Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Katrinam z miasteczka . Mam przejechane 42479.93 kilometrów w tym 66.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 20.87 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 3363 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Katrinam.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w kategorii

JPOCTKC?

Dystans całkowity:1030.61 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:47:34
Średnia prędkość:21.67 km/h
Suma kalorii:8026 kcal
Liczba aktywności:9
Średnio na aktywność:114.51 km i 5h 17m
Więcej statystyk
  • DST 264.00km
  • Czas 13:28
  • VAVG 19.60km/h
  • Temperatura 32.0°C
  • Kalorie 3644kcal
  • Sprzęt Raptobike Low Racer
  • Aktywność Jazda na rowerze

Z grabkami na Słońce czyli

Niedziela, 21 czerwca 2026 · dodano: 22.06.2026 | Komentarze 0

Pomiechówek - Nasielsk - Gołymin-Ośrodek - Przasnysz - Myszyniec - Szczytno - Wielbark - Chorzele - Grudusk - Ciechanów
AvgW: 19.6 km/h
MaxW: 42.7 km/h
TSS: 763, IF: 0.82, NP: 106, Kcal: 3644, AvgP: 75, MaxP: 525, 1minP: 224
Uszczypnięć: 3

Dane są z Wahoo/srahoo bo licznik okazał się być uszkodzony - jedna ze sprężynujących nóżek łączących metalowe przestała stykać się z gniazdkiem. Sigma, po prostu.
Samo wahoo/srahoo też jest genialne. Uwielbia prowadzić dalsze pomiary pomimo iż siedzi się na przystankui czy w jadłodajni z 30 minut i nic nie robi poza przejściem dosłownie kilku metrów. Czas leci, wahoo/srahoo mierzy a potem średnie takie jakieś dziwne a i czas "jazdy" oszukany. Brawo wahoo/srahoo.
Plany na ten wyjazd były nieco bardziej ambitne, ale rzeczywistość pokazała ile faktycznie można osiągnąć przy takim upale (31-32 st Celsjusza) i przy pewnych brakach.
Wyjechałam niby za późno bo dopiero o 16:30, ale w sumie to i dobrze bo w upale jechałam nieco krócej.

Pogoda była znakomita. Ale jednak bardzo gorąco.


Pierwszy przystanek był w Kowalewicach gdzie zatrzymałam się na loda, aby nieco się schłodzić i tam też mój rower stał się jak zawsze obiektem zainteresowania i pojawiły się typowe pytania: "a jak na tym się utrzymuje równowagę" itd ;)
W okolicach tego punktu sprawdziłam coś co wydawało mi się niemożliwe i odkryłam, że mam przesunięte biegi, przez co brakuje mi 2 dwóch największych zębatek na kasecie a pod jej koniec manetka sucho pstryka. Na szczęście to tylko warmińsko-mazurskie a nie Bieszczady więc nie przejęłam się tym i kwestie ewentualnych regulacji zostawiłam na "potem".
Z Kowalewic jechałam dalej prosto do Gołymin-Ośrodka gdzie rok temu już musiałam zawracać z powrotem ze względu na paskudną pogodę. Tym razem pogoda była znakomita i leciałam dalej trzymając się jeszcze przygotowanego przed wyjazdem planu - prosto na Przasnysz. Jednak przed opuszczeniem tej miejscowości przyszedł czas na kolejnego loda i jakieś małe zimne picie.




Dzięki małemu wiatrowi w plecy szło mi całkiem nieźle ale nie kręciłem ile się da - oszczędzałam siły na później. W Przasnyszu odpaliłam 3/4 oświetlenia co wzbudziło zainteresowanie nocnego patrolu policji, która dojechała do granicy miasta zobaczyć co to tam stoi i błyska jak choinka... :) Jakieś 6 lampek tylnych plus Convoy S2+ Sofirn C8 już robiły dobrą robotę uniemożliwiając komukolwiek stwierdzenie, że "ale ja jej nie widziałam!!!" czy innych bzdur typowych dla sporej części kierujących pojazdami silnikowymi, którzy prawko znaleźli w chipsach...

Z Przasnysza udałam się do Jednorożca, gdzie przystanęłam przy rondzie z pięknie podświetloną nazwą tego miasteczka. Picie, uzupełnienie węglowodanów i po paru minutach wyjeżdżałam w całkowitą ciemność. Tym razem jednak miejsce Gopro zajął kolejny drugi Convoy S2+. Taaaak, 3x Convoy ustawione szeregiem z góry na dół, z czego górny ruchomy bo na głowie oznaczały znakomite oświetlenie drogi przed rowerem. Do tego odpowiednie podświetlenie lewego boku roweru całkowicie wyeliminowało próbyu wyprzedzania mnie bez opuszczania pasa ruchu po którym jechałam. Bezpoieczeństwo najważniejsze.
Od Jednorożca ciągnął się najgorszy fragment - bardzo mała ilość wiosek, ciemna droga wiodąca chwilami przez pusty las. I ja w nim jadąca na tak troszkę nie do końca wyregulowanym sprzęcie. Trochę słabe to było, bo gdyby cokolwiek mi strzeliło to byłoby naprawdę trudno to naprawić w takim otoczeniu.


[w drodze do Szczytna]
Myszyniec - przystanek przy stacji paliw Orlen.
1. Młodzi tubylcy dopytujący się ile ksoztuje "takie coś" nie pytając nawet o to co to jest zainteresowani byli wyłącznie ceną...
2. Co i rusz obok roweru przejeżdżało jakieś KAłdi czy inne tam takie i gość zwalniał aby się przyjrzeć...
3. Szczyt: ZŁOTE Maserratii. Kierujący zatrzymał się przy dystrybutorze, po czym specjalnie cofnął, zrównał się z moim starym Raptobike aby mu się przyjrzeć. WooooW! Czyżby mój Raptobike był znacznie ciekawszy od złotego Maserati? :DDDDD
Na tej stacji posiedziałam dłuższe kilkadziesiąt minut aby wypić herbatę i przemyśleć dalszą strategię. Już wiedziałam że stoję z motyką pod Słońcem tylko nie wiedziałam jak długa/krótka ona jest. Już wiedziałam, że czasowo i zmęczeniowo to zaplanowany cel podróży raczej nie uda się osiągnąć. Ale ambicja nie pozwalała tak po prostu zawrócić. O nie. na koncie było ~130 kilometrów a przecież pierwotnie miało być >~400... No nie, to za mało. Zdecydowałam się więc ciągnąć dalej, ale już nie patrzeć na Mazury tylko troszkę bliżej. Przez kilka minut myślałam o Ruciane-Nida ale kiedy ruszyłam dalej w drogę to już dcoierąło do mnie, że to też nie dojdzie do skutku. I stąd moje odbicie na Szczytno z planem dojścia do ~300 kilometrów przebiegu. Całkiem dobry wynik, prawda? Ciągle jednak w planach bez pewności czy i to uda mi się osiągnąć. Humor poprawiał mi widok wschodzącego słońca jaki pozostawał z tyłu za moim prawym ramieniem dla którego zatrzymałam się kilka razy aby zrobić kilka zdjęć.


Kolejne fotki wschodzącego Słońca.





A gdzieś za plecami ładny widok na przebytą już drogę.




Te zdjęcia wykonałam już prawie prawie przed Szczytnem.



Szczytno - stacja paliw BP.
Kolejny hot dog, jednak ten nie chciał mi przejść przez gardło - zgaga. I to taka wredna pojawiająca sie i znikająca. Zależna od pozycji - a ta oczywiście półleżąca na poziomce nie pomaga. Wypiłam herbatę, podjadłam trochę węglowodanów i przedrzemałam trochę ale nawet nie wiem jak długo. Obudziłam się przy okazji zmiany personelu i stwierdziłam że chyba czas się zbierać. Słońce już dawno wzeszło, zrobił się piękny słoneczny dzień, za parę godzin mógł się rozpocząć kolejny upał jakże mocno wpływający na moją prędkość poruszania się. Jednak poza upałem z tyłu głowy ciągle przypominało się to co widziałam na prognozie pogody - możliwa przechodząca fala mocnych opadów wraz z burzami.
Zgaga zaczęła robić mi już mocno pod górkę i rozpoczęłam poszukiwanie sklepu spożywczego... W niedzielę na takim odludziu? Ani jednego małego sklepu z pewnym płazem w okolicy. Do tego w Szymanach zrodziła mi się pewna myśl będąca analizą osiagnięć zebranych przez ostatnie kilka godzin. Tą myśl skutecznie podgrzał przelot szynobusa po torze kolejowym opodal.





Sklep znalazł się W Wielbarku, ale nim do niego dotarłam minęłam nieistniejące inne sklepy, które wg google maps powinny być tma w tym miasteczku i być owarte. A jednak ich nie było. Ale w końcu stanęłam w progu Delikatesy MAZURY gdzie kupiłam... mleko. Tak tak, mleko. Dwukrotnie poomagało mi na PTJ to i tym razem powinno pomóc - i bardzo pomogło. Praktycznie rozwiązał się problem zgagi. mogłam chwycić za normalne jedzenie dające mi więcej mocy i jechać dalej - aczkolwiek Organizm i nogi już odmawiały pewłnego zaangażowania w proces szybkiego toczenia się po drodze DK57.
300 kilometrów stawało się coraz mniej realne. Koniec końców zaczęłam kierować się do Pomiechówka ale z opcją skorzystania z jakiejś podwiózki - czyli pociąg. Z oglądania mapy wsyzło mi, że najlepszy będzie Ciechanów. Inne opcje jakie pokazywał mi rozkład jazdy PKP - to jazda z przesiadkami. Przez Olsztyn Główny do Ciechanowa i tam przesiadka w KM do Pomiechówka. Ileż zabawy bym miała z bieganiem po schodach i peronach z rowerem? Za dużo.
To nie miało sensu dlatego wybrałam opcję jazdy dalej do Ciechanowa i skorzystanie z pociągu KM dopiero i bezpośrednio tam.
Już wtedy obserwowałam zmianę koloru nieb apo mojej prawej stronie, którego to zabarwienie przechodziło jakby nieco do przodu. Chwilami też coś pokropiło, ale myślałam że to pewnie przejdzie bokiem. Przed Rzęgnowem zatrzymałam się na kilka minut na przystanku - przystanek w całości z blachy - lecz kiedy tylkko dobrze usiadłam usłyszałam grzmoty i zobaczyłam parę błyśnięć. Mój pobyt w tym miejscu potrwał więc jeszcze 10 sekund - tyle czasu zajęło mi szybkie spakowanie sie i ucieczka z tego miejsca, grożącego zbyt szybką zamianą w proch.
W Rzęgnowie zatrzymałam się pod małym mikroskopinym daszkiem niecyznnego sklepu. Tuż obok remizy OSP. Chwilę później zaczeło padać a wraz z opadem przyszła burza, która waliła naprawdę bardzo blisko. I kiedy tak waliło, rozejrzałam się i stwierdziałm że ów budynek sklepu nie ma piorunochrona... Niby ok, w polsce do 15m wysokości budynku nie trzeba. Ale na takim bezludziu to ja bym jednak nie ryzykowała. Na szczęście OSP tuż obok i oni... I oni na swoim budynku również nie mają piorunochronu.
Burza przeszła po ~30 minutach. Wystarczająco krótko aby się nie znudzić, nie zmoczyć nic bardziej ale wystarczająco aby zmęczyć nogi bo nie było na czym i gdzie usiąść.
Gdzieś wiele kilometrów przed Ciechanowem na tej DW zatrzymałam się na kolejnym przystanku. Zmęczenie i brak snu robiły swoje, musiałam coś podjeść i przedrzemać chcoiaż kilka minut. Naprzeciwko przystanku ujadał jakiś mały pies na mnie, ale po paru minutach mu się znudziło. I tak sobie przysnęłam aż..."NIESPAAAAAAAĆ!!!". Taaak, to wydarł się przejeżdżający szoszon jadacy z południa. Bo on jest w 100% formie on dopiero co wsiadł na rowerek (max 8 kg jak nie mniej) i on jest Miszczem i on mówi "niespać" to wszyscy wsiadają na rower i grzecznie jadą za nim. Tak? Nie?
Takiego chamstwa to się nie spodziewałam - nawet na takiej wiosce. I to ze strony jakiegoś szoszona! Nie jakiegoś wiochmena, tylko kolarza!
A może to był burak ze wsi na szosie, któremu zbyt ciasno opięta lajkra ucisnęła niektóre miejsca ciała za mocno i mu się uszami mózg wylał?

W Ciechanowie byłam okolo 14:10. Do pociągu miałam jeszcze godzinę, więc podjechałam na - kolejną już - stację paliw BP. Tam kupiłam kolejnego osika, herbatę, jakieś batony proteinowe i z nimi udałam się na dworzec PKP. Na szczęście w Ciechanowie na stacji windy są działające i nie musiałam - jak to przed laty bywało - nosić roweru po schodach bo ciężko by było.
Oczywiście to nie był jeszcze koniec przygód. Musi być jeszcze Kierownik Pociągu każący przejść do części rowerowej, która jest już pełna rowerów i nie da się przejść korytarzem... No ale jak trzeba to trzeba. Sam pociąg - Flirt 3 - bardzo ładny, 7-latek tylko ktoś zamawiający go nie przeznaczył wystarczającej ilości uwagi na to gdzie mają być owe wydzielone miejsca na rowery. I wstawił je - uwaga! - w środek pociągu. Oklaski.
Ale są też normalni Kierownicy Pociągów - taki jak ten spytany na stacji w Ciechanowie o tor na który ma wjechać pociąg do Warszawy Zachodnije. Nie dość że z uśmiechem odpowiadał na pytania podróżnym i mnie, to jeszcze idąc na swój pociąg do Działdowa ostrzegał, że to nie ten pociąg :) Można? Oczywiście że tak! Frontem do ludzi! A nie 4 literami.

PKP
Chwała XXI wiekowi - że nie trzeba biec do kas, stawać w dłuuugiej kolejce i z wywieszonym jęzorem i biletem sprintem udawać się na pociąg. Że wszystko to się da zrobić mając w ręku smartfona i podjadając coś na szybko na stacji paliw X kilometrów przed dworcem PKP. Technika.
I nawet te pociągi są niezłe. Klima, ciche, przyjemne takie. Tylko te miejsca na rowery...

Pomiechówek.
W końcu - wysiadłam z pociągu i po dwóch minutach dotarłam do swojego samochodu. Wreszcie dojechałam. Co prawda na liczniku było "tylko" 264 kilometry a nie "zaplanowane" 315-320 ale to jest i tak bardzo dużo i najwięcej kilometrów jakie zrobiłam w ciągu ostatnich kilku lat na jednym wyjeździe. I to pomimo tego, że i moja kondycja jak się tu okazało wcale nie była tak dobra jak mi się wydawało.

Na koniec słowo o KAUCJI.
Chciałabym życzyć pomysłodawcom wprowadzenia kaucji aby wszystkie butelki z kaucją z naszego kraju weszły im w pewną ciemną część ciała i tam pozostały na wiele dni.
Kto to wymyślił? Dlaczego w dowolnym sklepie w którym kupuję np osika, nie mogę zostawić pustej butelki po poprzednim???
Czy ja mam zamieniać rower na rower cargo do wożenia pustych butelek? Czy ja mam być śmieciarką?
Stąd jestem w plecy 3 złote za 6 butelek zostawionych gdzieś obok śmietnika, bo nie będę tego ciągnęła ze sobą. Nie nie nie i jeszcze raz NIE!
GDZIE ja oddam butelkę po osiku gdzieś w terenie, o 3 nad ranem?
W niemczech to jest jeszcze tak zorganizowane, że przy każdym takim sklepie jest osobne wejście do takiej części gdzie stoją automatY. AutomatY a nie automat sztuk jeden. I za każdą butelkę nie dostaje się 50 groszy ale 0.25 Euro. Czyli ~1.05 złotego. I to już zaczyna się opłacać aby te butelki odwieźć.
Oczywiście, myślałam o przelewaniu osika do bidonu (gdybym miała) i natychmiastowym zwrocie butelki... Ale na stacjach paliw nie przyjmują żadnych butelek!!!

Wniosek - wyjazd może nieco krótszy ale bardzo udany i owocny w nowe wspomnienia i kolejną całkiem ciekawą i miłą trasę.
Ilość dziurawych dróg nadal znikoma względem tego co widziałam i po czym jeździłam we Francji... Bbbrrrr...




  • DST 104.07km
  • Czas 04:34
  • VAVG 22.79km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Kalorie 1694kcal
  • Sprzęt Raptobike Low Racer
  • Aktywność Jazda na rowerze

Do Pomiechówka i z powrotem

Niedziela, 7 czerwca 2026 · dodano: 07.06.2026 | Komentarze 0

Ożarów - Pomiechówek (przez DW 579)
AvgW: 22.8 km/h
MaxW: 40.9 km/h
Uszczypnięcia: 1
TSS: 392, IF: 0.94, NP: 122, Kcal: 1694, AvgP: 103, MaxP: 475, 1minP: 286

Po poprzednim wyjeździe wymieniłąm obie spinki w łańcuchu i... nic to nie pomogło. Szczęknięcia dalej słychać podczas przyspieszania, kiedy łańcuch napręża się bardziej. Oczywiście podczas jazdy sprawdziłam i dokręciłam raz jeszcze śrubę mocująca korbę z prawej strony bo się znowu wzięła i poluzowała, ale to nie pomogło. Więc teraz to już nie wiem co jest grane. Co może wydawać jeszcze takie dźwięki? Na pewno te dźwięki nie pojawiają się przy pracy napędu "jałowego" ani przy maksymalnych obciążeniach.
Podczas dzisiejszego wyjazdu nie mogłam pokazać w pełni mocy - prawie cały czas pod wiatr i w jedną i w drugą stronę. Tylko momentami dało się coś wiecej osiagnąć ale to było chwilowe. Ogólnie odniosłam wrażenie, jakby po 3 dniach wolnego od roweru wzrosła mi wytrzymałość, ale mocy nie przybyło. Szkoda.
Na drogach widać było dzisiaj koniec weekendu - olbrzymi ruch do Warszawy, widać wracali wszyscy którzy wyjechali na te kilka dni.
Warunki pogodowe - barzo przyjemna temperatura gdyby nie duchota taka jakaś. I kiedy wracałam, tuż przed Lesznem zaczęło siąpic, a rozpadało się na dobre kiedy skręciłam w DW580. I po minięciu stacji benzynowej kiedy licznik zacżał pokazywać zerową prędkość skorzystałam z okazji z przebrania się w długie spodnie i kurteczkę. Bardzo dobry pomysł, bo jak kilka minut potem sprawdziłam to temperatura w ciągu paru chwil spadła do ~15^C.
W Nowym Dworze Mazowieckim przekonałam się, że Francja jest już w Polsce. Przynajmniej pod względem zachowania na drodze i CPiR przez młodocianych "ja_mogę_wszystko! I wszystkich_mam_w_de!". Nad Narwią jest most (droga krajowa 85). Wąska jezdnia wiec warto pojechać chodnikiem, który również jhest bardzo wąski. Logiczne jest więc, że warto by przejechać to miejsce jak najszybciej. Niestety ta logika jest absolutnie nieznana szczonom na pionowcach, którzy jak nie jadą to zatrzymują się, zwalniają, sprawdzają sobie coś na telefonikach... Jedzie taki Jaśnie Łaskawy Książę Telefonista Dyżurny Mostowy i gdzieś głęboko ma że tarasuje drogę innym a ci inni nie mogą go wyprzedzić bo nie ma jak ani gdzie. Zwłaszcza jak sie zatrzymuje pośrodku. I to nie delikatnie powoli - ale nagle. Bo on musi sobie coś natychmiast poklikać. Albo sprawdzić - gdzie ma zjechać w bok z tego mostu... Czekaj? Ale jak zjechać w bok z mostu? Do rzeki? :P
Priorytety jakie mają w mózgach te dzieci smartfoników (kiedyś były dzieci neostrady - dzisiaj są dzieci smartfoników) są skierowane wyłącznie i tylko na siebie. Na nic i na nikogo poza nimi nie.
Jakby tego było mało, na tym samym chodniczku z przeciwka nadjeżdża pod prąd hulajnogista. Wielce zdziwiony, że... ludzie mu jadą z przeciwka :D No coś takiego?! Mógłby się grzecznie zatrzymać, przepuścić tych co jadą przepisowo... Ale no tego w szkole i w domu nie nauczono. Takich podstawowych zasad dobrego wychowania i zachowania na drogach... Ale za to dano mu hulajnogę. Co by nie musiał męczyć swoich szczuplutkich nóżek bo a nuż się jeszcze przewróci albo zmęczy po zrobieniu więcej niż 100 metrów ma raz... :>>>
Tak moi drodzy - rosną nam KALEKI. INWALIDZI. Którzy bez elektrycznej hulajnogi nie będą w stanie dostać się do szkoły/miejsca pracy odległego_aż_ o 1500 metrów... No bo kto to widział??? Piechtą iść?! Aż tak daleko?!
Tatusiowie i mamusie z dziećmi - na rower[k]ach. Jak już jedziesz - to pilnuj aby ten dziecior jechał przed tobą a nie za tobą. I nie obok - tylko przed. Cobyście nie tarasowali całej szerokości CPiR.
I jak już jedziesz z dzieciorkiem we dwóch - to jedźcie jedno za drugim aby nie blokować całej szerokości CPiR, żeby ktoś kto was dogonił nie musiał głośno się zastanawiać: "LEWA CZY PRAWA?!". Tak wiem, muszę założyć trąbkę. Na dzwonek jest zbyt słaba reakcja. Tylko dobitne walnięcie w trąbę powoduje, że takich przychlasdt nagle przypomina sobie, ze nie jest sam na całej ulicy...


Raptobike
W lesie. Na spacerze.

Piękny las w Pomiechówku


Jak to było?
"Jesteście młodzi, możecie 10 m znieść rower - mówiła do rowerzystów Dorota Safjan" w 2003 roku, kiedy otwierała SCHODY przy Rondzie Zesłańców Syberyjskich
Takie samo rozwiązanie - ze schodami - zostało wybudowane przy DW579 przy skręcie - a jakże - śmieszynką rowerkową po DW579 w kierunku północno-zachodnim:
https://maps.app.goo.gl/TFy7FRAtBdsogjnA7
Bo przecież żaden rowerzysta nie będzie stąd jechał np do NDM tylko do Legionowa, prawda? Prawda???
Dlatego obecnie rowerzysta ma do wyboru:
-- znosić rower po schodach
-- albo jechać na południe do zjazdu ~170 metrów, gdzie bedzie miał okazję zderzenia się z innym rowerzystą czy hulajnogistą kiedy będzie próbował skręcić w lewo albo w prawo... Bo po co tam wykosić krzaki aby była widoczność? No po co?

Takl czy inaczej - znakomity przykład durnych pomysłów z prawicy idzie dalej ;P


... a gdyby tak... teleportem...?


Nie, nie chce mi się dźwigać.
Chyba, że przybędzie i pokaże JAK to się robi, niejaka dorota safjan... :P :>>>

Marzy mi się, aby każdy taki pomysłodawca i obrońca tak powalonych pomysłów jak "schody dla rowerzystów" ((R) dorota safjan) włącznie z nią samą - miał odwagę postać przy takich schodach parędziesiąt dni w roku i pomóc targać rowery tym, dla których je budował :P :>>>




  • DST 103.41km
  • Czas 04:15
  • VAVG 24.33km/h
  • Temperatura 27.0°C
  • Kalorie 1663kcal
  • Sprzęt Raptobike Low Racer
  • Aktywność Jazda na rowerze

Do Sochaczewa i z powrotem

Środa, 3 czerwca 2026 · dodano: 03.06.2026 | Komentarze 0

Ożarów - Sochaczew
Avg: 24.26 km/h
Max: 45.23 km/h
Uszczypnięcia: 3
TSS: 399, IF: 0.98, NP: 127, AvgP: 107,MaxP: 487, 1minP: 249, Kcal: 1663 

W planie po raz kolejny był Wielki Kampinos. Jednak po raz koleny musiałam z niego zrezygnować - tym razem jednak ze względu na inny znacznie dłuższy planowany wyjazd. Tenże wyjazd ma być o wiele dłuższy niż owe zakładane 130-140 kilometrów, więc dojechanie się dzisiaj znacznie bardziej wydłużyłoby okres regeneracji i nie byłabym w pełni wypoczęta w sobotę. Kiedy to kalkulowałam, Wahoo pokazywało TSS dopiero na poziomie chyba ~140~180 więc były szanse na nieprzekraczanie 300...
Ale ambicja i chora motywacja zrobiły swoje. Chciałam mieć dzisiaj "setkę" i w drodze powrotnej chciałam utrzymać - jadąc pod wiatr! - te swoje (marne*) 24 km/h.
I wyszło tyle co wyszło, 399 czyli przesadziłam. Widać to też po IF.

* dla wielu marne, dla mnie całkiem spore. Raptobike to nie jest szosówka, to waży samo w sobie 16 kg. A ja nie mam 300 W FTP :P

Podczas tego wyjazdu zauważyłam różnice na plus - więcej mocy, więcej wytrzymałości, więcej siły. Coś się dzieje na plus. Nie jest to jeszcze poziom "mam to" i sporo do niego brakuje ale jestem na dobrej drodze. O tym też świadczy 4x Tryk tryk tryk tryk po starcie, kiedy pierwszy bieg służy tylko do ruszenia, a potem "szukając" właściwego biegu przeskakuję o 4 tryby wzwyż. Czyli nogi są w całkiem dobrej kondycji.

Rower. Po raz kolejny odkryłam coś, tym razem w drodze powrotnej tuż przed ruszeniem zorientowałam się, że mi się rusza blat na boki... Niedokręcona śruba w octalinku, tym razem z prawej strony. Nie-stety nie rozwiązało to problemu z tryknięciem podczas przyspieszania. Które najpewniej wynika z uszkodzonej(?) spinki w łańcuchu.
Najważniejsze jest jednak to, że po wymianie suportu (octalink) odczuwam wzrost prędkości przy wkładanej mniejszej mocy w pedałowanie. To nie jest złudzenie, to nie jest placebo. To nie jest kwestia temperatury czy ubioru albo gorszej opony czy kół. To jest - była - faktycznie kwestia suportu.


W drodze do Sochaczewa

Wspaniałe wiosenne slońce

I ta soczysta zieleń

RAPTOBIKE
Jeden z najlepszych rowerów jakich dosiadałam

Stamtąd przyjechałam

A tam pojechałam dalej

Zachodzące słońce`

RAPTOBIKE.
A przed nim polska dziurawa droga - ale i tak w znacznie lepszym stanie niż francuskie w Alzacji




  • DST 70.89km
  • Czas 03:08
  • VAVG 22.62km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Kalorie 1025kcal
  • Sprzęt Raptobike Low Racer
  • Aktywność Jazda na rowerze

Do Kasków i z powrotem

Niedziela, 31 maja 2026 · dodano: 31.05.2026 | Komentarze 0

Ożarów - Kaski
Avg: 22.61 km/h
Max: 35.56 km/h
TSS: 209, IF:0.83, NP: 108, Kcal:1025, AvgP: 92, MaxP: 509, 1min: 274

Miało być jeszcze dalej. Miało być do Sochaczewa i z powrotem. Ale już przed Błoniem czułam, że moja kondycja nie jest taka jaka być powinna i jeśli nawet dojadę do celu to powrót będzie bardzo bolesny. Zbyt bolesny jak na efekty.
Wracając z Błonia chciałam się zatrzymać na chodniku, wjechałam sobie, zdejmuje nogę z... z korbą. Korba mi zeszła z suportu :D
Niestety w pierwszym i moim podstawowym zestawie (scyzoryku) imbusów nie było odpowiedniej wielkości imbusa aby go dokręcić. Sięgnęłam więc po drugi aby połączyć 2 imbusy ze sobą i zablokować je w gnieździe śruby, ale na szczęscie w drugim scyzoiryku taka wielkość narzędzia była i obyło się bez kombinowania.
Dlaczega korba się odkręciła? Zapewne z powodu zbyt małej siły dokręcania. Brak klucza z pomiarem siły, ostrożne dokręcanie i potem taki efekt. Szczęście dla mnie, że korba spadła w najbardziej odpowiednim momencie, kiedy sie już zatrzymywałam.
Inna kwestią jest też ograniczanie ilości wożonych narzędzi - jednak czasami te dążenie do minimalnej wagi mogłoby prowadzić do większych problemów z naprawami.
















Na jednym z przystanków zobaczyłam takie równiutkie rzędy sadzonek na polu. Szczęka opada w dół. JAK?
I niech mi ktoś wytłumaczy, że roilnicy narzekają na brak dopłat a tymczasem mają extra ulstra sprzęt, który usypuje takie rządki, praktycznie co do 1mm wysokości i szerokości...


I to nie jest rządek jeden czy dwa - ale setki. Tysiące.
Niech mi ktoś powie teraz, że rolnicy mają gorzej niż przed 1989 rokiem.




  • DST 76.72km
  • Czas 03:28
  • VAVG 22.13km/h
  • Sprzęt Wielbłąd
  • Aktywność Jazda na rowerze

Mały Kampinos

Niedziela, 17 maja 2026 · dodano: 17.05.2026 | Komentarze 0

Ożarów - Leszno - Łomianki - Babice - Ożarów
Avg: 22.05 km/h
Max: 32.91 km/h
TSS: 336, NP: 129, IF: 0.99, Kcal: 1432

Tak jak tydzień wcześnie i tym razem chciałam okrążyć ten Kampinos. Początek był niezły, ale potem wiatr i pogoda, brak słońca i to zimno wdzierające się pod kurteczkę zrobiło swoje i przy Pilaszkowie zaczynałam czuć, że to znowu się nie uda. I to wszystko pomimo tego, że czułam że jestem w lepszej kondycji niż tydzień wcześniej. Tym razem wielbłąd jechał już bardziej tak jak ja chciałam i lepiej reagował na kopnięcia w pedały chociaż oczywiście i tak część siły szła na zawieszenie.
Co prawda mogłam dzisiaj wybrać Kameleona albo naprawionego Raptobike'a, ale jakoś tak z pośpiechu wybrałam wygodny, komfortowy 2x26" rower dający jak największą przyjemność niezależnie od nawierzchni. I dzięki temu mogłam dzisiaj przejechać kilka kawałków po nieutwardzonych dróżkach bez spowalniania.
Odczucia po: jestem styrana. Niby mniej kilometrów, ale w szybszym tempie a przede wszystkim i temperatura z wiaterkiem zrobiła swoje.



Pilaszków. Znowu to samo. Jakiś ******** zostawia śmiecie. I to kilkadziesiąt metrów od cmentarza poległych w okolicach Żołnierzy, którzy walczyli przeciwko niemieckiemu najeźdzcy w 1939 roku.
Dla przypomnienia tym co nie wiedzą...

Wystarczy spojrzeć na mapę, sprawdzić co tu się znajduje i przejść te kilka metrów...





Czy ten ********* również kilkadziesiąt metrów od grobów swoich bliskich też zostawia śmieci?


Trochę szacunku - dla Tych, którzy walczyli za nas i za nasz wspólny Kraj. Za Polskę.
Ciekawe, czy ten ******* ma na klapie bagażnika swojego samochodu: "PAMIĘTAMY"?


Widok na bramę wjazdową do Dworku w Pilaszkowie.


A to już Kampinos, w drodze do Roztoki.
Krótki przystanek na odpoczynek i zdjęcie Wielbłąda w lesie... :D


Wiosna w lesie

Droga DW 899 widok na południe

Droga DW 899 widok na północ



Kategoria JPOCTKC?, Wielbłąd


  • DST 100.22km
  • Czas 04:41
  • VAVG 21.40km/h
  • Sprzęt Wielbłąd
  • Aktywność Jazda na rowerze

Treningowa wycieczka do Sochaczewa

Niedziela, 10 maja 2026 · dodano: 10.05.2026 | Komentarze 0

Ożarów - Sochaczew
Avg: 21.38 km/h
Max: 35.60 km/h

Dawno się tak nie popsułam jak dzisiaj. Nawet tydzień temu dziwnym trafem poszło mi lepiej niż dzisiaj. Kompletnie nie wiem dlaczego.
Tzn mam podejrzenie - po drodze zmieniłam odległość pomiędzy fotelikiem a suportem i być może ta zmiana spowodowała inną charakterystykę pracy mięśni...
Wydaje mi się, że kiedyś juz ten temat przerabiałam...
Tak czy inaczej - pogoda dopisała. Nie było ani zbyt gorąco ani też na koniec dnia zbyt zimno. Tylko przed 19 musiałam założyć długie spodnie, ale tak poza tym było całkowicie OK.
Wybrany przeze mnie rower - tym razem Wiełbłąd - też się sprawdził, chociaż jego większy ciężar i większe opory dawały się odczuć. Oczywiście mogłam wziąć Kameleona, ale zdecydowałam się trenować na rowerze, na którym jeżdżę na co dzień do pracy aby mieć porównanie jak mi idzie z kondycją.



Zabrali drogę!!!
DW705 zaraz za Sochaczewem. Wygląda na to, że jest od wielu miesięcy w naprawie i jakoś chyba niewiele zdążą z tym zrobić przed wakacjami. W ciągu tygodnia nic się na tej budowie nie zmieniło.


Droga przez las - ujęcie 65534991453... :)


Pilaszków o zachodzie słońca - tuż przed


I widom w kierunku Warszawy


I spojrzenie zza drogi z Wielbłądem na I planie


Kategoria JPOCTKC?, Wielbłąd


  • DST 112.10km
  • Czas 05:04
  • VAVG 22.12km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Sprzęt Kameleon
  • Aktywność Jazda na rowerze

Do Sochaczewa i z powrotem

Sobota, 2 maja 2026 · dodano: 02.05.2026 | Komentarze 0

Ożarów - Sochaczew
AvgW: 22.1 km/h
MaxW: 31.8 km/h

Coś się stało jakoś w ciągu ostatnich 2 tygodni i widze jakiś spory regres mojej formy. Coś poszło bardzo nie tak i nie wiem co.
Wycieczka jaką zaplanowałam na dzisiaj miała być znacznie dłuższa - planowałam Duży Kampinos, z opcją powrotu po prawej stronie Wisły via Legionowo... Ale wyszłam za późno, potem się jeszcze wróciłam (nie wiem po co) - na wszelki wyapdek po długie spodnie i kurteczkę z myśla o zabraniu jeszcze czegoś ze sobą... A potem to już była walka z wmordewindem. Jeszcze przed dojechaniem do Żelazowej Woli zaczęły się już cyrki z próbą limitowania kilometrażu, ale motywacja i ambicja nie pozwoliła mi na wycofanie się. Dorzuciłam to co jeszcze miałam czyli osika i pojechałam dalej. Czując jednak, że ta moja bateryjka jest słabsza niż być powinna.
Potem była Żelazowa Wola i jazda do Sochaczewa z wjazdem do miasta od góry. Co ciekawe ktoś zabrał część drogi :P Tzn ktoś tam bardzo mocno wziął się za naprawę nawierzchni, zrywając ją aż do samego... bruku. Do samych kocich łbów jakie jak się okazało są pod wierzchnią warstwą DW705.
W Sochaczewie - jadłodajnia, w której spedziłam z 45 minut na żarciu a potem z pełnym żołądkiem wzięłam się za droge powrotną. Podświadomie liczyłam na wiatr w plecy, ale niestety albo i kierunek wiatru się zmienił, albo wiatr osłabł i wcale tak dużo prędkości nie uzyskałam na zmianie kierunku jazdy.
Jeszcze przed Błoniem musiałam zajrzeć do sklepu po nowe zapady nawodnienia. Po ~80 km okazało się, że 3x osik + 0.4 picia z jadłodajni (łącznie 2.65l) to jednak za mało.
Zatem - mamy już prawie lato.














Kategoria JPOCTKC?, Kameleon


  • DST 115.53km
  • Czas 05:05
  • VAVG 22.73km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Sprzęt Kameleon
  • Aktywność Jazda na rowerze

A jednak jeszcze nie

Sobota, 18 kwietnia 2026 · dodano: 18.04.2026 | Komentarze 0

Jabłonna i okolice
AvgW: 22.7 km/h
MaxW: 49.2 km/h
TSS: 581, IF: 1.07, NP: 129, Kcal: 1951, VI: 1.21, Avgpwr: 107, Maxpwr: 523, 1minpwr: 237

To nie było: "jakoś to będzie", tylko zdecydowanie: "powinno się udać". Niestety nie wyszło. Zabrakło bazy, chociaż czułam, że siła jest i chwilowe przyspieszenia były na niezłym poziomie. ATP działało. Zaopatrzenie Organizmu w węgle również praktycznie ani razu nie zdarzyła mi się wielka czarna bomba, aczkolwiek w pewnej chwili przypomniałam sobie o braku herbatki... No ale jej brak nie miał większego znaczenia, a na pewno nie na zmianę trasy.
Przez pierwsze 10 kilometrów dzielnie trzymałam się jednej z grup. Szło nieźle, dawało radę jechać z innymi, którzy trzymali te 26-27 km/h. Niestety krótki przystanek i zostałam sama. Jak się jednak okazało - nie ostatnia, bo za mną jechało jeszcze co najmniej kilka osób. Potem jechałam sobie sama, tyle ile mogłam - i niestety walcząc z wmordewindem, który dość skutecznie mnie spowalniał wraz z niewielkimi co prawda ale jednak małymi pagóreczkami. No niestety brak bazy robił swoje i wyciągały one ze mnie nieco za dużo.
Od pewnego momentu po zrobieniu małych kalkulacji wyszło mi, że teoretycznie będę w stanie zmieścić się w limicie, ale będzie to bardzo dużym kosztem dla Organizmu a przede wszystkim nóg. One padną. A ja wraz z nimi. Już raz to przerabiałam, 13 lat temu i nie chcę tego przechodzić ponownie.
Dlatego dojechałam do PK1, podjadłam, pogadałam, odpoczęłam i zaczęłam wracać do bazy. Dla Organizmu znacznie lepszy będzie systematyczne męczenie się i systematyczne trenowanie niż jednorazowe zajeżdżanie się raz na jakiś czas wychodząc poza jakiekolwiek granicę i doprowadzanie się do przemęczenia i regresu. A podejście typu: "ale to wycof i och jej jej jej nie tak, to nie tego, to nie tamtego" - proponuję sobie wsadzić w... buty. Trzeba znać swoje limity.
Co zagrało?
Wyposażenie jakie zabrałam - wszystko to co potrzebowałam - było ze mną. Nawet za dużo. Cały czas zabieram ze sobą zbyt wiele napojów i zbyt dużo żarcia... I ubranie na wszelki wypadek... Do tego mnóstwo oświetlenia do założenia - błędna inwestycja w ilość małych lampek utrudnia a nie ułatwia. Tak naprawdę potrzebuję całego systemu oświetlenia a nie paru lampek na przód i na tył sterowanych i zasilanych każda oddzielnie. To jest nonsens. Potrzebuję czegoś, co będę w stanie włączyć i wyłączyć jadąc. Bez zatrzymywania się.
Rower - Kameleon jest świetnym sztywniakiem, ale ja dalej uczę się na nim jeździć. I niestety do jazdy na nim potrzebna jest również siła rąk i przygotowane wytrenowane nadgarstki do sterowania. Tego mi niestety brakuje. A dzisiaj podczas jazdy nabawiłam się jeszcze czegoś w prawym barku, właśnie od trzymania kierownicy. Muszę poszukać kolejnej lepszej pozycji.
Ostatnie poprawki czyli podniesienie kierownicy na mostku i tak bardzo pomogły. Niestety to spowodowało pewne niekorzystne zmiany w odległości suportu od fotelika, ale udało się to naprawić na pierwszych paru kilometrach.
Sporym problemem jest cały czas zsiadanie. Brakuje mi nieco nóg do dobrego zatrzymywania się, a potem jest problem z wypełznięciem spod kierownicy.


Na kilka minut przed startem. Kameleon już czeka gotowy do jazdy.


Trochę bardziej z boku widać jak dużo balastu wzięłam chyba niepotrzebnie ze sobą


I nieco od przodu


A to Performer kolegi RW. Praktycznie pusty.


I od przodu - klasyczna konstrukcja SWB RWD ASS.


Piękny las gdzieś na którymś kilometrze - wiosna


Robi się zielono


I Słoneczko przygrzewa


A pomiędzy drzewami czeka sobie Kameleon


Ileś kilometrów dalej, chwila odpoczynku


Jak to było? "Droga jest celem".


I piękny lasek brzozowy po drugiej stronie drogi


Piękny zielony kolor nadchodzącej wiosny


Kategoria JPOCTKC?, Kameleon


  • DST 83.67km
  • Czas 03:51
  • VAVG 21.73km/h
  • Sprzęt Kameleon
  • Aktywność Jazda na rowerze

Mały Kampinos

Sobota, 11 kwietnia 2026 · dodano: 11.04.2026 | Komentarze 0

Ożarów i okolice
AvgW: 21.7 km/h
MaxW: 32.3 km/h
TSS: 376, IF: 1, NP: 120, Kcal: 1419, AvgPwr: 102, Maxpwr: 448. 1minpwr: 279

W zasadzie to bez planu, byleby zrobić kilometry i cokolwiek zadziałać przed brevetem jaki ma się odbyć za tydzień w Jabłonnie. Teoretycznie jest tam 200 kilometrów do zrobienia. Więc te dzisiejsze 83 powinny trochę pomóc w przygotowaniach przed tak """wielkim wyzwaniem""" :P
Polska to nie Francja. Drogi mamy na pewno lepsze i znacznie bardziej zadbane. Ale za to u nas jest znacznie większy procent osób które posiadają uprawnienia do prowadzenia pojazdów oraz możliwość ich prowadzenia - mimo iż nie powinni mieć ani jednego ani drugiego.


Standardowe stojaki dla rowerów nie pasują do tego typu rowerów FWD MBB.


Lasek przy Radiowej


W lasach jeszcze nie widać pełnej wiosny






Tuż przy Lesznie


Kategoria Kameleon, JPOCTKC?