Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Katrinam z miasteczka . Mam przejechane 43511.21 kilometrów w tym 66.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 20.86 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 3363 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Katrinam.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 37.78km
  • Czas 01:43
  • VAVG 22.01km/h
  • Temperatura 21.0°C
  • Sprzęt Raptobike Low Racer
  • Aktywność Jazda na rowerze

Dobitka

Sobota, 18 lipca 2026 · dodano: 19.07.2026 | Komentarze 0

Ożarów - Babice - Łomianki - Babice - Ożarów
Avg: 21.9 km/h
Max: 35.3 km/h

Pomysłu na ten wyjazd jakiegoś specjalnego nie bylo. Pojechać, spalić, przejechać dystans i tyle. Sądziłam, że już tam się coś ponaprawiało, że trzeci dzień z rzędu taki zły nie będzie. A jednak był. Zrobiłam kilka kilometrów więcej niż pierwotnie zakładałam z rezultatem takim, że po tak małym dystansie byłam wypalona.



Widoki przypominające jakieś szczyty gór na horyzoncie


A co to tam się tak czerwieni, takie jakby wyjątkowo większe? :)


I oczywiście RAPTOBIKE kolejny raz w akcji
Dzisiaj przeszedł pewne poprawki dotyczące zabezpieczenia jego napędu... A raczej zabezpieczania mojego prawego uda przed żarłoczną rolką. Zobaczymy jak to rozwiązanie się sprawdzi. Przy okazji dokręcone zostały obie śruby będące i ośkami dla rolek jak i mocowaniami dla osłonek. Być może po tej operacji przynajmniej przednia osłona rolki łańcucha powracającego do kasety nie będzie tak łatwo się przesuwać i wciskać łańcucha pomiędzy ramę (boom) a samą osłonę. Wygrzebanie łańcucha z takiego układu jest bardzo trudne. Dlatego unikam cofania roweru a jak już to wyłącznie na wyprostowanym przednim kole.

Na zdjęciu widać też butelkę wody pewnej firmy (krótka nazwa), która trzyma się nieźle w koszyku na bidon. Niestety konkurencja - z dłuższą nazwą - robi inne butelki, które lubią wypadać. Także planowany powrót do bidonów został radykalnie przyspieszony. Tylko niech ktoś wreszcie stworzy system przyjmowania butelek KAŁŁcyjnych na stacjach paliw.




  • DST 27.96km
  • Czas 01:23
  • VAVG 20.21km/h
  • Temperatura 27.0°C
  • Sprzęt Raptobike Low Racer
  • Aktywność Jazda na rowerze

Rekreacyjnie dookoła komina

Piątek, 17 lipca 2026 · dodano: 17.07.2026 | Komentarze 0

Ożarów - Babice - Mościska - Babice - Ożarów
Avg: 20 km/h
Max: 33.2 km/h

Po wczorajszej wycieczce miałam nadal ochotę na jeżdżenie i dzisiaj, więc kiedy Lampa się schowała za horyzontem i zorbiło się ciutkę chłodniej - wyszłam na rower. Później niż wczoraj ale i tak w planie nie było az tyle kilometrów co poprzednio. Za to tak samo jak i wczoraj, skierowałam się na wschód, aby przez Babice pojechać gdzieś dalej. I dzisiaj przyszła pora na Mościska i traskę do Truskawia. Aczkolwiek nie zamierzałam go osiągać - nie chciałam się przeciążać. To miał być tylko i wyłącznie wyjazd rekreacyjno-regeneracyjny.


Zdjęcie zrobione przy mijajacym samochodzie aby porównać jasność świecenia. Moje Convoye cały czas są w formie. 2 sztuki robią świetną robotę.


I widok z tyłu - jak zawsze nawalone światełkami ile się da aby nikt nie mógł potem powiedzieć: "ale ja nie widziałam!/em!".
To ma błyskać na wszelkie strony aby:
+ zobaczyli
+ aby się zastanowili
+ aby zmusić ich do wyprzedzenia w odpowiedniej odległości, im dalej ode mnie tym lepiej


Gdzieś tam przez pola widać zabudowania Babic


Cmentarz Wojenny w Laskach.
Miejsce gdzie pochowano 837 Żołnierzy Polskich poległych w walce z niemcami w 1939 roku i później podczas walk powstańczych.



O tej porze jeździ się znakomicie. Na drogach jeszcze koło tej 22-23 panuje jakiś mały ruch, czasem przeleci jakiś spóźniony - ale poza tym cisza. I tylko ten zapach - nocy i lasu - Kampinosu.




  • DST 50.61km
  • Czas 01:57
  • VAVG 25.95km/h
  • Temperatura 27.0°C
  • Sprzęt Raptobike Low Racer
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wieczorowo gdzie noga pociągnie

Czwartek, 16 lipca 2026 · dodano: 17.07.2026 | Komentarze 0

Ożarów - Babice - Leszno - Ożarów
Avg: 25.7 km/h
Max: 35.6 km/h

Wieczór - wreszcie temperatura spadła, lampa się schowała (tymczasowo) za horyzont dajać chwilę wytchnienia. Wreszcie można było nie tylko pomyślec o rowerze ale nawet wyjść z nim "na spacer". Będąc ograniczoną czasowo nie mogłam wykorzystać maksymalnych chęci, ale i tak zrobiłam miły dystansik. I to przy niezłej średniej - chociaż ostatnie kilometry to juz ciągnęłam aby tylko średnia się zgadzała z moimi wyobrażeniami.
Raptobike spisuje się znakomicie. Dla dobrego kolarza to jest maszynka do robienia kilometrów w zawrotnym tempie.
Kondycyjnie widzę już wnętrze tunelu i wiele światełek tam gdzieś daleko daleko... Ale już czuję, że pojawiła się siła i nawet przy zmęczeniu stać mnie na dojście >30 a to już coś ;)

Zdjęcie - stare z 2024 roku, kiedy Raptobike był jeszcze w trakcie "uzbrajania".








  • DST 34.50km
  • Czas 01:24
  • VAVG 24.64km/h
  • Sprzęt Raptobike Low Racer
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wycieczka dookoła komina

Wtorek, 14 lipca 2026 · dodano: 14.07.2026 | Komentarze 0

Dookoła komina
Avg: 24.5 km/h
Max: 39.0 km/h
Uszczypnięć: 1

Coś tam się zaczęło dziać, kondycja się nieco poprawiła.






  • DST 55.26km
  • Czas 02:13
  • VAVG 24.93km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • Sprzęt Raptobike Low Racer
  • Aktywność Jazda na rowerze

Do Błonia i z powrotem

Niedziela, 12 lipca 2026 · dodano: 12.07.2026 | Komentarze 0

Ożarów - Leszno - Błonie
Avg: 24.1 km/h
Max: 42.7 km/h

Pierwsza wycieczka po powrocie ze Zlotu w Domasławicach. Wcześniej jakoś nie było chęci na jeżdżenie. Chyba musiałam odpocząć, zregenerować się kompletnie. Może też dlatego że pogoda jakoś specjalnie nie dopisywała.
Tak więc dzisiaj pierwszy raz od paru dni i tak tylko trochę, dookoła komina.


Raptobike - jeden z niewielu rowerów mających szanse na schowanie się w wysokiej trawie


Zielono. Ale słońca mało. I te ciemne chmury.
Czy to na pewno lato?


Słaba pogoda.











  • DST 78.27km
  • Czas 03:46
  • VAVG 20.78km/h
  • Sprzęt Raptobike Low Racer
  • Aktywność Jazda na rowerze

III wycieczka zlotowa

Sobota, 4 lipca 2026 · dodano: 10.07.2026 | Komentarze 0

Zlot Rowerów Poziomych w Domasławicach
Avg: 20.7 km/h
Max: 56.9 km/h

Pomimo nauczki jaką mi dano w czwartek wyjechałam z Campusa wraz z innymi, ale postanowiłam jeszcze dopompować koła więc zawróciłam. Z nadzieją, że potem "jakoś" dogonię resztę. Przecież oni nie jechali szybko - 15-17 km/h. No i nie dogoniłam.
Przez pierwsze 10 kilometrów goniłam sądząc, że są "tuż niedaleko, tuż za zakrętem". I nie byli. Po 15 kilometrze zaczęłam liczyć pokonany dystans i się zastanawiać...
W końcu nie widząc ich na kolejnych punktach zrozumiałam, że musiałam wyminąć gdzieś całą resztę zlotowiczy... Tylko gdzie, skoro jechałam po trasie organizatora?
W połowie trasy zatrzymałam się na obiad tam gdzie był on planowany czyli w Hubertówce. Bardzo fajne miejsce, chociaż jest tam BARDZO DROGO.
Przyjechałam na miejsce o 11:40, zjadłam a reszta zlotu dojechała o 13:15.
I wówczas uznałam, że w zasadzie to nie ma sensu. Nie chciałam już czekać i jechać z powrotem w grupie - ta prędkość w ogóle mi nie odpowiadała. Zwłaszcza po tym jak zobaczyłam kolejny fragment trasy, który organizator poprowadził ponownie poza asfaltem... Z całym szacunkiem - czy to miał być zlot rowerów MTB czy poziomek? ;))))

W drodze powrotnej ponownie przejeżdżałam pomiędzy stawami po grobli. Było tam trochę ludzi, rodziny - więc oczywiście zwalniałam.
Niestety nawet i zwalnianie nie pomaga na młode bezmózgowie i niedopilnowanie... Jedna z rodzin stała po prawej stronie przy mostku - niestety podzielona. Młody dzieciak był po lewej stronie drogi, a na moje zawołanie: "Halo halo!" ledwo co się obejrzał. Kiedy mnie zobaczył i ponownie odwrócił się tyłem do mnie wpatrzony gdzieś w lewą stronę. Zatem wszyscy mnie widzą - jadę dalej. I NAGLE ten dzieciak z lewej obraca się i rusza biegiem do ojca...
Rzadko kiedy zdarza mi się zatrzymywać rower jadący 17-20 km/h na dystansioe 1-2 metrów. Hydraulika zrobiła swoje, wibrejk pomógł... Dzieciak miał OLBRZYMI FART. Wmomencie kiedy się zatrzymałam, ten chłopaczek oparł się o moją nogę... I zdziwił się. "Ale jak to? To tu jedzie rower? Ale jak to?!"
Ojcu opadła szczęka, rozbiła się o asfalt, dzieciak w szoku, zawołany przez ojca, pobiegł dalej do niego... Patrzyłam na jego rodzica, którego mina mówiła mi wszystko: "WTF WTF WTF...?!"



Gdzieś na trasie



To nie jest talerz o standardowej wielkości, tylko taki z 1.3 większy. Ten schabowy był olbrzymi. Ale też kosztował sporo.







  • DST 23.30km
  • Czas 01:44
  • VAVG 13.44km/h
  • Sprzęt Wielbłąd
  • Aktywność Jazda na rowerze

II wycieczka zlotowa

Piątek, 3 lipca 2026 · dodano: 10.07.2026 | Komentarze 0

Zlot Rowerów Poziomych w Domasławicach
Avg: 13.19 km/h
Max: 28.86 km/h

Po tym jak sobie... Nie. Wróć. Po tym jak dorzucono nam do pieca, styrałam się niesamowicie i w piątek musiałam odpocząć. Tym razem dość aktywnie kręcąc kółko po okolicy i wybierając obiad gdzieś poza Campusem.



Na koniec dnia postanowiłam zrobić parę rzeczy przy Raptobike'u który również "wypoczywał" na Zlocie ;)

Jak widać w razie braku stojaka, zawsze można skorzystać z opcji podwieszenia roweru a przynajmniej jego części ;)


Kategoria Wielbłąd


  • DST 85.58km
  • Czas 05:22
  • VAVG 15.95km/h
  • Sprzęt Wielbłąd
  • Aktywność Jazda na rowerze

I wycieczka zlotowa

Czwartek, 2 lipca 2026 · dodano: 10.07.2026 | Komentarze 0

Zlot Rowerów Poziomych w Domasławicach
Avg: 15.93 km/h
Max: 37.03 km/h

Miałam bardzo dobre przeczucie, że organizator tegorocznego zlotu wywinie nam manewr nie z tej ziemi... I wywinął. Przepędził nas po lesie. Jakieś 10? 15 kilometrów?
Lesie - z dużą ilością piachu, praktycznie jeszcze "świeżymi" kałużami w niektórych miejscach i nieutwardzonymi leśnymi dróżkami. Piękny raj - ale dla MTB, ewentualnie jak ktoś jest maso to może gravel. Zwykłe rowery poziome ze swoimi normalnymi oponami nie mówiąc o low i mid racerach z oponami o zerowym bieżniku nie miały czego tam szukać.
Gdybym wiedziała... No ale uwierzyłam zapewnieniom, że trasa jest na pewno przejezdna i wszystkie rowery przejadą i...
A potem widziałam trajki przeciągane przez piachy, kałuże itd. Wspaniały wybór na trasę ;)
Ale dobrze, że chociaż żarcie porządne.

Więcej zdjęć nie będzie - kto wie czy ktoś nie zgłosi się z żądaniami usunięcia bo naruszają one jego prywatność albo co ;P :>>>






MNIAM MNIAM MNIAM!


POLSKIE DROGI


Łata na łacie dociskana przez jeszcze jedną łatę a nad nią kolejna łata :D


Zarządzający tą gminą czy tam wsią powinien ze wstydu opuścić zajmowane stanowisko


Kategoria Wielbłąd


  • DST 64.11km
  • Czas 02:38
  • VAVG 24.35km/h
  • Temperatura 30.0°C
  • Kalorie 825kcal
  • Sprzęt Raptobike Low Racer
  • Aktywność Jazda na rowerze

Nocna wycieczka dookoła komina

Niedziela, 28 czerwca 2026 · dodano: 29.06.2026 | Komentarze 0

Ożarów - Leszno - Błonie - Babice - Ożarów
Avg: 24.3 km/h
Max: 37.7 km/h
TSS: 176, IF: 0.83, NP: 108, Kcal: 825, AvgP: 86, MaxP: 563, 1minP: 430
Uszczypnięć: 0 Aż dziwne :P

Zamontowałam nowy licznik - Cateye Velo 9. Podstawowa wersja, która ma to co tzreba ale jest tak dziwna w konfiguracji... Zaoszczędzili na normalnych 3 guziczkach i dali 2. Serio?
No ale dzięki temu wiem przynajmniej ile km/h jadę _w_te_chwili_ a nie za 10-20 sekund jak srahoo dobrze policzy odległości od satelit czy innej chmurki gdzieś tam. A prędkość to ważna sprawa, bo pozwala potwierdzić uzyskiwane osiągi. Cateye przyklejony na swojej podstawce nie wymagał specjalnego ustawiania odległości do magnesu na szprysze koła, tak jak tego domagał się licznik sigmoszajsu. Po prostu zadziałał "od przyklejenia". I to jest to co mi się podoba. Rower ma służyć do jeżdżenia a nie do tego aby na nim montować godzinami licznik rowerowy aby ten zadziałał...
Wyjechałam około 23:30. Ciemno, temperatura spadła "już" do tych 30 stopni i dało się nawet oddytchać. A podczas jazdy, czuło się pewien delikatny chłodek... A nie, czekaj... To tylko pęd wiatru... :/ No ale tak czy inaczej jechało się naprawdę znacznie lepiej i przyjemniej niż by się jechało w dzień. Nie wyobrażam sobie jazdy przy 40 stopniach Celsjusza...
Po wyjeździe skierowałam się gdziekolwiek - byleby jechać. Byleby pędzić przed siebie. Byleby troszeczkę chociaż odetchnąć powietrzem a nie siedzieć skryta w murach chowając się przed żarem lejącym się z nieba. Pognałam na zachód - tam na pewno musi być cywilizacja ;) I tak dobrze mi się jechało, że tylko ze względu na zaplanowany dzień skręciłam na południe w Lesznie.
Praktycznie zerowy ruch na drogach. Spokojnie, cicho, bez pośpiechu - wszyscy śpią. Od czasu do czasu gdzieś tam przejedzie jakaś osobówka. Wyprzedzający trzymali się (słusznie) lewego pasa, dla tych jadących z naprzeciwka. Tak to jest jak się zainwestuje w PORZĄDNE oświetlenie, a nie jakieś badziewne chińskie lampeczki po parę złotych za sztuka. Gdzie potem jest problem bo jak nie urywa się mocowanie, to pali się to tak sobie i trochę za krótko.
Do domu dotarłam punkt 3 nad ranem. Powoli zaczynało świtać, ale jeszcze nie tak aby robić jakieś zdjęcia zbliżającego się wschodu.
Regulacja przerzutki w Raptobike'u się udała, wszystko wróciło do normy tak jak powinno. Nadal mam za dużo szpejów w torbach.
Aha. I nie należy zostawiać osików w garażu, gdzie temperatura wzrośnie do 28-29 stopni Celsjusza. Żołądek tego bardzo nie lubi.

Na zdjęciach tego nie widać, ale Księżyc był całkiem spory tej nocy i ładnie oświetlał drogę.








  • DST 264.00km
  • Czas 13:28
  • VAVG 19.60km/h
  • Temperatura 32.0°C
  • Kalorie 3644kcal
  • Sprzęt Raptobike Low Racer
  • Aktywność Jazda na rowerze

Z grabkami na Słońce czyli

Niedziela, 21 czerwca 2026 · dodano: 22.06.2026 | Komentarze 0

Pomiechówek - Nasielsk - Gołymin-Ośrodek - Przasnysz - Myszyniec - Szczytno - Wielbark - Chorzele - Grudusk - Ciechanów
AvgW: 19.6 km/h
MaxW: 42.7 km/h
TSS: 763, IF: 0.82, NP: 106, Kcal: 3644, AvgP: 75, MaxP: 525, 1minP: 224
Uszczypnięć: 3

Dane są z Wahoo/srahoo bo licznik okazał się być uszkodzony - jedna ze sprężynujących nóżek łączących metalowe przestała stykać się z gniazdkiem. Sigma, po prostu.
Samo wahoo/srahoo też jest genialne. Uwielbia prowadzić dalsze pomiary pomimo iż siedzi się na przystankui czy w jadłodajni z 30 minut i nic nie robi poza przejściem dosłownie kilku metrów. Czas leci, wahoo/srahoo mierzy a potem średnie takie jakieś dziwne a i czas "jazdy" oszukany. Brawo wahoo/srahoo.
Plany na ten wyjazd były nieco bardziej ambitne, ale rzeczywistość pokazała ile faktycznie można osiągnąć przy takim upale (31-32 st Celsjusza) i przy pewnych brakach.
Wyjechałam niby za późno bo dopiero o 16:30, ale w sumie to i dobrze bo w upale jechałam nieco krócej.

Pogoda była znakomita. Ale jednak bardzo gorąco.


Pierwszy przystanek był w Kowalewicach gdzie zatrzymałam się na loda, aby nieco się schłodzić i tam też mój rower stał się jak zawsze obiektem zainteresowania i pojawiły się typowe pytania: "a jak na tym się utrzymuje równowagę" itd ;)
W okolicach tego punktu sprawdziłam coś co wydawało mi się niemożliwe i odkryłam, że mam przesunięte biegi, przez co brakuje mi 2 dwóch największych zębatek na kasecie a pod jej koniec manetka sucho pstryka. Na szczęście to tylko warmińsko-mazurskie a nie Bieszczady więc nie przejęłam się tym i kwestie ewentualnych regulacji zostawiłam na "potem".
Z Kowalewic jechałam dalej prosto do Gołymin-Ośrodka gdzie rok temu już musiałam zawracać z powrotem ze względu na paskudną pogodę. Tym razem pogoda była znakomita i leciałam dalej trzymając się jeszcze przygotowanego przed wyjazdem planu - prosto na Przasnysz. Jednak przed opuszczeniem tej miejscowości przyszedł czas na kolejnego loda i jakieś małe zimne picie.




Dzięki małemu wiatrowi w plecy szło mi całkiem nieźle ale nie kręciłem ile się da - oszczędzałam siły na później. W Przasnyszu odpaliłam 3/4 oświetlenia co wzbudziło zainteresowanie nocnego patrolu policji, która dojechała do granicy miasta zobaczyć co to tam stoi i błyska jak choinka... :) Jakieś 6 lampek tylnych plus Convoy S2+ Sofirn C8 już robiły dobrą robotę uniemożliwiając komukolwiek stwierdzenie, że "ale ja jej nie widziałam!!!" czy innych bzdur typowych dla sporej części kierujących pojazdami silnikowymi, którzy prawko znaleźli w chipsach...

Z Przasnysza udałam się do Jednorożca, gdzie przystanęłam przy rondzie z pięknie podświetloną nazwą tego miasteczka. Picie, uzupełnienie węglowodanów i po paru minutach wyjeżdżałam w całkowitą ciemność. Tym razem jednak miejsce Gopro zajął kolejny drugi Convoy S2+. Taaaak, 3x Convoy ustawione szeregiem z góry na dół, z czego górny ruchomy bo na głowie oznaczały znakomite oświetlenie drogi przed rowerem. Do tego odpowiednie podświetlenie lewego boku roweru całkowicie wyeliminowało próbyu wyprzedzania mnie bez opuszczania pasa ruchu po którym jechałam. Bezpoieczeństwo najważniejsze.
Od Jednorożca ciągnął się najgorszy fragment - bardzo mała ilość wiosek, ciemna droga wiodąca chwilami przez pusty las. I ja w nim jadąca na tak troszkę nie do końca wyregulowanym sprzęcie. Trochę słabe to było, bo gdyby cokolwiek mi strzeliło to byłoby naprawdę trudno to naprawić w takim otoczeniu.


[w drodze do Szczytna]
Myszyniec - przystanek przy stacji paliw Orlen.
1. Młodzi tubylcy dopytujący się ile ksoztuje "takie coś" nie pytając nawet o to co to jest zainteresowani byli wyłącznie ceną...
2. Co i rusz obok roweru przejeżdżało jakieś KAłdi czy inne tam takie i gość zwalniał aby się przyjrzeć...
3. Szczyt: ZŁOTE Maserratii. Kierujący zatrzymał się przy dystrybutorze, po czym specjalnie cofnął, zrównał się z moim starym Raptobike aby mu się przyjrzeć. WooooW! Czyżby mój Raptobike był znacznie ciekawszy od złotego Maserati? :DDDDD
Na tej stacji posiedziałam dłuższe kilkadziesiąt minut aby wypić herbatę i przemyśleć dalszą strategię. Już wiedziałam że stoję z motyką pod Słońcem tylko nie wiedziałam jak długa/krótka ona jest. Już wiedziałam, że czasowo i zmęczeniowo to zaplanowany cel podróży raczej nie uda się osiągnąć. Ale ambicja nie pozwalała tak po prostu zawrócić. O nie. na koncie było ~130 kilometrów a przecież pierwotnie miało być >~400... No nie, to za mało. Zdecydowałam się więc ciągnąć dalej, ale już nie patrzeć na Mazury tylko troszkę bliżej. Przez kilka minut myślałam o Ruciane-Nida ale kiedy ruszyłam dalej w drogę to już dcoierąło do mnie, że to też nie dojdzie do skutku. I stąd moje odbicie na Szczytno z planem dojścia do ~300 kilometrów przebiegu. Całkiem dobry wynik, prawda? Ciągle jednak w planach bez pewności czy i to uda mi się osiągnąć. Humor poprawiał mi widok wschodzącego słońca jaki pozostawał z tyłu za moim prawym ramieniem dla którego zatrzymałam się kilka razy aby zrobić kilka zdjęć.


Kolejne fotki wschodzącego Słońca.





A gdzieś za plecami ładny widok na przebytą już drogę.




Te zdjęcia wykonałam już prawie prawie przed Szczytnem.



Szczytno - stacja paliw BP.
Kolejny hot dog, jednak ten nie chciał mi przejść przez gardło - zgaga. I to taka wredna pojawiająca sie i znikająca. Zależna od pozycji - a ta oczywiście półleżąca na poziomce nie pomaga. Wypiłam herbatę, podjadłam trochę węglowodanów i przedrzemałam trochę ale nawet nie wiem jak długo. Obudziłam się przy okazji zmiany personelu i stwierdziłam że chyba czas się zbierać. Słońce już dawno wzeszło, zrobił się piękny słoneczny dzień, za parę godzin mógł się rozpocząć kolejny upał jakże mocno wpływający na moją prędkość poruszania się. Jednak poza upałem z tyłu głowy ciągle przypominało się to co widziałam na prognozie pogody - możliwa przechodząca fala mocnych opadów wraz z burzami.
Zgaga zaczęła robić mi już mocno pod górkę i rozpoczęłam poszukiwanie sklepu spożywczego... W niedzielę na takim odludziu? Ani jednego małego sklepu z pewnym płazem w okolicy. Do tego w Szymanach zrodziła mi się pewna myśl będąca analizą osiagnięć zebranych przez ostatnie kilka godzin. Tą myśl skutecznie podgrzał przelot szynobusa po torze kolejowym opodal.





Sklep znalazł się W Wielbarku, ale nim do niego dotarłam minęłam nieistniejące inne sklepy, które wg google maps powinny być tma w tym miasteczku i być owarte. A jednak ich nie było. Ale w końcu stanęłam w progu Delikatesy MAZURY gdzie kupiłam... mleko. Tak tak, mleko. Dwukrotnie poomagało mi na PTJ to i tym razem powinno pomóc - i bardzo pomogło. Praktycznie rozwiązał się problem zgagi. mogłam chwycić za normalne jedzenie dające mi więcej mocy i jechać dalej - aczkolwiek Organizm i nogi już odmawiały pewłnego zaangażowania w proces szybkiego toczenia się po drodze DK57.
300 kilometrów stawało się coraz mniej realne. Koniec końców zaczęłam kierować się do Pomiechówka ale z opcją skorzystania z jakiejś podwiózki - czyli pociąg. Z oglądania mapy wsyzło mi, że najlepszy będzie Ciechanów. Inne opcje jakie pokazywał mi rozkład jazdy PKP - to jazda z przesiadkami. Przez Olsztyn Główny do Ciechanowa i tam przesiadka w KM do Pomiechówka. Ileż zabawy bym miała z bieganiem po schodach i peronach z rowerem? Za dużo.
To nie miało sensu dlatego wybrałam opcję jazdy dalej do Ciechanowa i skorzystanie z pociągu KM dopiero i bezpośrednio tam.
Już wtedy obserwowałam zmianę koloru nieb apo mojej prawej stronie, którego to zabarwienie przechodziło jakby nieco do przodu. Chwilami też coś pokropiło, ale myślałam że to pewnie przejdzie bokiem. Przed Rzęgnowem zatrzymałam się na kilka minut na przystanku - przystanek w całości z blachy - lecz kiedy tylkko dobrze usiadłam usłyszałam grzmoty i zobaczyłam parę błyśnięć. Mój pobyt w tym miejscu potrwał więc jeszcze 10 sekund - tyle czasu zajęło mi szybkie spakowanie sie i ucieczka z tego miejsca, grożącego zbyt szybką zamianą w proch.
W Rzęgnowie zatrzymałam się pod małym mikroskopinym daszkiem niecyznnego sklepu. Tuż obok remizy OSP. Chwilę później zaczeło padać a wraz z opadem przyszła burza, która waliła naprawdę bardzo blisko. I kiedy tak waliło, rozejrzałam się i stwierdziałm że ów budynek sklepu nie ma piorunochrona... Niby ok, w polsce do 15m wysokości budynku nie trzeba. Ale na takim bezludziu to ja bym jednak nie ryzykowała. Na szczęście OSP tuż obok i oni... I oni na swoim budynku również nie mają piorunochronu.
Burza przeszła po ~30 minutach. Wystarczająco krótko aby się nie znudzić, nie zmoczyć nic bardziej ale wystarczająco aby zmęczyć nogi bo nie było na czym i gdzie usiąść.
Gdzieś wiele kilometrów przed Ciechanowem na tej DW zatrzymałam się na kolejnym przystanku. Zmęczenie i brak snu robiły swoje, musiałam coś podjeść i przedrzemać chcoiaż kilka minut. Naprzeciwko przystanku ujadał jakiś mały pies na mnie, ale po paru minutach mu się znudziło. I tak sobie przysnęłam aż..."NIESPAAAAAAAĆ!!!". Taaak, to wydarł się przejeżdżający szoszon jadacy z południa. Bo on jest w 100% formie on dopiero co wsiadł na rowerek (max 8 kg jak nie mniej) i on jest Miszczem i on mówi "niespać" to wszyscy wsiadają na rower i grzecznie jadą za nim. Tak? Nie?
Takiego chamstwa to się nie spodziewałam - nawet na takiej wiosce. I to ze strony jakiegoś szoszona! Nie jakiegoś wiochmena, tylko kolarza!
A może to był burak ze wsi na szosie, któremu zbyt ciasno opięta lajkra ucisnęła niektóre miejsca ciała za mocno i mu się uszami mózg wylał?

W Ciechanowie byłam okolo 14:10. Do pociągu miałam jeszcze godzinę, więc podjechałam na - kolejną już - stację paliw BP. Tam kupiłam kolejnego osika, herbatę, jakieś batony proteinowe i z nimi udałam się na dworzec PKP. Na szczęście w Ciechanowie na stacji windy są działające i nie musiałam - jak to przed laty bywało - nosić roweru po schodach bo ciężko by było.
Oczywiście to nie był jeszcze koniec przygód. Musi być jeszcze Kierownik Pociągu każący przejść do części rowerowej, która jest już pełna rowerów i nie da się przejść korytarzem... No ale jak trzeba to trzeba. Sam pociąg - Flirt 3 - bardzo ładny, 7-latek tylko ktoś zamawiający go nie przeznaczył wystarczającej ilości uwagi na to gdzie mają być owe wydzielone miejsca na rowery. I wstawił je - uwaga! - w środek pociągu. Oklaski.
Ale są też normalni Kierownicy Pociągów - taki jak ten spytany na stacji w Ciechanowie o tor na który ma wjechać pociąg do Warszawy Zachodnije. Nie dość że z uśmiechem odpowiadał na pytania podróżnym i mnie, to jeszcze idąc na swój pociąg do Działdowa ostrzegał, że to nie ten pociąg :) Można? Oczywiście że tak! Frontem do ludzi! A nie 4 literami.

PKP
Chwała XXI wiekowi - że nie trzeba biec do kas, stawać w dłuuugiej kolejce i z wywieszonym jęzorem i biletem sprintem udawać się na pociąg. Że wszystko to się da zrobić mając w ręku smartfona i podjadając coś na szybko na stacji paliw X kilometrów przed dworcem PKP. Technika.
I nawet te pociągi są niezłe. Klima, ciche, przyjemne takie. Tylko te miejsca na rowery...

Pomiechówek.
W końcu - wysiadłam z pociągu i po dwóch minutach dotarłam do swojego samochodu. Wreszcie dojechałam. Co prawda na liczniku było "tylko" 264 kilometry a nie "zaplanowane" 315-320 ale to jest i tak bardzo dużo i najwięcej kilometrów jakie zrobiłam w ciągu ostatnich kilku lat na jednym wyjeździe. I to pomimo tego, że i moja kondycja jak się tu okazało wcale nie była tak dobra jak mi się wydawało.

Na koniec słowo o KAUCJI.
Chciałabym życzyć pomysłodawcom wprowadzenia kaucji aby wszystkie butelki z kaucją z naszego kraju weszły im w pewną ciemną część ciała i tam pozostały na wiele dni.
Kto to wymyślił? Dlaczego w dowolnym sklepie w którym kupuję np osika, nie mogę zostawić pustej butelki po poprzednim???
Czy ja mam zamieniać rower na rower cargo do wożenia pustych butelek? Czy ja mam być śmieciarką?
Stąd jestem w plecy 3 złote za 6 butelek zostawionych gdzieś obok śmietnika, bo nie będę tego ciągnęła ze sobą. Nie nie nie i jeszcze raz NIE!
GDZIE ja oddam butelkę po osiku gdzieś w terenie, o 3 nad ranem?
W niemczech to jest jeszcze tak zorganizowane, że przy każdym takim sklepie jest osobne wejście do takiej części gdzie stoją automatY. AutomatY a nie automat sztuk jeden. I za każdą butelkę nie dostaje się 50 groszy ale 0.25 Euro. Czyli ~1.05 złotego. I to już zaczyna się opłacać aby te butelki odwieźć.
Oczywiście, myślałam o przelewaniu osika do bidonu (gdybym miała) i natychmiastowym zwrocie butelki... Ale na stacjach paliw nie przyjmują żadnych butelek!!!

Wniosek - wyjazd może nieco krótszy ale bardzo udany i owocny w nowe wspomnienia i kolejną całkiem ciekawą i miłą trasę.
Ilość dziurawych dróg nadal znikoma względem tego co widziałam i po czym jeździłam we Francji... Bbbrrrr...