Info
Suma podjazdów to 3363 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Październik15 - 0
- 2026, Wrzesień17 - 0
- 2026, Sierpień19 - 0
- 2026, Lipiec12 - 0
- 2026, Czerwiec5 - 0
- 2026, Maj10 - 0
- 2026, Kwiecień15 - 0
- 2026, Marzec6 - 0
- 2025, Grudzień8 - 0
- 2025, Listopad11 - 0
- 2025, Październik8 - 0
- 2025, Wrzesień11 - 0
- 2025, Sierpień7 - 0
- 2025, Lipiec13 - 0
- 2025, Czerwiec10 - 0
- 2025, Maj11 - 0
- 2025, Kwiecień6 - 0
- 2025, Marzec11 - 0
- 2025, Luty8 - 0
- 2025, Styczeń9 - 0
- 2024, Grudzień8 - 0
- 2024, Listopad6 - 0
- 2024, Październik11 - 0
- 2024, Wrzesień11 - 0
- 2024, Sierpień12 - 0
- 2024, Lipiec17 - 0
- 2024, Czerwiec19 - 0
- 2024, Maj13 - 0
- 2024, Kwiecień9 - 0
- 2024, Marzec13 - 0
- 2024, Luty10 - 0
- 2024, Styczeń1 - 0
- 2023, Grudzień5 - 0
- 2023, Listopad8 - 0
- 2023, Październik12 - 0
- 2023, Wrzesień10 - 0
- 2023, Sierpień13 - 0
- 2023, Lipiec12 - 0
- 2023, Czerwiec12 - 0
- 2023, Maj14 - 0
- 2023, Kwiecień11 - 0
- 2023, Marzec15 - 0
- 2023, Luty8 - 0
- 2023, Styczeń4 - 0
- 2022, Grudzień8 - 0
- 2022, Listopad15 - 0
- 2022, Październik15 - 0
- 2022, Wrzesień7 - 0
- 2022, Sierpień8 - 0
- 2022, Lipiec13 - 1
- 2022, Czerwiec8 - 2
- 2022, Maj11 - 0
- 2022, Kwiecień7 - 1
- 2022, Marzec3 - 0
- 2021, Listopad4 - 0
- 2021, Październik11 - 0
- 2021, Wrzesień10 - 0
- 2021, Sierpień16 - 0
- 2021, Lipiec11 - 0
- 2021, Czerwiec11 - 0
- 2021, Maj14 - 2
- 2021, Kwiecień7 - 0
- 2021, Marzec4 - 0
- 2021, Luty3 - 0
- 2021, Styczeń1 - 0
- 2020, Listopad2 - 0
- 2020, Październik6 - 0
- 2020, Wrzesień6 - 0
- 2020, Sierpień7 - 0
- 2020, Lipiec9 - 1
- 2020, Czerwiec12 - 6
- 2020, Maj11 - 3
- 2020, Kwiecień13 - 5
- 2020, Marzec15 - 4
- 2020, Luty13 - 3
- 2020, Styczeń2 - 0
- 2019, Grudzień2 - 0
- 2019, Listopad7 - 0
- 2019, Październik18 - 2
- 2019, Wrzesień12 - 0
- 2019, Sierpień18 - 0
- 2019, Lipiec13 - 2
- 2019, Czerwiec13 - 2
- 2019, Maj19 - 0
- 2019, Kwiecień7 - 0
- 2019, Marzec6 - 1
- 2019, Luty3 - 0
- 2018, Grudzień2 - 0
- 2018, Listopad14 - 0
- 2018, Październik18 - 0
- 2018, Wrzesień7 - 0
- 2018, Sierpień16 - 2
- 2018, Lipiec12 - 1
- 2018, Czerwiec13 - 0
- 2018, Maj18 - 0
- 2018, Kwiecień17 - 0
- DST 38.14km
- Czas 01:47
- VAVG 21.39km/h
- Sprzęt Violet Viper
- Aktywność Jazda na rowerze
Do pracy i z powrotem
Czwartek, 8 października 2026 · dodano: 10.10.2026 | Komentarze 0
Ożarów - Warszawa
AvgWyl: 21.38 km/h
MaxW: 42.2 km/h
Tam i z powrotem. Jakoś spokojniej się jedzie jak temperatura spadnie troszkę poniżej tych 20 ^C :)
Coś jakby troszeczkę ludzi mnie na rowerach... Za zimno im w pupcię? :P
Swego czasu jeździłam nad Renem nawet i przy temperaturze minusowej :> W tym roku też tak zamierzam, byleby śniegu nie było.
- DST 37.20km
- Czas 01:44
- VAVG 21.46km/h
- Sprzęt Violet Viper
- Aktywność Jazda na rowerze
Do pracy i z powrotem
Wtorek, 6 października 2026 · dodano: 06.10.2026 | Komentarze 0
Ożarów - Warszawa
AvgW: 21.46 km/h
MaxW: 33.5 km/h
Standardowa trasa do pracy i niestandardowa do domu. Ze względu na szarańcze pędzące hulajnogami w godzinach szczytu, spróbowałam ominąć to coś zwane DDR przy Prostej i Kasprzaka jadąc Grzybowską. Niestety Grzybowska jest w trakcie jakiegoś powaznego remontu, ruch na niej niesamowity a to co się dzieje na Łuckiej to jest normalnie dramat. Na Wolskiej teoretycznie da się jakoś przejechać ten krótki kawałek do Elekcyjnej/Ordona, ale potem jest śmieszynka rowerkowa z kostek i z byle czego, a dalsza część idąca pólnocną stroną to jest po prostu stary, zniszczony chodnik za czasów PRLu. Nigdy więcej.
- DST 33.97km
- Czas 01:34
- VAVG 21.68km/h
- Sprzęt Violet Viper
- Aktywność Jazda na rowerze
Do Łaźniewa i z powrotem
Niedziela, 4 października 2026 · dodano: 04.10.2026 | Komentarze 0
Ożarów - Łaźniew
Avg: 21.59 km/h
Max: 31.19 km/h
Jesień - nie cierpię tej części roku a tym bardziej zimy. Zimno się robi, Słońce zachodzi coraz szybciej... A jakby tego było mało jakiś idiota wymyślił "wehikuł czasu" i za 3 tygodnie będziemy się znowu bawili w przestawianie zegarków.
Pomysłodawcą tejże zmiany wiele dekad temu był niejaki: "George Vernon Hudson": (za Wiki)
Dzięki pracy zmianowej zainteresował się wartością światła dziennego i 16 października 1895 r. przedstawił towarzystwu naukowemu Wellington Philosophical Society pracę, w której dowodził zasadności sezonowych zmian urzędowego czasu[2] o dwie godziny do przodu[3]. Projekt został zdyskredytowany przez wielu członków towarzystwa, jednak z czasem parlamentarzysta Thomas Sidey doprowadził do wprowadzenia zmiany czasu w 1927 r. Mimo kontrowersji Hudson został przez Royal Society of New Zealand 16 maja 1934 r. wyróżniony za tę pracę medalem imienia Sideya.
[...]
Krytyczny wobec zorganizowanej edukacji, pisał do prasy listy krytykujące system oświatowy oraz naukę akademicką. Promował naukę za pomocą swoich książek i udzielał w swoim domu w Karori prywatnych lekcji entomologii i astronomii[2].
Niezły pacjent. I tak oto przez jednego pocztowca i kolekcjonera owadów, miliardy ludzi mają prze...tegowane.


- DST 24.22km
- Czas 01:06
- VAVG 22.02km/h
- Sprzęt Violet Viper
- Aktywność Jazda na rowerze
Dookoła komina
Sobota, 3 października 2026 · dodano: 03.10.2026 | Komentarze 0
Ożarów - Pilaszków
Avg: 21.76 km/h
Max: 34.06 km/h
Taki wieczorny przejazd rowerkiem, na który jakoś niby ochoty nie miałam, a jak się okazało chyba słusznie bo coś jeszcze nie czuję się w dobrej formie. mimo iż ICU pokazuje jakieś "szare strefy".
Byłam na cmentarzu wojennym w Pilaszkowie. O dziwo - brakj rozrzuconego żarcia przed wejściem. Gmina zajrzała, ktoś położył wieniec, sztuk jeden.
Niestety z boku leżą śmieci po pacjencie, który podjechał tam kiedy tam zaglądałam jakiś czas temu. Wyobrażacie sobie: podjechać pod cmentarz, wywalić śmiecie tuż przy niskim płotku za którym widać nagrobkli poległych i pojechać dalej. Czego nie rozumiecie? I żeby nie było, pacjent miał polską rejestrację...
Czuć nadchodzącą jesień. Coraz zimniej. Ledwo Słońce zaczyna zachodzić i od razu z 22^C robi się 17 a chwilę potem 14... Brrrr...


- DST 36.69km
- Czas 01:40
- VAVG 22.01km/h
- Sprzęt Violet Viper
- Aktywność Jazda na rowerze
Do pracy i z powrotem czyli wraca mi wiara w Ludzi
Czwartek, 1 października 2026 · dodano: 01.10.2026 | Komentarze 0
Ożarów - Warszawa
Avg: 21.96 km/h
Max: 32.1 km/h
Poranny przejazd do pracy i powrót wieczorem.
Rano okazało się, że wymiana opaski na obręczy teoretycznie się powiodła ale pojawił się ten sam problem co wcześniej - bicie koła. Mimo to nie mając czasu pojechałam na tym co miałam do pracy. Po drodze bicie nieco zelżało i dało się jakoś jechać. Oczywiście w drodze do pracy napotkałam parę osób, które nie powinny poruszać się na pojazdach kierowanych samodzielnie...
1. Pacjent jadący przed innym rowerzystą jadącym przede mną spanikował widząc samochód skręcający pod Towarową Towers, w rezultacie wykonał gwałtowne hamowanie, a ja prezekonałam się, że Viper umie złapać poślizg na obu kołach...
2. Pacjentka, szoszonka jadąca przede mną spanikowała widząc wielką wywrotkę z naczepą skręcającą z Prostej w Żelazną, gwałtownie zwolniła pomimo zielonego światła i... Nie wiem co ona chciała wykonać. Przepuścić ciężarówką pomimo pierwszeństwa przejazdu???
W drodze powrotnej na skrzyżowaniu Marszałkowskiej ze Świętokrzyską.... Pacjent widząc że ma czerwone światło postanowił... gwałtownie zwolnić i zatrzymać się przed dojechaniem do przejazdu i... przepuszczać pieszych... Bo to takie przewidywalne, grzeczne i kulturalne zachowanie, prawda? Jest to zachowanie niby grzeczne, ale wprowadzające OLBRZYMIE ZAMIESZANIE!!! Piesi nie wiedzą co się dzieje, dlaczego ten rowerzysta zatrzymuje się i jednocześnie zatrzymuje się za nim kilka innych osob jadących na rowerach...!
Dorzućmy do tego:
- pacjentka idąca w kierunku DDR, prawie wchodząca na nią i nagle gwałtownie zatrzymująca się... OJOJ?! Tu jest ścieżka dla rowerów!!! STOP!!!
- idiota* stojacy przed przejazdem rowerowym przy Karolkowej, który postanowił że on nie będzie jechał dalej i tak sobie będzie stał bo coś sobie klika w telefonie... Serio??? Wszyscy mamy stać i grzecznie czekać aż sobie poklikasz?
Generalnie to DDR i DDRiP prowadzące wzdłuż Kasprzaka i prostej powinny zostać SKASOWANE. W ich miejsce powinien zostać wyznaczony pas dla rowerów na jezdni, po jej poszerzeniu. Ten DDR/iP jest za wąski. Poruszanie się nim nie tylko nie ułatwia poruszania się ale wręcz przeciwnie - utrudnia. I zamiast zwiększyć bezpieczeństwo to to bepzieczeństwo ulega drastycznemu zmniejszeniu. Dlaczego:
- nieodpowiedzialne ameby zwane pieszymi włażące pod koła, niertozglądające się, dla których smartfonik jest znacznie ważniejszy niż własne zdrowie nie mówiąc o zdrowiu innych
- szalejące skutery elektryczne dostaFFFCUFFF
- całkowicie bezmyślni użytkownicy skuterów elektrycznych udających że mają rowery elektryczne
- różne hulajnogi z wypożyczalni i prywatne:
- część wypożyczających nie umie w przepisy o ruchu drogowym, jedzie środkiem DDR i są zadowoleni, że... tamują ruch i za nimi powstaje korek...
- prywatni bardzo często posiadają hulajnogi zmodyfikowane i odblokowane i pędzą przekraczając prędkość dozwoloną dla hulajnóg a do tego często przekraczając prędkość dozwoloną na jezdni obok
- bezmyślni pedalarze, którzy nie mieją jeździć rowerem w ogóle, dopiero się uczą a przepisy o ruchu drogowym to oni gdzieś coś...
I jeszcze ta infrastruktura zbudowana z myślą o samochodach. Gdzie bardzo często dla pieszch i rowerów pali się czerwone światło bo... Bo... bo tak. Nob o... bo tak zaprojektowano. bezmyślnie.
Wraca mi wiara w Ludzi.
Po wyjeździe z Warszawy, przy S8 złapałam dętkę. Nawet nie wiem w którym miejscu. Chyba przez te ichnie "prace drogowe" które się ciągną już parę miesięcy. Coś tam robią przy węźle, ale chyba oni sami nie wiedzą co... Tak czy inaczej jak się okazało, w oponę wlazł mi sporej długości kawał sztywnego obciętej blaszki czy czegoś takiego i skutecznie nadcięło dętkę. Zmiana dętki zajęła mi chwilę, ale potem nadeszła "chwila radości" czyli wkładanie sztywnej ośki :DDDDD ****** który wymyślił ten system powinien mieć możliwość wkładania sobie tych sztywnych osiek w wiadome miejsce w swoim ciele, 100 razy dziennie aż do końca swojego żywota.
Gdyby nie pomoc jednego z kierujących i jednocześnie rowerzysty który sam podszedł i zaoferował swoją pomoc, to bym tam stała... No pewnie jeszcze z kilka dodatkowych minut. W końcu jednak odkryliśmy, że piasta/oś czy cokolwiek na tym kole posiada wycięcia które gdzieś tam muszą wejść aby sztywna ośka mogła wejść w zagłębienie w widelcu tylnym i żeby dało się ją wkręcić. Dzisiaj wieczorem znalezienie tego odpowiedniego ułożenia naprawdę zajęło mi zbyt wiele czasu.
Tak czy owak - Ktoś mi pomógł, Ktoś sie upieprzył smarem tak jak i ja i zrobił to z własnej inicjatywy za co Wielkie Dziękuję :)
- DST 181.24km
- Czas 07:48
- VAVG 23.24km/h
- Sprzęt Violet Viper
- Aktywność Jazda na rowerze
Brevet Kozienice 150 km - albo 200 km
Niedziela, 27 września 2026 · dodano: 27.09.2026 | Komentarze 0
Kozienice i okolice
AvgW: 23.2 km/h
MaxW: 35.5 km/h
TSS: 612, IF:0.89, NP: 147, Kcal: 3.742, VI: 1.11, AvgPwr: 133, MaxPwr: 583, 1minPwr: 414 Watt, 5minP: 347, 20minP: 187
To absolutnie nie tak miało wyglądać. Niestety cały plan wziął w łeb przez pewien wyjazd firmowy i wynikające z pewnych konieczności dość ścisłe realizowanie celów tego wyjazdu.
Jakby tego było mało, w piątek po opuszczeniu integracji, pojechałam sobie pozwidzać las w ookolicy nad Liwcem (zaraz po spływie kajakowym :P) i cały zgromadzony zapas energii poszedł się paść.
Nocka przed startem również nie należała do tych szczególnie udanych, niecałe 6 godzin snu.
Przygotowanie.
Wieczorem wpierw się sporo czasu przepakowywałam, aby na końcu zająć się pakowaniem. I wówczas odkryłam, że to co wzięłam za torbę podsiodłową, która miała być I raz użyta i I raz w ogóle zamontowana - to jest mała sakiewka na bagażnik. Ta którą kupiłam miesiąc wcześniej w Słupsku. Jednak na brevet nie wzięłam bagażnika, więc była mi ona tak potrzebna jak 6 koło u wozu. Z pomocą przyszły prezenty jakie dostaliśmy an wyjeździe integracyjnym - całkiem fajny i udany worek z firmowym logiem integry, co prawda ze sznurami ale dało się z tym jechać przez połowę dystansu. Potem zmęczona oddałam to jako "przepak" Wojtkowi który mnie poratował i to zgodził się dostarczyć na Metę :)
Tak czy inaczej - zabrakło mi dość ważnego elementu, który miał pomieścić część ubraniową i może nieco narzędzi. Na szczęście miałam jeszcze torbę pod kierownicę, gdzie spakowałam to wszystko było najcięższe. Mały plus.
Start.
Dojechałam o czasie. Perfekcyjnie przygotowana. Kółka napompowane, łańcuch świeżo naoliwiony wieczorem, wszystko popakowane, tylko wsiadać i jechać. Czy brać jakieś ubrania? Nieee, po co, jest ciepło... Jeszcze tylko szybka herbata, wymiana kilku słów z innymi i mogłam jechać. No i zgranie trasy ze strony WWW, wrzucenie do badziewnego Locusa... TYo na pewno ten dobry plik GPX, trasa wygląda znajomowo... Miało być coś pozmieniane ale tam... jedźmy!
Tak tak. na pionowcu jest zawsze tak samo ciepło jak na poziomce, prawda? Nieprawda! Jest zimniej. Więc po kilometrze chciałam się wrócić, ale... Rozgrzeję się, prawda? Tym razem prawda, po 5-7 kilometrach zapomniałam o chłodzie i mogłam jechać dalej (spodnie letnie długie i kurteczka letnia).
Jazda była... No jechałam swoje. Tyle ile mogłam, oszczędzając siły aby starczyło na dłużej. Waty się zgadzały a nawet było ich zdecydowanie więcej niż by było na poziomce. Średnia momentami podchodziła pod 138-139. Niestety NP sprawdzić się nie dało, ale na pewno było pod 150 - czyli wartość nieosiągalną dla poziomki. Tylko co z tego, skoro było pod wiatr i prędkość średnia była... No na pewno niższa niż ta jaką bym miała na Raptobike przy takiej mocy. Bo przy 133 średniej mocy to ja bym cisnęła pewnie z 31-32 km/h. A nie ciągnęła 23-24 km/h. Dramat.
Zatem już na długie kilometry przed PK1 wiedziałam że jest słabo. Co z tego, że pogoda dopisywała, było te 10 stopni Celsjusza, skoro przy tych rowerach sado-maso jedzie się wolniej. Ale jechałam i pchałam, naciskałam te pedały licząc na to że w końcu do tego PK1 dojadę a tam się zobaczy co dalej.
Dojechałam o 11:02. 20 minut później niż rok wcześniej na Raptobike i 8 minut przed zamknięciem punktu. Herbata, wymiana bidonów szybki baton energetyczny i jechałam dalej. Aczkolwiek uzyskiwany czas nie był zachwycający. 3 godziny po wyjeździe mieć przejechane raptem ~54 km? Słabiutko. Wiedziałam też dlaczego - za dużo jazdy w S2. Zachciało mi się szykowania bazy w chwili kiedy trzeba było zasuwać w Sweet Spocie i robić swoje. Szykować się na jazdę na i lekko za progiem. A nie bawić się w szykowanie czegoś na co trzeba wieluset godzin. Dobrze chociaż że się skapnęłam na tydzień przed i udało mi się jeszcze to tu i tam poszaleć np w drodze do/z pracy.
Z perspektywy kilometrów i czasu mam wrażenie też, ze rano Organizm był jakiś taki zaspany i dopiero kilkanaście kilometrów po PK1 zaczął odżywać i miałąm więcej ochoty i mocy na wrzucanie wyższych biegów. Do tego doszły też znacznie większe możliwości Vipera w pokonywaniu podjazdów. Tam gdzie na Raptobike bym musiała się już zapierać o fotelik, to na Viperze czułam że daję po prostu więcej z siebie, rósł mi oddech, rosły Waty a prędkość spadała minimalnie.
PK2. 13:45
Tego jeszcze nie grali. Przyjechałam ~50 minut później niż rok wcześniej... I ponieważ nie przejęłam się zwijaniem punktu tak mocno jak rok wcześniej to i spędziłam na nim ciutkę więcej czasu pijąc sobie herbatę, jedząc coś i dopiero po 14 wyjechałam w dalszą podróż. Mając też w uszach rady aby w razie czego sobie skrócić tam i tyle... Zrobić mniej ale się nie zajechać? Można. Ale ja chciałam mieć 200... 200 kilometrów, po tyle przyjechałam. Szkoda tylko, że Organizm po tyle tam nie pojechał. Organizm, któremu dałam w kość dzień i dwa wcześniej. Ciągnęłam jednak tyle ile mogłam, na tyle ile pozwalały mi nogi i na tyle by nie walić zadyszkami i co by licznik kcal nie szalał bo wyraźnie spalana energia leciała w oczach jak nigdy wcześniej. Co jak co to pionowce sado-maso pomagają spalać kcale. A jak pupa boli! Właśnie... Pupa. Nie wiem czy to kwestia mimo wszystko złego siodełka czy nie - ale coś jest nie tak i tyłek jednak bolał. Troszeczkę pomogło posmarowanie sudokremem ale nie na długo. Kilkadziesiąt razy musiałam przenosić 4 literki z miejsca na miejsce, a i tak bolało. Momentami naprawdę bardzo ciężko mi było znaleźć pozycję w której mogłam bezboleśnie kręcić korbami. Pomagało tylko zejście z roweru na kilka minut i po tym czasie kontynuowanie jazdy. Może to kwestia nadwagi, ale na Raptobike'u nic nie bolało poza mięśniami nóg :P
Wertepy.
Miało ich nie być - ale były. Ale nie chciało mi się po nich grzać dalej, więc po prostu wycofałam się i stwierdziłam że mam to w tyle. Brkaujace kilometry dorobię gdzieś gdzie da się jeździć albo... Albo będzie 150... Albo... Jednak coś mi się nie zgadzało z kilometrami. Coś jakby kilometrów przejechanych było więcej a do kolejnego punktu - jakby mniej. O co mogło chodzić? GPS się pogubił czy co? Eee - mniejsza. Jechałam dalej. W końcu na pewno wróciłam na trasę i jadę po niej, prawda? Prawda?
Przed Magnuszewem wylądowałam przy stanicy wojskowej - posiedziałam sobie na ąłwce, pojadłam, popatrzyłam na T34-85, poanalizowałam pogubione kcale i Waty rzucając okiem na TSSy i pojechałam dalej.
PK3: 17:22.
Magnuszew. Wreszcie. Wyklikałam dojechanie na smartfonie, i jazda dalej. Byleby dalej i byleby bliżej do mety. Bo to już tylko niecałe ze 40-50 kilometrów. Jeszcze tylko 2 pętle gdzieś na zdobycie kolejnych kilometrów. Po wyjeździe z pierwszej z nich mijając Orlena zawróciłam. Czas na herbatę.
[Orlen: 17:30]
Przy okazji wzięłam hot-doga i osika. Wyszłam ze stacji, siadłam na krawężniku obok zwróconego do mnie tyłem roweru, Vipera. Siedzę, jem i... PSZZZ!!! PSSssss...
Spojrzałam na rower. Tylne koło - flak. W ciągu 2 sekund, opona straciła całkowicie powietrze. Ale JAK?! Jakim cudem???
Dojadłam. Dopiłam. Zdjęłam wszystko z roweru, rower do góry nogami, zdjęcie koła, dętki, szukam. I co znajduję? Rozerwaną dętkę od strony... wewnętrznej.
CENTRUM ROWEROWE - właściciel marki OXFELD, pod którą produkowane są rowery w tym Viper - nie dopilnowało tak waznejs prawy jak zapewnienie odpowiednio twardej opaski na obręcz. I w końcu przy ciśnieniu 7 barów pod Schwalbe Durano, dętka musiała przebić się przez ten materiał opaski do obręczy i po prostu pękła. Szczęśliwym trafem dla mnie wówczas, kiedy siedziałam na stacji benzynowej, pod koniec dnia kiedy jeszcze było jasne... Ale i tak zamiast podziwiać Zachód Słońca - mozolnie zmieniałam dętkę zastanawiając się co zorbić z brakiem porządnej opaski, skoro tu w okolicy nie znajdę nic i nikogo co mogłabym wykorzystać zamiast tego żóltego badziewia. Tu mam na myśli chociażby taśmę izolacyjną - która miałam w worku, zostawionym w PK2... :P
Na szczęście pompeczka elektryczna marki EYEN - również marka własna Centrum Rowerowe - spisała się i dwukrotnie napompowała mi koło do tych 70 i 85 psi. Pierwszy raz do 85 a potem jeszcze raz po obejrzeniu efektów pompowania do 70. Niestety krzywo - inaczej się nie da - układająca się opaska na obręczy powodowała bicie. Dobrze, że byłam blisko, w prostej linii do mety miałam "tylko" 22 kilometrów... Będąc zmęczona, mając dość poważny defekt techniczny ruszyłam po prostej na koniec trasy. Mogłabym jeszcze poszukać w okolicy jakiegoś sklepu z taśmą, ponownie rozbierać koło, ponownie zmieniać, zakładać itd. Ale dla uzyskania tych dodatkowych 20 kilometrów nie miało to już większego znaczenia.
META: 19:25
Zaliczony brevet na 150 km - i bardzo dobrze. Biorąc pod uwagę ilość zmęczenia, ilość wrażeń w tym dodatkowych wynikających z zaniechań "technicznych" z Centrum Rowerowego i moich własnych - starczyło.
Prawie. Bo rozmawiając o pokonanej trasie coś się nam nie zgadzało. Zwłaszcza, że Wojtek wspominał o zmianach, że tych wyrw na pewno nie było... Więc czemu ja je miałam? Zajrzałam na stronę WWW, pobrałam plik GPX, ponownie wsadziłam raz jeszcze do Locusa Classica i... moim oczom ukazała się prawdziwa trasa z tego roku na 200 km a nie coś po czym jechałam przez cały dzień. W wyniku pośpiechu, pod wpływem wnerwienia na "zachęty do kupona nowej abonamentowej wersji Locus Extra Super High Version Turbo PRICE" zaimportowałam nie ten plik... oooopssssssss...
Tak czy inaczej - dojechałam i zrobiłam swoje. Przejechałam 181 kilometrów, zjechałam się naprawdę bardzo mocno, porównując to co zrobiłam z poprzednimi latami top faktycznie wypadło słabiej, ale... mocniej. Wygenerowałam znacznie więcej mocy, spaliłam znacznie więcej energii jednak nie przełożyło się to na prędkość roweru bo po prostu nie mogło. Nie ten rower.





Zachód Słońca widziany ze stacji Orlenu
- DST 35.78km
- Czas 01:37
- VAVG 22.13km/h
- Sprzęt Violet Viper
- Aktywność Jazda na rowerze
Do pracy i z powrotem
Środa, 23 września 2026 · dodano: 23.09.2026 | Komentarze 0
Ożarów - Warszawa
Avg: 22.00 km/h
Max: 34.44 km/h
Tam i z powrotem. I nawet rano nieźle mi szło. Nawet dało się przejechać w Warszawie bo jakiś taki mniejszy ruch był na kółkach.
Ale po południu - znowu zrobiło się ciaśniej. I jak ja nie mam nic przeciwko jeździe innym to ejdnak te hultajnogi mogłyby nie jeździć obok siebie ale z prawej strony, najbliżej prawej krawędzi. Te warszawskie śmieszynki naprawdę nie są szerokie. Nie da się wyprzedzić tak prosto bez specjalnego kombinowania.
I korzystając z okazji chciałabym najserdeczniej pozdrowić tą amebę umysłową - która projektowała toto:
https://maps.app.goo.gl/37gV71GX1ZYi2tee7
A tu dalsza część tego TFUru:
https://maps.app.goo.gl/QupGSan6FATJhbPPA
I przy kolejnym rondzie:
https://maps.app.goo.gl/xYorRXfVdHVQ21Wt6
Mam wrażenie, że projektowały to jakieś ćwierćmózgi w ramach konkursu: "Jak Upie...dolić Życie Każdemu Rowerzyście w Warszawie"
A jak to powinno wyglądać?
Normalnie - pasy rowerowe NA JEZDNI. Nie na chodniku! Tylko NA JEZDNI. I właśnie po to - aby uspokoić ruch samochodów!
Tak to się robi w normalnych miastach na zachód od Odry!
Tam ścieżki rowerowe są prowadzone oddzielnie poza jezdnią POZA terenami miejskimi. W miastach te ścieżki schodzą na jezdnię. Mieszają ruch rowerowy z samochodowym co skutecznie uspokaja ruch, staje się on płynniejszy i bezpieczniejszy.
O rozwiązaniach mających umożliwić parkowanie rowerów w budynkach biurowych pisać nie będę. Ale jak nie konieczność zjeżdżania gdzieś głęboko pod ziemię na poziom -4 to przedzieranie się po windach i ciasnych zakrętach, gdzie nawet rower pionowy sado-maso ma pewne problemy. A poziomkę musiałabym stawiać pionowo.

- DST 20.33km
- Czas 00:59
- VAVG 20.67km/h
- Sprzęt Violet Viper
- Aktywność Jazda na rowerze
Ręce opadają
Niedziela, 20 września 2026 · dodano: 20.09.2026 | Komentarze 0
Ożarów - Pilaszków
Avg: 20.49 km/h
Max: 34.25 km/h
Ręce opadają.
W planie na dzisiaj miałąm remont roweru - Viper dostał nowy łańcuch a przy okazji poczyściłam co mogłam i wyszykowałam rower do jazdy. Dzięki temu potem podczas wycieczki panowała cisza, napęd działał bezszelstnie. Prawie - bo skrzypienie nie stało.
Ale nie o tym...
Dojechałam do Pilaszkowa. Nie wiem czy to kwestia zgłoszenia do SM - ale żarcie wywalone przez kogoś zniknęło w 95%. Coś tam pozostało no ale ok, można przyjąć że drobnych kawałeczków czegoś to trudno zebrać. Poza tym dookoła - porządek i czysto. Postawiłam znicz pod pomnikiem i wyszłam z cmentarza. Stanęłam sobie obok... I nagle obok pojawił się samochód. Przyjechał jakiś Peugeot 508 kombi, zaparkował tuż przy ogrodzeniu cmentarza. I tak stał dłuższą chwilę więc sobie pomyślałam - może ktoś przyjechał na cmentarz... Ok, to sobie pójdę, zostawię trochę miejsca... I sobie poszłam. Akurat zaczynało padać, więc sądząc że to zaraz przejdzie, schroniłam się kilkadziesiąt metrów dalej pod drzewem. Ale tak co jakiś czas zerkałam - nikt nie podchodził do furtki, nikt się nie kręcił...
Kilkanaście minut później kiedy miałam odjeżdżać - mimo deszczu - podjechałam. Samochodu już nie było. Ale ....... jeżdżący tym pojazdem zostawił coś po sobie tuż przy ogrodzeniu...
Nie, tego tu wcześniej nie było!
!!!!!!
Tak trudno zabrać te kilka kubków ze sobą i wyrzucić gdzieś po drodze, pod sklepem czy nawet do torebki zabrać i w domu wyrzucić do śmieci???!!!
Ten samochód miał polską rejestrację!!! POLSKĄ!!! Więc na 99% to był Polak!
Niech mi to ktoś wyjaśni, proszę... :(
- DST 1.30km
- Czas 00:10
- VAVG 7.80km/h
- Sprzęt Violet Viper
- Aktywność Jazda na rowerze
Testy po zmianie łańcucha
Niedziela, 20 września 2026 · dodano: 20.09.2026 | Komentarze 0
Ożarów
Viper dostał nowy łańcuch - Shitmano HG-701. Ze spinką. Spinka jak zawsze sprawiała problemy przy zapinaniu i tym razem nie obyło się bez uszkodzenia niezłych kombinerek, które kupiłam specjalnie w celu zapinania... Cóż, spinka okazała się być mocniejsza.
Niestety wymiana łańcucha nie pomogła, dalej coś trzeszczy przy ruszaniu. Podejrzewam, że to niestety pedały Assioma Favero :(
- DST 47.77km
- Czas 02:23
- VAVG 20.04km/h
- Sprzęt Violet Viper
- Aktywność Jazda na rowerze
Do Błonia i na cmentarz wojenny w Pilaszkowie Cz.II
Sobota, 19 września 2026 · dodano: 19.09.2026 | Komentarze 0
Ożarów - Błonie
Avg: 19.98 km/h
Max: 38.84 km/h
Kolejny dzień radości z jazdy na wspaniałym Viperze :D Alez on świetnie się układa, ależ on pędzi...!
Chociaż napęd mu chrzęści od dużej ilości pochłoniętego piachu i żwiru. Skąd ten piach w łańcuchu? Podejrzewam, że to jest mankament roweró sado-maso, gdzie napęd jest umieszczony praktycznie tuż za przednim kołem. I wszystko to co podrzuci przednia opona - trafia w łańcuch, który "zasysa" to i przerzuca po ogniwach aż do kasety i z powrotem. I to powoduje bardzo nimiłe trzeszczenie najlepiej słyszalne podczas ruszania mi przyspieszania. Oczywiście w pierwszej kolejności zbadany został suport - ale jest tam czysto i jest wszystko w porządku, korba jest OK. Pedały dokręcone. Siodło dokręcone. Kaseta dokręcona na maksa. Przerzutka i jej hak dokręcone. Dźwięki wydobywają się przy kręceniu obiema korbami więc to raczej jest łańcuch a nie coś innego.
Byłam też dzisiaj po raz kolejny w Pilaszkowie. Po ostatnim odkryciu żarcia rozrzuconego zaraz przy wejściu do Cmentarza Wojennego zgłosiłam to do UM i do SM i zostało to uprzątnięte. Wiem bo jeździłam i sprawdzałam. A dzisiaj koło południa kiedy tamtędy przejeżdżałam ponownie zobaczyłam podobny obrazek jak wcześniej. Moze żarcia nieco mniej, ale nadal w tym samym miejscu. To jest naprawdę smutne. 240 żołnierzy polskich walczyło tam za Polskę, za nas wszystkich. A potem ktoś przychodzi i dokonuje zbeszczeszczenia pamięci tych Ludzi którzy oddali swoje życie za nas, za Polaków i Polskę.
Podejrzewam, że sprawcą nie jest jednak Polak tylko... Może jakiś przybysz czy inna przybłęda zza wschodniej granicy. Pracuje pewnie gdzieś w kuchni w poblizu i w ramach pozbywania się, wyrzuca to pod wejście do cmentarza. Nie sądzę aby to był ktoś inny bo wydaje mi się, że bezmózgowie raczej nie dotyka ludzi mieszkających na zachód od Bugu...
Z tego co zaobserwowałam to cmentarz odwiedza regularnie ktoś jeszcze, kto stawia znicze na jednym z grobów i pod pomnikiem. I zastanawiam się, czy te podrzucanie żarcia to nie jest jakaś próba "mszczenia się" na tym kimś przez kogoś innego. Może jakieś próby wywierania wpływu na tym kimś?
Violet Viper aka Oxfeld Observer Comp
A w tle piękny wspaniały zachód Słońca
Brama cmentarza a obok...
Takie oto "wspaniałości" pozostawione przez jakiegoś bezmózgiego yeti...









