciągu ostatnich kilku lat na jednym wyjeździe. I to pomimo tego, że i moja kondycja jak się tu okazało wcale nie była tak dobra jak mi się wydawało.
Na koniec słowo o KAUCJI.
Chciałabym życzyć pomysłodawcom wprowadzenia kaucji aby wszystkie butelki z kaucją z naszego kraju weszły im w pewną ciemną część ciała i tam pozostały na wiele dni.
Kto to wymyślił? Dlaczego w dowolnym sklepie w którym kupuję np osika, nie mogę zostawić pustej butelki po poprzednim???
Czy ja mam zamieniać rower na rower cargo do wożenia pustych butelek? Czy ja mam być śmieciarką?
Stąd jestem w plecy 3 złote za 6 butelek zostawionych gdzieś obok śmietnika, bo nie będę tego ciągnęła ze sobą. Nie nie nie i jeszcze raz NIE!
GDZIE ja oddam butelkę po osiku gdzieś w terenie, o 3 nad ranem?
W niemczech to jest jeszcze tak zorganizowane, że przy każdym takim sklepie jest osobne wejście do takiej części gdzie stoją automatY. AutomatY a nie automat sztuk jeden. I za każdą butelkę nie dostaje się 50 groszy ale 0.25 Euro. Czyli ~1.05 złotego. I to już zaczyna się opłacać aby te butelki odwieźć.
Oczywiście, myślałam o przelewaniu osika do bidonu (gdybym miała) i natychmiastowym zwrocie butelki... Ale na stacjach paliw nie przyjmują żadnych butelek!!!
Wniosek - wyjazd może nieco krótszy ale bardzo udany i owocny w nowe wspomnienia i kolejną całkiem ciekawą i miłą trasę.
Ilość dziurawych dróg nadal znikoma względem tego co widziałam i po czym jeździłam we Francji... Bbbrrrr...
- DST 48.00km
- Czas 02:01
- VAVG 23.80km/h
- Sprzęt Raptobike Low Racer
- Aktywność Jazda na rowerze
Do Błonia i z powrotem
Wtorek, 16 czerwca 2026 · dodano: 18.06.2026 | Komentarze 0
Ożarów - Błonie
Avg: 23.77 km/h
Max: 38.98 km/h
Taki skrócony nieco wyjazd treningowy na zachód, czyli do Błonia.
Krótko, dość konkretnie i na temat.
Nic więcej nie planowałam co by zaoszczędzić nieco sił na sobotę i niedzielę.
Zdjęć miało nie być, ale jednak są.
Aha i była dłuższa przerwa po ostatniej wycieczce do Pomiechówka, ale raz że byłam zmęczona i przez kilka dni nie mogłam patrzeć na rower, to w dodatku zachciało mi się zrealizować pewne inne marzenie (zachciankę?). I to się powiodło :D
RAPTOBIKE
Schował się w trawie ale i tak go widać.
Chociaż pewnie 80% zasiadających na seidzeniu kierowcy w samochodzie krzyknęłaby: "ale jego nie widać!" :P :>
Jakoś te słupy wysokiego napięcia świetnie wypadają podczas takiej pogody.
A może to wpływ Factorio? :P


To był dzień ze wspaniałą pogodą na rower. Ani za gorąco ani za zimno. Jeszcze nie lato ale już na pewno nie wiosna.
A to już pokaz inwencji TFUrczej naszych wspaniałych projektantów i budowniczych robiących mostek tuż pod Błoniami.
Bo przecież skąd taki ... może wiedzieć, jak to jest jeździć na rowerze i jechać 30 km/h po asfaltowej DDR i natknąć się na coś takiego?
Co? Zwolnić i... zatrzymać się?
Aha.
To tak samo jak samochody jadące po autostradzie. Jaki to problem dla nich zatrzymać się i ominąć wielką dziurę połataną byle jak? W czym to problem? A to nie zobaczy wielkiej dziury metr na metr z odległości 500 metrów i nie wyhamuje ze 140 km/h do zera? No jak to nie?
Aha i pamiętać trzeba o ""Jesteście młodzi, możecie 10 m znieść rower" – które to wypowiedziała Dorota Safjan, była wiceprezydent Warszawy (wyjaśniając dlaczego na ścieżce rowerowej wzdłuż Al. Prymasa Tysiąclecia wybudowano schody)."
A jakby tak... robić wszystkie drogi, chodniki, ścieżki, trasy szybkiego ruchu - właśnie w taki sposób "na od...l się"?
Przecież nie trzeba tamtędy jechać, prawda? Nie tzreba jechać 30 km/h można jechać 5 km/h! A co!
To samo dotyczy samochodów. Po co mają jechać po mieście 50 km/h jak mogą 15 km/h?
Dlaczego na autostradach nie mogą sobie wyhamować do 30 km/h i turlać się powodli? No to co z tego że to trasa szybkiego ruchu? A to zwolnić już raz czy dwa nie może na tych paru kilometrach???
[oczywiście to był sarkazm...]
Błonie. Od kilkunastu lat, jakiś geniÓÓsz z GDDKiA nie zorientował się, że przecinająca droga trasę rowerową jest ukośna i że pachołki należałoby tak ustawiać aby to rowerzyści jadący po tej DDR mieli jak najwięcej miejsca na szerokość. Żeby ich skrajnia była na tyle duża aby mogli BEZPIECZNIE przejechać utrzymując swoją prędkość. A jednocześnie aby nikt nie wjeżdżał samochodami na tą DDR.
W tym przypadku geniÓÓsz zdecydował się na trzymanie litery prawa - i postawił pachołki wzdłuż wyjazdu, zapewne w jakiejś określonej przepisami odległości od krawędzi tego wyjazdu. Bezpieczeństwo korzystających z DDR jest dla tego geniÓÓsza rzeczą bardzo odległą wręcz absolutnie nieistotną. Wszak projektuje on i buduje drogi dla przepisów a nie dla nas, dla ludzi. Bo to przecież (durne) przepisy mu płacą za jego pracę, prawda? Prawda?
- DST 104.07km
- Czas 04:34
- VAVG 22.79km/h
- Temperatura 24.0°C
- Kalorie 1694kcal
- Sprzęt Raptobike Low Racer
- Aktywność Jazda na rowerze
Do Pomiechówka i z powrotem
Niedziela, 7 czerwca 2026 · dodano: 07.06.2026 | Komentarze 0
Ożarów - Pomiechówek (przez DW 579)
AvgW: 22.8 km/h
MaxW: 40.9 km/h
Uszczypnięcia: 1
TSS: 392, IF: 0.94, NP: 122, Kcal: 1694, AvgP: 103, MaxP: 475, 1minP: 286
Po poprzednim wyjeździe wymieniłąm obie spinki w łańcuchu i... nic to nie pomogło. Szczęknięcia dalej słychać podczas przyspieszania, kiedy łańcuch napręża się bardziej. Oczywiście podczas jazdy sprawdziłam i dokręciłam raz jeszcze śrubę mocująca korbę z prawej strony bo się znowu wzięła i poluzowała, ale to nie pomogło. Więc teraz to już nie wiem co jest grane. Co może wydawać jeszcze takie dźwięki? Na pewno te dźwięki nie pojawiają się przy pracy napędu "jałowego" ani przy maksymalnych obciążeniach.
Podczas dzisiejszego wyjazdu nie mogłam pokazać w pełni mocy - prawie cały czas pod wiatr i w jedną i w drugą stronę. Tylko momentami dało się coś wiecej osiagnąć ale to było chwilowe. Ogólnie odniosłam wrażenie, jakby po 3 dniach wolnego od roweru wzrosła mi wytrzymałość, ale mocy nie przybyło. Szkoda.
Na drogach widać było dzisiaj koniec weekendu - olbrzymi ruch do Warszawy, widać wracali wszyscy którzy wyjechali na te kilka dni.
Warunki pogodowe - barzo przyjemna temperatura gdyby nie duchota taka jakaś. I kiedy wracałam, tuż przed Lesznem zaczęło siąpic, a rozpadało się na dobre kiedy skręciłam w DW580. I po minięciu stacji benzynowej kiedy licznik zacżał pokazywać zerową prędkość skorzystałam z okazji z przebrania się w długie spodnie i kurteczkę. Bardzo dobry pomysł, bo jak kilka minut potem sprawdziłam to temperatura w ciągu paru chwil spadła do ~15^C.
W Nowym Dworze Mazowieckim przekonałam się, że Francja jest już w Polsce. Przynajmniej pod względem zachowania na drodze i CPiR przez młodocianych "ja_mogę_wszystko! I wszystkich_mam_w_de!". Nad Narwią jest most (droga krajowa 85). Wąska jezdnia wiec warto pojechać chodnikiem, który również jhest bardzo wąski. Logiczne jest więc, że warto by przejechać to miejsce jak najszybciej. Niestety ta logika jest absolutnie nieznana szczonom na pionowcach, którzy jak nie jadą to zatrzymują się, zwalniają, sprawdzają sobie coś na telefonikach... Jedzie taki Jaśnie Łaskawy Książę Telefonista Dyżurny Mostowy i gdzieś głęboko ma że tarasuje drogę innym a ci inni nie mogą go wyprzedzić bo nie ma jak ani gdzie. Zwłaszcza jak sie zatrzymuje pośrodku. I to nie delikatnie powoli - ale nagle. Bo on musi sobie coś natychmiast poklikać. Albo sprawdzić - gdzie ma zjechać w bok z tego mostu... Czekaj? Ale jak zjechać w bok z mostu? Do rzeki? :P
Priorytety jakie mają w mózgach te dzieci smartfoników (kiedyś były dzieci neostrady - dzisiaj są dzieci smartfoników) są skierowane wyłącznie i tylko na siebie. Na nic i na nikogo poza nimi nie.
Jakby tego było mało, na tym samym chodniczku z przeciwka nadjeżdża pod prąd hulajnogista. Wielce zdziwiony, że... ludzie mu jadą z przeciwka :D No coś takiego?! Mógłby się grzecznie zatrzymać, przepuścić tych co jadą przepisowo... Ale no tego w szkole i w domu nie nauczono. Takich podstawowych zasad dobrego wychowania i zachowania na drogach... Ale za to dano mu hulajnogę. Co by nie musiał męczyć swoich szczuplutkich nóżek bo a nuż się jeszcze przewróci albo zmęczy po zrobieniu więcej niż 100 metrów ma raz... :>>>
Tak moi drodzy - rosną nam KALEKI. INWALIDZI. Którzy bez elektrycznej hulajnogi nie będą w stanie dostać się do szkoły/miejsca pracy odległego_aż_ o 1500 metrów... No bo kto to widział??? Piechtą iść?! Aż tak daleko?!
Tatusiowie i mamusie z dziećmi - na rower[k]ach. Jak już jedziesz - to pilnuj aby ten dziecior jechał przed tobą a nie za tobą. I nie obok - tylko przed. Cobyście nie tarasowali całej szerokości CPiR.
I jak już jedziesz z dzieciorkiem we dwóch - to jedźcie jedno za drugim aby nie blokować całej szerokości CPiR, żeby ktoś kto was dogonił nie musiał głośno się zastanawiać: "LEWA CZY PRAWA?!". Tak wiem, muszę założyć trąbkę. Na dzwonek jest zbyt słaba reakcja. Tylko dobitne walnięcie w trąbę powoduje, że takich przychlasdt nagle przypomina sobie, ze nie jest sam na całej ulicy...
Raptobike
W lesie. Na spacerze.
Piękny las w Pomiechówku
Jak to było?
"Jesteście młodzi, możecie 10 m znieść rower - mówiła do rowerzystów Dorota Safjan" w 2003 roku, kiedy otwierała SCHODY przy Rondzie Zesłańców Syberyjskich
Takie samo rozwiązanie - ze schodami - zostało wybudowane przy DW579 przy skręcie - a jakże - śmieszynką rowerkową po DW579 w kierunku północno-zachodnim:
https://maps.app.goo.gl/TFy7FRAtBdsogjnA7
Bo przecież żaden rowerzysta nie będzie stąd jechał np do NDM tylko do Legionowa, prawda? Prawda???
Dlatego obecnie rowerzysta ma do wyboru:
-- znosić rower po schodach
-- albo jechać na południe do zjazdu ~170 metrów, gdzie bedzie miał okazję zderzenia się z innym rowerzystą czy hulajnogistą kiedy będzie próbował skręcić w lewo albo w prawo... Bo po co tam wykosić krzaki aby była widoczność? No po co?
Takl czy inaczej - znakomity przykład durnych pomysłów z prawicy idzie dalej ;P
... a gdyby tak... teleportem...?
Nie, nie chce mi się dźwigać.
Chyba, że przybędzie i pokaże JAK to się robi, niejaka dorota safjan... :P :>>>
Marzy mi się, aby każdy taki pomysłodawca i obrońca tak powalonych pomysłów jak "schody dla rowerzystów" ((R) dorota safjan) włącznie z nią samą - miał odwagę postać przy takich schodach parędziesiąt dni w roku i pomóc targać rowery tym, dla których je budował :P :>>>
- DST 103.41km
- Czas 04:15
- VAVG 24.33km/h
- Temperatura 27.0°C
- Kalorie 1663kcal
- Sprzęt Raptobike Low Racer
- Aktywność Jazda na rowerze
Do Sochaczewa i z powrotem
Środa, 3 czerwca 2026 · dodano: 03.06.2026 | Komentarze 0
Ożarów - Sochaczew
Avg: 24.26 km/h
Max: 45.23 km/h
Uszczypnięcia: 3
TSS: 399, IF: 0.98, NP: 127, AvgP: 107,MaxP: 487, 1minP: 249, Kcal: 1663
W planie po raz kolejny był Wielki Kampinos. Jednak po raz koleny musiałam z niego zrezygnować - tym razem jednak ze względu na inny znacznie dłuższy planowany wyjazd. Tenże wyjazd ma być o wiele dłuższy niż owe zakładane 130-140 kilometrów, więc dojechanie się dzisiaj znacznie bardziej wydłużyłoby okres regeneracji i nie byłabym w pełni wypoczęta w sobotę. Kiedy to kalkulowałam, Wahoo pokazywało TSS dopiero na poziomie chyba ~140~180 więc były szanse na nieprzekraczanie 300...
Ale ambicja i chora motywacja zrobiły swoje. Chciałam mieć dzisiaj "setkę" i w drodze powrotnej chciałam utrzymać - jadąc pod wiatr! - te swoje (marne*) 24 km/h.
I wyszło tyle co wyszło, 399 czyli przesadziłam. Widać to też po IF.
* dla wielu marne, dla mnie całkiem spore. Raptobike to nie jest szosówka, to waży samo w sobie 16 kg. A ja nie mam 300 W FTP :P
Podczas tego wyjazdu zauważyłam różnice na plus - więcej mocy, więcej wytrzymałości, więcej siły. Coś się dzieje na plus. Nie jest to jeszcze poziom "mam to" i sporo do niego brakuje ale jestem na dobrej drodze. O tym też świadczy 4x Tryk tryk tryk tryk po starcie, kiedy pierwszy bieg służy tylko do ruszenia, a potem "szukając" właściwego biegu przeskakuję o 4 tryby wzwyż. Czyli nogi są w całkiem dobrej kondycji.
Rower. Po raz kolejny odkryłam coś, tym razem w drodze powrotnej tuż przed ruszeniem zorientowałam się, że mi się rusza blat na boki... Niedokręcona śruba w octalinku, tym razem z prawej strony. Nie-stety nie rozwiązało to problemu z tryknięciem podczas przyspieszania. Które najpewniej wynika z uszkodzonej(?) spinki w łańcuchu.
Najważniejsze jest jednak to, że po wymianie suportu (octalink) odczuwam wzrost prędkości przy wkładanej mniejszej mocy w pedałowanie. To nie jest złudzenie, to nie jest placebo. To nie jest kwestia temperatury czy ubioru albo gorszej opony czy kół. To jest - była - faktycznie kwestia suportu.
W drodze do Sochaczewa
Wspaniałe wiosenne slońce
I ta soczysta zieleń
RAPTOBIKE
Jeden z najlepszych rowerów jakich dosiadałam
Stamtąd przyjechałam
A tam pojechałam dalej
Zachodzące słońce`
RAPTOBIKE.
A przed nim polska dziurawa droga - ale i tak w znacznie lepszym stanie niż francuskie w Alzacji
- DST 70.89km
- Czas 03:08
- VAVG 22.62km/h
- Temperatura 20.0°C
- Kalorie 1025kcal
- Sprzęt Raptobike Low Racer
- Aktywność Jazda na rowerze
Do Kasków i z powrotem
Niedziela, 31 maja 2026 · dodano: 31.05.2026 | Komentarze 0
Ożarów - Kaski
Avg: 22.61 km/h
Max: 35.56 km/h
TSS: 209, IF:0.83, NP: 108, Kcal:1025, AvgP: 92, MaxP: 509, 1min: 274
Miało być jeszcze dalej. Miało być do Sochaczewa i z powrotem. Ale już przed Błoniem czułam, że moja kondycja nie jest taka jaka być powinna i jeśli nawet dojadę do celu to powrót będzie bardzo bolesny. Zbyt bolesny jak na efekty.
Wracając z Błonia chciałam się zatrzymać na chodniku, wjechałam sobie, zdejmuje nogę z... z korbą. Korba mi zeszła z suportu :D
Niestety w pierwszym i moim podstawowym zestawie (scyzoryku) imbusów nie było odpowiedniej wielkości imbusa aby go dokręcić. Sięgnęłam więc po drugi aby połączyć 2 imbusy ze sobą i zablokować je w gnieździe śruby, ale na szczęscie w drugim scyzoiryku taka wielkość narzędzia była i obyło się bez kombinowania.
Dlaczega korba się odkręciła? Zapewne z powodu zbyt małej siły dokręcania. Brak klucza z pomiarem siły, ostrożne dokręcanie i potem taki efekt. Szczęście dla mnie, że korba spadła w najbardziej odpowiednim momencie, kiedy sie już zatrzymywałam.
Inna kwestią jest też ograniczanie ilości wożonych narzędzi - jednak czasami te dążenie do minimalnej wagi mogłoby prowadzić do większych problemów z naprawami.






Na jednym z przystanków zobaczyłam takie równiutkie rzędy sadzonek na polu. Szczęka opada w dół. JAK?
I niech mi ktoś wytłumaczy, że roilnicy narzekają na brak dopłat a tymczasem mają extra ulstra sprzęt, który usypuje takie rządki, praktycznie co do 1mm wysokości i szerokości...
I to nie jest rządek jeden czy dwa - ale setki. Tysiące.
Niech mi ktoś powie teraz, że rolnicy mają gorzej niż przed 1989 rokiem.
- DST 25.87km
- Czas 01:05
- VAVG 23.88km/h
- Sprzęt Raptobike Low Racer
- Aktywność Jazda na rowerze
Do Pilaszkowa i z powrotem
Piątek, 29 maja 2026 · dodano: 29.05.2026 | Komentarze 0
Ożarów - Pilaszków - Zaborów - Ożarów
Avg: 23.74 km/h/W 24.3 km/h
Max: 38.26 km/h
TSS: 109, IF: 1.04, NP: 136, AvgP: 113, Maxpwr: 471, 1minpwr: 318
Uszczypnięcia: 1 (ilość uszczypnięć - wciągnięcia - skóry z uda przez dużą rolkę napinającą łańcuch napędzający)
Kolejne testy Raptobike.
Tym razem już po wymainie przedniego "hamulca" wibrejka na normalny porządny hamulec tarczowy hydrauliczny shitmano Deore 6100.
Nie obyło się bez problemów... Jakiś "normalny inaczej" produkujący wsadził baryłkę do wewnątrz klamki, zamiast nasadzić na przewód hydrauliczny przed założeniem "igły".
A że przedtem skracałam przewód i się zamotałam bo nie montuję tych hamulców na cod zień, to 2 igły poszły w śmieci.
Oczywiście wybierająć w sklepie konkretny hamulec zapomniałam o revoshifcie na kierownicy, i że kupowany hamulec posiada specyficzną rączkę i niestety ale revoshift musi zostać wymieniony na normalną manetkę bo inaczej klamka hamulca nie działa jak powinna.
W końcu jednak JEST. Nie mam tylko pewności co się wydarzyło, co właściwie pomogło - ale w końcu Waty zaczęły się zgadzać. Przy wietrze z boku mam standardowe 30 km/h przy 120-140 Watach. Wreszcie. jednak do tego momentu:
+ wymienione oba koła na nowe, check!
+ wymieniony suport, check!
+ jest cieplej, check! (minimalnie...)
Wcześniej weryfikowałam również hamulce i miały one na tyle dużo luzu, że na pewno nie tarły. Więc to na pewno nie jest wina przedniego wibrejka.
Raptobike zdecydowanie przegania Kameleona. W Raptobike nie ma MBB odbierającego moc i przenoszącego ją na... mięśnie kontrującej ręki :P
W Raptobike naciskam - a rower skacze do przodu. Nawet przy jeździe pod wiatr czułam że ten rower jedzie. Mała wysokość, sztywna konstrukcja, przedni napęd. To robi robotę.
Wreszcie mam dużo radości z jazdy - o ile rolka nie jest za głodna... :P

Coś mi się ten komin krzywo sfotografował. Czyżby zaczął się przechylać, czy to jednak wina smartfona?



I to...
...jest...
...RAPTOBIKE :)
- DST 2.70km
- Czas 00:15
- VAVG 10.80km/h
- Sprzęt Raptobike Low Racer
- Aktywność Jazda na rowerze
Testy Raptobike
Niedziela, 24 maja 2026 · dodano: 29.05.2026 | Komentarze 0
Ożarów
Testy zakończyły się po przejechaniu ~1.35 kilometra, kiedyw pewnej chwili usłyszałam niewielki wybuch, a następnie poczułam jak rower delikatnie opadł z przodu i zaczął zwalniać. Słyszałam również syk uciekającego powietrza z przedniej dętki...
Cóż - jak to dobrze, że to poziomka :) Na pionowcu nie wiaodmo czy nie skończyłoby się to jakimś/efektownym OTB. A na poziomce? Wystarczyło utrzymać w miarę prosty tor jazdy.
Niestety, miałam przy sobie tylko 1 dętkę zapasową 20" i postanowiłam nie ryzykować i zmienić rower na inny z inną parę kół. W ten sposób ominęłam konieczność zbierania szczęki z chodnika. Ale za to podnosiłam ją z trawbnika przy domu - kiedy zobaczyłam jak sprytnie potrafią rozpieprzyć oponę klocki wibrejków. Niby delikatnie mniejsze dokręcenie, niby malutka niedoregulacja. A już klocek trafia w oponę, trze o nią i robi sie BUM. I do wyrzucenia jest i dętka i opona. (Schwalbe One)
Po wymianie opony i dętki dotarło do mnie w końcu, że utrzymywanie "symetryczności" rodzaju hamulców (przód-tył) na rowerze jest pozbawione sensu, zwłaszcza kiedy ramiona wibrejków sterczą na boki tuż przy pracujących udach zaczepiając o nie i raniąc, a do tego siła ich hamowania jest "taka sobie", i jakby tego było małe - dobre doregulowanie tych hamulców wymaga regulacji 5 (PIĘCIU!!!) różnych śrubek...!!!
To jest D R A M A T. Osobnicy odpowiedzialni za wymyślenie tego OMC systemu powinni jeździć po jakimś zjeździe 20% z góry na dół testując swoje dziwolągi :>
W byle hamulcach tarczowych reguluje się MAX 3 śrubki: boczne klocków i jedna linki.
W najtańszych hamulcach hydraulicznych marki shitmano NIC SIĘ NIE REGULUJE. Działa. Po prostu!!!
Wibrejki TO ZŁO.
- DST 36.60km
- Czas 02:35
- VAVG 14.17km/h
- Temperatura 10.0°C
- Sprzęt Raptobike Low Racer
- Aktywność Jazda na rowerze
Ożarów - rozpoczęcie nowego sezonu cz.2
Sobota, 21 marca 2026 · dodano: 22.03.2026 | Komentarze 0
Ożarów
Avg: 20.2 km/h
Max: 31.1 km/h
Dane są z Wahoo. Ogólnie to awaria za awarią za awarią... A wszystko "przez to", że tydzień temu bardzo poważnie podeszłąm do sprawy remontu Raptobike. Wymieniłam w nim oba koła, aby mieć absolutną pewnośc, że nie sa one niczemu winne jesli chodzi o delikatne spowolnienie jakie odczuwam od około roku. A na pewno to spowolnienie niekoniecznie musi się wiązać ze mną samą - po prostu nie zgadzają mi się Waty vs prędkość. Tak wiec oba koła 20+26" wymienione. Wydaje mi się, że jest pewna różnica. Ten rower pędzi. Ten rower ma pęd. Ale to też może być zależne od mojej (+) masy ciała :(
Awaria #1.
Hamulec wibrejk. Kto to wymyślił aby robić hamulec, w którym na dobrą sprawę reguluje się go co najmniej 3 śrubkami? 2 na spręzynkach odciągających i do tego śrubka na lince i druga śrubka kolejna na klamce. Razem: 4. Po zimie obie śrubki przy spręzynkach nadają się do czyszczenia i wymiany. A tymczasem w hydrauliku - wszystko działa. Zawsze. Bez regulacji.
Awaria #2. Przy wymianie obu kół, musiałam podregulować oba hamulce przendi i tylny. Tylny bezproblemowo a w przednim przesunął się prawy zacisk. Zła pozycja, zablokowanie przedniego koła. Nie ma to jak wibrejk. A jakie to delikatne - przy hamowaniu przednim czuję jak mi ono bije, mimo iż kręceniu kołem NIC nie widzę. Więc? Tak, oba zacisku nówka funkiel sztuka, wymieniane parę miesięcy temu.
Awaria #3 - najpoważniejsza.
Podczas jazdy do Błonia były momenty, że kaseta jakby przestawała napędzać koło. Brakowało oporu. Pieski? Piasta? Bębenek? Objaw pojawiał się coraz częściej, do Błonia jednak dojechałam. A potem na powrocie, po którymś kilometrze już przy DK92 - opór się skończył. Mogłam sobie pedałować w miejscu... Nie pomagało ani stukanie, ani zmiana biegów na inne - po prostu koniec. Na szczęście pojawił się jakiś miły facet, który w sumie nie poradził zbyt wiele, ale właśnie przy nim opór się pojawił ponownie. I w sumie już potem było ok, nie licząc 2 sporadycznych utrat napędu :/
Najlepsze jest w tym to, że to są NOWE KOŁA. Wsadzone do roweru po raz pierwszy. Zaplecione parę miesięcy temu, na maszynówkach. O co więc chodzi?
Avg moc - Wahoo pokazuje mi 90. Nie dziwię się. Ale to i tak lepiej niż onegdaj na RBB... Tam było 6x.
A tymczasem za miesiąc brevet 200 km. Będzie ciekawie.
- DST 16.47km
- Czas 00:46
- VAVG 21.48km/h
- Sprzęt Raptobike Low Racer
- Aktywność Jazda na rowerze
Ożarów - rozpoczęcie nowego sezonu
Sobota, 14 marca 2026 · dodano: 14.03.2026 | Komentarze 0
Ożarów
Avg: 21.14 km/h
Max: 60.52 km/h wg licznika sigmoszajs, a faktycznie jakieś 31 km/h :P
Proszę się śmiać do woli - ale 14 marca rozpoczynam nowy seozn rowerowy :D Bu ha ha ha ha.
Miało być tydzień wcześniej, ale ktoś zrobił mnie w balona.
Ale nie zasypiałam gruszek w popiele - od póltora miesiąca chodziłam regularnie na basen. Dzięki temu moja wydolność tlenowa jest na bardzo dobrym poziomie, i tylko nogi nie dają rady i muszą sobie przypomnieć o co chodzi z tym rowerem.
Zdjęcia z dzisiaj - na pierwszm widać efekty działania naszych wspaniałych gminnych czy tam powiatowych EKSPIERDów od projektowania śmeiszynek rowerowych. Nie dość, że śmieszynka z g...kostki dałna, to jeszcze jakiś słabo-yntelygentny poprowadził ją slalomem. Bo to przecież prawie jak ścieżka w lesie, nie? No nie. Jednak nie. To powinna być droga przenosząca możliwe zapędy rowerzystów z Poznańskiej (DK92) na równoległe do niej drogi lokalne.
Ale jak widać słabo-yntelygent nie pojął tego odpowiednio szybko o ile w ogóle. Zatem kierujący pojazdami - jak zobaczycie rowerzystów na DK92 to plujcie na tych co projektują dla rowerzystów śmieszynki rowerkowe. A nie na rowerzystów.
I długie chwile po zachodzie słońca, których aż tak fajnie nie udalo się złapać na "wykrywaczu ciemności".








