Info
Suma podjazdów to 3363 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Październik16 - 0
- 2026, Wrzesień17 - 0
- 2026, Sierpień19 - 0
- 2026, Lipiec12 - 0
- 2026, Czerwiec5 - 0
- 2026, Maj10 - 0
- 2026, Kwiecień15 - 0
- 2026, Marzec6 - 0
- 2025, Grudzień8 - 0
- 2025, Listopad11 - 0
- 2025, Październik8 - 0
- 2025, Wrzesień11 - 0
- 2025, Sierpień7 - 0
- 2025, Lipiec13 - 0
- 2025, Czerwiec10 - 0
- 2025, Maj11 - 0
- 2025, Kwiecień6 - 0
- 2025, Marzec11 - 0
- 2025, Luty8 - 0
- 2025, Styczeń9 - 0
- 2024, Grudzień8 - 0
- 2024, Listopad6 - 0
- 2024, Październik11 - 0
- 2024, Wrzesień11 - 0
- 2024, Sierpień12 - 0
- 2024, Lipiec17 - 0
- 2024, Czerwiec19 - 0
- 2024, Maj13 - 0
- 2024, Kwiecień9 - 0
- 2024, Marzec13 - 0
- 2024, Luty10 - 0
- 2024, Styczeń1 - 0
- 2023, Grudzień5 - 0
- 2023, Listopad8 - 0
- 2023, Październik12 - 0
- 2023, Wrzesień10 - 0
- 2023, Sierpień13 - 0
- 2023, Lipiec12 - 0
- 2023, Czerwiec12 - 0
- 2023, Maj14 - 0
- 2023, Kwiecień11 - 0
- 2023, Marzec15 - 0
- 2023, Luty8 - 0
- 2023, Styczeń4 - 0
- 2022, Grudzień8 - 0
- 2022, Listopad15 - 0
- 2022, Październik15 - 0
- 2022, Wrzesień7 - 0
- 2022, Sierpień8 - 0
- 2022, Lipiec13 - 1
- 2022, Czerwiec8 - 2
- 2022, Maj11 - 0
- 2022, Kwiecień7 - 1
- 2022, Marzec3 - 0
- 2021, Listopad4 - 0
- 2021, Październik11 - 0
- 2021, Wrzesień10 - 0
- 2021, Sierpień16 - 0
- 2021, Lipiec11 - 0
- 2021, Czerwiec11 - 0
- 2021, Maj14 - 2
- 2021, Kwiecień7 - 0
- 2021, Marzec4 - 0
- 2021, Luty3 - 0
- 2021, Styczeń1 - 0
- 2020, Listopad2 - 0
- 2020, Październik6 - 0
- 2020, Wrzesień6 - 0
- 2020, Sierpień7 - 0
- 2020, Lipiec9 - 1
- 2020, Czerwiec12 - 6
- 2020, Maj11 - 3
- 2020, Kwiecień13 - 5
- 2020, Marzec15 - 4
- 2020, Luty13 - 3
- 2020, Styczeń2 - 0
- 2019, Grudzień2 - 0
- 2019, Listopad7 - 0
- 2019, Październik18 - 2
- 2019, Wrzesień12 - 0
- 2019, Sierpień18 - 0
- 2019, Lipiec13 - 2
- 2019, Czerwiec13 - 2
- 2019, Maj19 - 0
- 2019, Kwiecień7 - 0
- 2019, Marzec6 - 1
- 2019, Luty3 - 0
- 2018, Grudzień2 - 0
- 2018, Listopad14 - 0
- 2018, Październik18 - 0
- 2018, Wrzesień7 - 0
- 2018, Sierpień16 - 2
- 2018, Lipiec12 - 1
- 2018, Czerwiec13 - 0
- 2018, Maj18 - 0
- 2018, Kwiecień17 - 0
Oxfeld Observer Comp
| Dystans całkowity: | 1845.50 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
| Czas w ruchu: | 91:15 |
| Średnia prędkość: | 20.22 km/h |
| Liczba aktywności: | 46 |
| Średnio na aktywność: | 40.12 km i 1h 59m |
| Więcej statystyk | |
- DST 35.35km
- Czas 01:38
- VAVG 21.64km/h
- Sprzęt Violet Viper
- Aktywność Jazda na rowerze
Do pracy i z powrotem
Piątek, 4 września 2026 · dodano: 04.09.2026 | Komentarze 0
Ożarów - Warszawa
Avg: 21.64 km/h
Max: 34.12 km/h
Tam i z powrotem. Rano było jeszcze jako tako, niewielki ruch chociaż oczywiście tu i ówdzie pojawiały się niewielkie "peletoniki". Dało się spokojnie przejechać.
Ale po południu, o tej 17... Makabra. Pełno peletonów a do tego wszędzie zdarzają się jak nie wspomagani elektrycznie z podkręcovnymi oczywiscie rowerkami to kretyny na pojedyńczych kołach zasuwający >45 km/h po chodniku, plus do tego PLAGA dostawców wszelkiej maści, którzy już nawet się nie kryją i nic nie kręcą pedałami. Oni jadą jak motocyklami elektrycznymi. Bo w sumie inaczej tego określić się nie da.
Dodajmy do tego IDIOTÓW, którzy jeżdżą pierdolotami. PIERD PIERD PIERD PIEEEEEEEEEEERD... Wyje tkai na całą dzielnię i zostawia po sobie SMRÓD niedopalonego paliwa. Wot, ekolog! Obok oczywiście słuzby, policja - ale po co mieliby reagować? No po co?
Do tej pory tego jeszcze nie widziałam, omijałam Rondo ONZ jakoś bokiem, ale teraz jak przez nie przejeżdzałam jadąc z powrotem to naprawdę... Jeszcze bardziej jestem za tym aby wprowadzić obowiązkowe kursy i egzaminy na prawo jazdy na jednośladach napędzanych mięśniami ludzkimi i/lub wspomaganymi elektrycznie.
Gdyby nasz rząd łaskawie "zainwestował" w odpowiednie wyższe wypłaty dla policji, i zwiększył liczebność tejże aby skierować je na ulice polskich miast i dróg to ta "inwestycja" by się zwróciła błyskawicznie. I to zarówno w postaci mandatów, grzywien ale jeszcze z braku dopłat do leczenia poszkodowanych. Również skończyłyby się "ataki" elektryków na pieszych. Bo tego też nie da się nazwać inaczej skoro wsiada za kierownicę super mocnego potężnego "BIG FAT ELECTRIC BIKE" idiota, który nie ma wyobraźni, który chce tylko prędkości i który nie liczy się z nikimi i z niczym. A pieszych i innychj uczestników ruchu na chodnikach* traktuje jako zło.
* to co niektórzy próbują nazywać DDR i CPiR - nie jest nawet namiastką tegoż. To są chodniki.
Oczywiście nie obyło się bez spotkania z MORDERCĄ, który na drodze lokalnej pod miastem wyprzedzał mnie na 20-30 centymetrów, w tempie żółwia byleby się zmieścić bo z przeciwka jechał samochód. I to pomimo tego, że jechałam 1/3 szerokości pasa! To jest MORDERCA. Kolejny nieprzytomny bez wyobraźni, któremu należało by odebrać lejce na długie lata a auto jako narzędzie niedoszłej zbrodni - skonfiskować. Nie umiesz jeździć? To jeździć nie będziesz! Krótka piłka.
I tu nie chodzi o jakąś zemstę! Tu chodzi o to aby taki ****** NIE ZABIŁ w przysżłości kogoś "bo raz mi się udało to i za 10 razem też tak wyprzedzę...!".
- DST 2.00km
- Czas 00:06
- VAVG 20.00km/h
- Sprzęt Violet Viper
- Aktywność Jazda na rowerze
Testy OOC
Czwartek, 3 września 2026 · dodano: 03.09.2026 | Komentarze 0
Testy Oxfelda po próbie pozbycia się skrzypienia z okolic suportu.
Niestety jakiś mechaniczek rowerowy składający ten egzemplarz tak mocno na chama dokręcił prawą miskę suportu, że nie udało mi się rozłożyć tego Hollowltecha na kawałki i sprawdzić co się dzieje wewnątrz. Na słuch mogę powiedzieć, że dźwięk jakby częściowo stracił na intensywności, ale nie mam pewności że tak jest.
- DST 66.91km
- Czas 03:36
- VAVG 18.59km/h
- Sprzęt Violet Viper
- Aktywność Jazda na rowerze
Z Dąbków do Karwii i z powrotem a potem z Warszawy do domu
Poniedziałek, 31 sierpnia 2026 · dodano: 31.08.2026 | Komentarze 0
Dąbki - Karwia - Dąbki + Warszawa Zachodnia - Ożarów
Avg: 18.57 km/h
Max: 48.09 km/h
We wstępnych założeniach, dzisiaj tj jeszcze w poniedziałek miał bnyć krótki wypad do Karwii, jakaś może kapiel w morzu, obiad i potem powrót do Dąbków. Z Dąbek miałam jechać jutro do Gdynii i wracać pociągiem do domu. Niestety w wyniku - jak zawsze! - niekompetencji pracowników pewnej firmy, musiałam wybrać znacznie wcześniejszy powrót do domu.
Oczywiście byłam po części gotowa, wystarczyło tylko wrócić do Dąbek... Tylko... Tylko te 11 kilometrów... Co to jest? Ano całkiem sporo po paru dniach jeżdżenia.
Ale to nie koniec.
Z Dąbek po spakowaniu ruszyłam na pociąg do Wejherowa. To przecież "tylko" 33 kilometry... Plan podróży obejmował również paczkomat aby pozbyć się jeszcze trochę już niepotrzebnych rzeczy, ale i na to brakowało czasu. Zwłaszcza przez to co robili i robią nasi drogoFFFcy pomiędzy Krokową a Dąbrową. Kompletnie zryta, sfrezowana jezdnia. Bez żadnego oznakowania o jakimś objeździe czy czymkolwiek takim. Dobre z 7-8 kilometrów po sfrezowanej nawioerzchni i na dodatek głównie pod górę, wraz z paroma serpentynkami. Nie wiem jak ja to przejechałam i to bez całkowitego redukowania się do 1:1. Ale jakoś się udało.
W Wejherowie zrobiłam szybkie zakupy na podróż powrotną i poleciałam na dworzec PKP. Oczywiście pani kasjerka nie może mi sprzedać biletu na rower bo nie ma miejsc. No coś takiego? Czemu mnie to nie dziwi...?
Wsiadłam zatem do pociągu do Gdyni, zwykłej S1 SKM i po parudziesięciu minutach wysiadałam na peronie na dworcu w Gdyni... Pamiętałam doskonale, że pociąg Jantar ma stać na torze 5 przy peronie 3. Biegiem więc tunelem do windy, wolniutką windą na peron 3 i... Jest pociąg Jantar ale na Hel. Drugi tor pusty... Rozglądam się, szukam gdzie by tu usiąść i... Przez megafon baba informuje, że w dniu dzisiejszym pociąg Jantar do Warszawy WYJĄTKOWO stoi przy peronie 4. J P R D L.
Nim babka skończyła gadać - byłam już w drodze do windy. Gdzieś mi się upatrzyło, że jest 18:22 a Jantar ma odjeżdżać o 18:24! Wolniutką windą na dół do przejścia podziemnego. Kolejną wolniutką windą na peron 4 i... Wyskakluje, a tam lokomotywa skierowana w moją stronę - czyli prawidłowo - ale przy pociągu coś mało ludzi wsiada/wysiada więc on pewnie zaraz ruszy... BIEGIEM wzdłuż peronu do pociągu z rowerem. Na szczęście gdzieś w połowie zobaczyłam Kierpocia, podbiegłam i wyjaśniłam sprawę. Sprawdził - są miejsca! Super! No to znowu szybkim truchtem wzdłuż do wskazanego wagonu na samym końcu. Po drodze jeszcze jeden Konduktor, który sprawdził bardzo dokładnie w swoim systemie - tak są miejsca! Uffff? I znowu biegiem na sam koniec, bez oglądania się... I wreszcie jest - wagon 17! A z wagonem - kolejna niespodziewajka czyli... schody wagonowe :D METR odległości od krawędzi peronu i pół metra poniżej. Super opcja do połamania się, wpadniecia pod pociąg itd. Na szczęście obok był jakiś pan, który pomógł mi we wsadzeniu roweru obładowanego sakwami i torbą do środka... Dlaczego tak wiele wagonów/EZT może być pozbawiona tych schodów, a te wagony nie są?
Podróż - całkiem fajna i przyjemna. I co ciekawe po raz I w życiu jechałam Polską PKP z prędkością 200-202 km/h! WoooW :D Normalnie jak Maglev albo Shinkansen ;) ;) ;)
Oczywiście PKP musiał jak zawsze coś spieprzyć i przy każdorazowym hamowaniu wagonu, dcohodziły nas zapachy jakby coś się paliło. Ale tak poza tym przyjemnie, klima, woda za darmo i nawet był wagon gastronomiczny podobno w składzie.
Z Zachodniego wyjechałam na Tunelową i potem to już prosta droga do Ożarowa. Kolejne dodatkowe 15 kilometrów. Ale udało się, dojechałam na czas. FARTEM.
- DST 70.74km
- Czas 04:08
- VAVG 17.11km/h
- Sprzęt Violet Viper
- Aktywność Jazda na rowerze
Z Łeby do Dąbków
Niedziela, 30 sierpnia 2026 · dodano: 30.08.2026 | Komentarze 0
Łeba - Dąbki
Avg: 17.10 km/h
Max: 40.50 km/h
Poprzedniego wieczoru wybrałam do spania "nie ten" kemping co
trzeba. W planie był 48, a ja w pośpiechu i ze zmęczenia wybrałam bardzo
snobistyczny 41. Ale to był dopiero początek. Oczywiście o tak późnej
porze jaką jest A kuku.
Szanowne
męskie gówniarstwo "HAHAHAHAHA, HIHIHIH, HAHHARAHA, HIHIRAHAHA"
zachowujące się stanowczo zbyt głośno męczyło mnie do 2 nad ranem. Kiedy
już już zasypiałam, te gnoje na nowo się rozbudzały znowu rechotały i
znowu zapadała cisza, a potem znowu to rechotanie... Przed 2 w nocy
korzystając z tego, że namiocik miałam a la "trumienka", przeniosłam go z
zwartością w inne miejsce. Ale i tak noc była popsuta. Raptem 5 godzin
snu. Snu rozwalonego przez szczyli parowych, którzy nie umieli uszanować
czegoś tak prozaicznego jak Cisza Nocna. Tak tak, ja wiem. Mogłam
wybrać inne miejsce... Może. A może to jednak tych 3 gnojów powinno
zachowywać się ciszej?
Po przeniesieniu namiociku znowu klęłam na tą
"trumienkę". Koniecznie chciałam sprawdzić jak to jest wozić ze sobą
takie coś, które da się położyć wszędzie i schować się... A okazało się
to być jak dla mnie bardzo ciasnym badziewiem, które po wpuszczeniu szt 1
komara staje się pułapką. I jakby tego było mało, toto nie posiada
tropiku na całej długości, nie da się tego porządnie napiąć więc opada
pod własnym ciężarem przez co dotyka czy to śpiwora czy ciała. A więc
jak tylko zaczyna kropić labo padać - woda zaczyna przesączać się do
środka. Gratulacje dla projektantów tego cudeńka.
Jakby tego było mało, cennik tego kempinga jest... "specyficzny". Otóż płaci się za osobę i za... "Parcelę". Niezależnie od tego czy namiot zajmuje 1/10 parceli czy 1/20 czy 1/5 - parcele są podzielone na określone wielkości i udogodnienia i jeśli się stanie nie na tej co powinno to się płaci za całą. To tak jakby płacić za podróż ze Szwecji do Polski na promie, mimo iż chciało się tylko przepłynąć jedną zatoczkę. Logika zarządzających tym kempingiem powala. Na kolana.
Droga.
O pornaku wyskoczyłam na trasę, ale po drodze wpadłam jeszcze do "U Obsrajtka" na poranną herbatę. Tam też doszłam do wniosku, że mam dosyć "trumienki" i wożenie tego z czego już na pewno nie będę chciała skorzystać nie ma żadnego sensu. Błyskawicznie przeteleportowałam się do marketu, kupiłam taśmę klejącą, worki na śmiecie 60 litrowe. Zapakowałam trumienkę, śpiwór i materac do 3 worków i wysłałam paczkomatem do domu. Od razu rower stał się lżejszy. I nawet nawet już chwilami udaje mi się na niego wsiadać bez podpórki, bez krawężnika czy ustawiania roweru niżej...
Dzięki tej zmianie, było mi już znacznie łatwiej skorzystać z opcji plażowania, kąpieli w morzu w Łebie zanim udałam się w stronę Dąbków. I również droga była łatwiejsza do pokonania mimo licznych górek, z którymi było ciezko się uporać. I przyznaje, że na jedną z nich się nie wdrapałam. Nie dałabym rady. Chyba, że zygzakiem, ale w ciągu dnia, przy takim ruchu pojazdow to było proszenie się o problemy. Dlatego tą górkę podeszłam a i to z przerwami bo nachylenie jednak wyjątkowo uciążliwe.
W ogóle to jadąc dzisiaj zastanawiałam się co chwila czy to aby na pewno Pomorze a nie jakieś Bieszczady...
Dąbki. Ponad 40 minut szukałam kempingu czy czegoś z domkami do wynajęcia na 1 noc. Nie ma. Nie było. I pewnie nie będzie. Nikomu się nie opłaca na 1 noc! Nikomu! I tylko 1 osobie?
Powiem tak: na Pomorzu wszyscy chcą zarabiać szmal ile tylko się da i jeszcze więcej. Ale żeby wyjść z jakąś inicjatywą i zebrać z ulicy leżącą i proszącą o zebranie KASĘ - to już nie, nie, nie da się, nie bo nie, nie no bo ten teges nie... Jak tu wędrować po Polsce rowerem jak nie da się zatrzymać na 1 nocleg nigdzie, bo tu wszyscy to najchętniej by wynajmowali na min 2 tygodnie a najlepiej to na 4 miesiące pewnie...?
W końcu musiałam zostać przy dość drogim pokoju, w zbyt dużej cenie, mimo iż oczywiście jakiś standard to lokum ma. Ale ta cena...? Poza sezonem?
Z innych spraw - sprawdziło sie moje przewidywanie odnośnie wykorzystania kończyn górnych podczas jazdy na rowerze sado-maso. Ręka boląca od 3 miesięcy praktycznie już nie boli. 2 tygodnie sado-masowania na pionowcu jakimś dziwnym trafem uruchomiły te mięśnie i stawy i ręka po tym jak zaczęła pracować to i przestała boleć a i jej ruchomość znacznie wzrosła. Co prawda za to pojawił się problem z prawym stawem skokowym ale to jest związane z wsiadaniem i zsiadaniem z zapakowanego Vipera. Niestety po zapełnieniu bagażnika, wysokość "w garbie" jest zbyt duża i mojej nodze ciężko ją pokonać.Chyba muszę popracować nad rozciąganiem się.
Paradoksem jest też to, że po takim zmęczeniu jak dzisiaj rano, byłam w stanie wsiąść na rower i przejechać te 70 kilometrów. Owszem z trudem, ale bez odmowy ze strony mięśni. Bo te mięśnie w przeciwieństwie do mięśni wykorzystywanych na poziomce, są przez nas ludzi wykorzystywane cały czas, codziennie. Więc muszą być zaprawione, super wytrzymałe od chodzenia, biegania, wchodzenia i schodzenia po schodach.
- DST 107.69km
- Czas 05:53
- VAVG 18.30km/h
- Sprzęt Violet Viper
- Aktywność Jazda na rowerze
Z Ustki przez Rowy do Łeby
Sobota, 29 sierpnia 2026 · dodano: 30.08.2026 | Komentarze 0
Ustka - Rowy - Łeba
Avg: 18.14 km/h
Max: 43.90 km/h
W planie był tylko przeskok do Łeby, ale po drodze wypadało jeszcze odwiedzić Trzecie Molo no i trochę mi się tam zeszło.
Droga była długa i ciężka chwilami. Raz się musiałam zredukować do 1:1 i jakoś wciągnąć powoli na górkę ale nawet wówczas Viper pokazywał na co stać pionowca sado-maso. Po drodze zjechałam do Rowów aby tam rzucić okiem na morze i z żalem lecieć dalej bo nie chciałam zostawać tam po raptem kilkudziesięciu kilometrach. W planie była Łeba i ten plan należało wykonać. I tak więc ciągnęłam do Smołdzina aby potem zjechać na południe i kierując się tak jak polecały mapsy.com, poleciałam przez Słowiński Park Narodowy - a tam przez Izbicę i Gać. Ciężka trasa - szutry szutry i olne drogi. Na których gravel co prawda radził sobie wyśmienicie, ale prędkości przelotowych osiągnąć nie mogłam. Nawierzchnia skutecznie mnie spowalniała. Ale widoki wewnątrz samego Parku są przepiękne. Piękna wspaniała przyroda, piękny las. Po minięciu Żarnowskiej dojechałam do Łeby już o zmierzchu. Szybkie zakupy, jakaś zapiekanka, i spać do kempingu. Niestety ze zmęczenia wybrałam 41 a nie 48 co się potem odbiło na jakości snu i nie do końca przespanej nocy.
- DST 2.30km
- Czas 00:09
- VAVG 15.33km/h
- Sprzęt Violet Viper
- Aktywność Jazda na rowerze
Ustka - do sklepu
Piątek, 28 sierpnia 2026 · dodano: 28.08.2026 | Komentarze 0
Ustka
AvgW: 14.8 km/h
MaxW: 26.0 km/h
Krótki wyskok do sklepu po kolację i śniadanie.
- DST 41.50km
- Czas 02:26
- VAVG 17.05km/h
- Sprzęt Violet Viper
- Aktywność Jazda na rowerze
Słupsk - Ustka i okolice
Piątek, 28 sierpnia 2026 · dodano: 28.08.2026 | Komentarze 0
Słupsk - Ustka i okolice
Avg: 16.96 km/h
Max: 40.50 km/h
O 5 rano wyszłam z domu aby zdążyć na pociąg o 5:09. To były marne szanse a w dodatku okazały się być płonne - zapomniałam bowiem o pompce. 200 metrów dalej przypomniałam sobie o rękawiczkach. I tak w końcu na peronie pojawiłam się o 5:17... po dłuższym szarpaniu się ze schodami.
Tak! Szanowne PKL nie dojrzało jeszcze do tego aby zapewnić pasażerom rozsądnej możliwości dostania się na peron z czymś tak prozaicznym jak "rower" albo "wózek". W związku z czym cały ten rower z całym pełnym obciążeniem musiałam stargać na dół. Licząc na działającą windę na peron. Na szczęście ta działała.
I pomyśleć, że kiedy był tylko 1 peron i w całkowitej absolutności wystarczał wszystkim. Ba. Na końcu peronu było przejście po torach i można było tamtędy przeprowadzić rower czy walizki czy wózek. Co prawda potem jakiś bezmózgi yeti zamknął to przejście na kłódkę... No ale jakaś szansa zawsze była. A z windami jest jak jest - w Polsce raczej długo działać nie będą. Wystarczy sobie przypomnieć te stare windy przy Rotundzie. Albo nieczynne, albo zas*ane lub zasikane bo jakieś menele potraktowały je jak toaletę...
Mimo wszystko jakoś dojechałam do Warszawy Zachodniej i... Wróć! Wspomnę o tym, że pociągiem jaki miał mnie zawieść do Warszawy był stareńki przerobiony i zmodernizowany EN57. Niestety, standard jego wysokości plus jego wspaniałe schodki = niesamowite atrakcje dla pasażerów z wózkami i rowerami :>>>
Warszawa Zachodnia. Peron 4, Tor 8.
O niesnaskach z młodszymi babsztylami, które dopiero co się uczą jeździć na rowerach ale już są przemądrzałe i schamiałe - pisać mi się nie chce... Zawistne, przygłupie, reagujące agresją jak ktoś jest przed nimi w wagonie... Ech... Kiedyś rowerzyści w pociągach byli normalni. Pomagali sobie we wsiadaniu, wysiadaniu, pilnowali sobie rowerów... A dzisiaj?
Sam pociąg to oczywiście wagony piętrowe Bombardier, bez haków na rowery, z przedziałem na duże bagaże i oczywiście w centralnym miejscu wagonu - KIBEL. najważniejsza sprawa ;>>> Jechało się nawet nieźle, ale po tych wagonach widać już ślady zużycia. Fotele wyklepane od siadających pasażerów, ciężko się na nich siedzi. Te wagony mają swoje lata i mogliby je odświeżyć w tym KM.
Niezgodnie z planem wysiadłam nie w Ustce ale wcześniej w Słupsku - miałam totalny bajzel w bagażach, byłam załadowana ponad sakwy i wszystko mi się wysypywało. Dopiero po dokupieniu worka 20 litrowego (a la sakwa) udało mi się tą sytuację jakoś opanować. Ale pojawił się problem z rzepami tego worka i ich tendencją do weryfikowania ilości brudu na tylnym kole ;P
Ze Słupska spokojnym tempem poleciałam do Ustki. Mając tak obładowany rower nie było sensu się spieszyć. Niestety - każdy przystanek i zejście z roweru oznaczał 2 problemy: zsiadanie bo brakuje długości nogi i wsiadanie bo również jeszcze bardziej brakuje długości nogi. Aktualnie bez dodatkowego krawężniczka z 10cm ciężko mi wsiąść i rower się przy takich próbach przewraca :(
W Ustce rzucilam okiem na las, na morze i wreszcie na żarcie po którym już nic mi się nie chciało... Mam dość, jestem zajechana z powodu niewyspania jak i długiej podróży z wieloma niekoniecznie miłymi zdarzeniami.
P.S. Teoretycznie powinnam cały czas odczuwać "efekt nowości". Bo coś nowego, coś super, fajnego, lśniącego i... Ale ja tego nie czuję. Dla mnie Viper to jest po prostu jakby... Jakby rozwiązanie wielu problemów jakie były do tej pory. Ten rower jest delikatny, wrażliwy aż zanadto, jest mega zwrotny i naprawdę szybki - o ile nie niesie na sobie 2x wypełnionych na maksa sakw, worka z kupą rzeczy, karimaty, śpiwora, namiota, materaca itd.
Pamiętam jak jeździłam na "Turkusiku" lata temu. On też był przecież nowy, on też miał swoje chwile radości, ale one wówczas trwały krótko. Bo bolało. Bo efekty nie były takie jakie być powinny. Bo był jakiś przymus i brakowało samej czystej chęci, motywacji do tego aby chwycić go i pojechać. Na Viperze to wszystko jest.
I do tego o ile na Viperze nie udało mi się jakimś dziwnym trafem pozbyć bólu 4 liter, to tu na Viperze póki co po zmianie siodełka i po założeniu gaci z pampersami, to ten ból jest do przyjęcia. Zaś nawet jak wystąpi mocniejszy ból, to po krótkiej przerwie mogę jechać dalej, bez obawy że mnie to siodło przetnie... ;>>>
- DST 46.73km
- Czas 02:15
- VAVG 20.77km/h
- Sprzęt Violet Viper
- Aktywność Jazda na rowerze
TESTY: Obciążenie wyprawowe
Czwartek, 27 sierpnia 2026 · dodano: 27.08.2026 | Komentarze 0
Ożarów - Błonie
Avg: 20.77 km/h
Max: 33.52 km/h
Wieczorem przygotowałam rower na wyprawę jaką planuję. Maksymalne obładowanie sakwami, jakieś namiot, śpiwór, wszelkie bambetle "niezbędne" na wyjeździe i tak dalej.
Dzisiaj wyjechałam nim na krótką traskę do Błonia i z powrotem aby sprawdzić jak się będzie zachowywał i wychodzi na to, że daje sobie radę bardzo dobrze. Chociaż oczywiście obciążenie tyłu powoduje, że przewraca się z łatwością źle odstawiony i oparty na bok. Przednie koło ucieka gdzieś i rower się przewala. Ale w trakcie jazdy wszystko jest w porządku, dodatkowe kilogramy nie wpływają za mocno na sterowanie - chociaż oczywiście spowalniają.
Przy okazji wskoczyłam do sklepu Atlas gdzie dokupiłam nóżkę i przede wszystkim torbę pod kierownicę. Trochę brakuje mi miejsca na różne "bardzo ważne" rzeczy potrzebne "na już" w drodze i te kilka litrów pojemności tuż przed sobą dużo pomogą.
- DST 38.66km
- Czas 01:44
- VAVG 22.30km/h
- Sprzęt Violet Viper
- Aktywność Jazda na rowerze
TEST: Ustrzyki Górne - Lutowiska
Poniedziałek, 24 sierpnia 2026 · dodano: 24.08.2026 | Komentarze 0
Ustrzyki Górne - Lutowiska - Ustrzyki Górne
Avg: 22.17 km/h
Max: 53.07 km/h
Miałam takie małe marzenie od paru lat - sprawdzić na własne oczy i przekonać się na własnej skórze CO czują ultramaratończycy, którzy kończą BBT i dojeżdżają do Ustrzyk Górnych na tej trasie. Jak się czują, jak ta trasa wygląda, jak się odczuwa mając już niewiele sił a kiedy trzeba pokonać jeszcze kilka górek.
Dzisiaj wreszcie miałam okazję przekonać się, jak to jest. Oczywiście ja wiem, wiem... Ja byłam świeża. Ale mój Organizm na pewno nie ma takich parametrów jak zdecydowanej większości biorących udział w tej Imprezie, więc jakieś tam odczucia były.
Pierwsze 10 kilometrów - były super. Prędkość powyżej 30 km/h i to niezaleznie czy z wiaterkiem czy pod, czy pod górkę czy w dół. Waty jednak się zgadzały co widziałam wyraźnie po Avg Power, które rosło i osiągnęło 150... 150 Watów średniej mocy!*
Potem zaczęły się górki. Ale i tam tylko na jednej górce musiałam się zredukować do dużej tarczy z tyłu i ciągnęłam te 7 km/h pod górkę jakby nigdy nic, generując te 200 Watów.
Doturlałam się do Lutowisk bezproblemowo, zrobiłam zakupy w sklepie i ruszyłam z powrotem. Ta sama trasa, te same górki, zjazdy i podjazdy ale na odwrót. I szło mi super. Weszłam w rytm, a poznawszy już jak się zachowuje ten rower jechało mi się już całkiem dobrze. I na Wahoo cały czas widziałam średnią moc rzędu 146-147 Watów. Na poziomce te wartości dla mnie były nieosiągalne...
Pod koniec trasy napotkałam na zawodnika, który na ostatkach sił dojeżdżał do mety. Miło było wspólnie dojechać na sam koniec, ale jeszcze milej by było razem skończyć ten maraton. Ale kto wie.
Na koniec jazdy moje NP wyniosło....... 167 Watów. Sto Sześćdziesiąt Siedem Watów. Tak tak, ja jechałam wg Wagoo na IF równym 1.11 ale w moim odczuciu to nie było 1.11 ale co najwyżej 0.95. No może 1. Max.
Pakując się na te "jedynie 30-40 kilometrów" nie zabrałam za dużo wody ze sobą. No bo krótko... Błąd.
Błędem było też niezabranie ze sobą kurteczki i długich spodni. Na tej trasie o tej porze roku to już jest "must have".
Rower się sprawdza. Robi to co powininen jak nie lepiej. W pewnej chwili zdecydowałam się zjechać na boczną dróżkę, wiodącą nieco pod górę. Szutre, trawa, wyboiście. Musiałam sie zredukować do 1:1 a i tak ledwo co wjechałam. Raptobike ani żadna z poziomek by tam nie wjechała. Viper sobie poradził.
Oczywiście na zjazdach jest wolniejszy i to mocno od Raptobike'a. Tam gdzie na Raptobike'u bym miała spokojnie ponad 60, to tu wyciągałam na wyprostowanej pozycji te 45 km/h a jak się położyłam tracąc z oczu licznik :P to wyciągałam "aż" 50 km/h. Rekord 53 km/h to jest taki... o jakim na poziomce bym nawet nie wspomniała. Niestety też bolą 4 litery, ale to na pewno kwestia innego siodełka i bike fittingu a przede wszystkim "hardeningu" 4 liter.
Jedno jest pewne: zmiana koncepcji przyniosła bardzo dobre rezultaty. Tak tak, ja wiem. Było to mi polecane ale NIKT nie opisał jak jest z wydolnością Człowieka na układzie napędowym pionowym vs poziomym.
* wiem wiem wiem. Wstyd. O takiej mocy średniej z całego BBTa słyszałam jak rozmawiało 2 kolarzy w "lochach" Zajazdu... :D
- DST 6.00km
- Czas 00:20
- VAVG 18.00km/h
- Sprzęt Violet Viper
- Aktywność Jazda na rowerze
Dojazdy z/na start i do/z mariny
Piątek, 21 sierpnia 2026 · dodano: 28.08.2026 | Komentarze 0
Wolin
Pusty w zasadzie wpis, aby dorzucić te kilka kilometrów jakie wykręciłam wożąc się z mariny do/z na start BBT.









