Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Katrinam z miasteczka . Mam przejechane 40806.25 kilometrów w tym 66.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 20.88 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 3363 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Katrinam.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 37.86km
  • Czas 01:56
  • VAVG 19.58km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Do pracy i z powrotem

Poniedziałek, 20 maja 2019 · dodano: 20.05.2019 | Komentarze 0

Ożarów - Warszawa
AVG: 19.53 km/h
MAX: 42.00 km/h

Standardowa droga do pracy. Tzn rano to było ciężko, wmordewindy i w ogóle jakoś tak dziwnie. Za to powrót był zadziwiająco szybki. Podoba mi się bardzo przyspieszenie na tym rowerku :D Niestety 30 jeszcze nie do końca osiągalna. Dziwne. Czyżby Kojaki faktycznie aż tak mocno się różniły od Durano?


Kategoria SWB Beluga


  • DST 149.31km
  • Czas 08:50
  • VAVG 16.90km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Brevet Szczebrzeszyn 200km

Sobota, 18 maja 2019 · dodano: 19.05.2019 | Komentarze 0

Brevet Szczebrzeszyn 200km
AVG: 16.88 km/h
MAX: 56.00 km/h

Zrobiłam doskonały wybór wybierając i wsiadając na brevecie na Belugę. Doskonały rower turystyczny świetnie nadający się na leśne wycieczki! Świetne grube opony 1.75x20" Marathon Plus. W których szum ich toczenia słychać już przy ~20 km/h. No ale chciałam koniecznie sprawdzić jak będzie.
Już na początku dała mi się we znaki pozycja - nieco jednak za daleko odsunięty suport. Udało mi się go jeszcze wsunąć o ten pozostały 1cm, co zdecydowanie poprawiło mi i komfort siedzenia-pozycji jak i siłę generowaną na pedałach. Niestety potem nie było lepiej z innymi rzeczami, które może po prostu wymienię:
- opony Marathon Plus 1.75 za grube - to o czym pisałam. Gdyby tam wsadzić Durano komfort jazdy by tylko troszeczkę spadł, za to opory toczenia by się zmniejszyły do poziomu FWD
- troszkę czuć wagę roweru - niby się łatwo prowadzi, ale pod górkę jedzie się ciężej. Chociaż z kolei z górki nie daje się wyciągnąć maksymalnej prędkości ze względu na większe opory toczenia i powierzchnię aero umieszczoną wyżej
- 2x 20 litrowe sakwy + 10l na szczycie. Sama nie wiem po co, chyba dla lepszego rozłożenia ciężaru... (1 sakwa = 1 kg wagi extra)
- niedopasowane mocowanie sakw, za duża odległość dolnych haków od górnych
- zbyt małe pochylenie kierownicy, zmniejszające widoczność
- podczas jazdy za długo utrzymywałam duże siły na kolanach więc po 50km moje kolanka miały już serdecznie dosyć
- KRYZYS w okolicach 50km związany z kolankami, dużym zmęczeniem mięśni. Przeciążenie.
- zapominalstwo: zapomniało mi się zabrać z domu polarka rowerowego a widząc rano pogodę nie zabrałam krótkich spodenek i męczyłam się w południe przy 20-25^C w wiosennych. Za to potem po południu przydałyby się jeszcze spodnie sztormiakowe...
- przydałby się koszyk na bidon przed kierownicą

Sama jazda - do 30-40 kilometra jaaakoś to szło, potem zaczęły się większe i bardziej strome górki i nagle zrobiło się trudniej a momentami aż za trudno. Na szczęście Konstruktor roweru wiedział co robi i z tyłu dał największą zębatkę 32 a z przodu nie tylko 52 ale i 40 więc opcji zmiękczania było wystarczająco abym sobie jakoś radziła. O ile bym nie próbowała na siłę być ciuteńkę szybsza zapominając o ustawieniu roweru.
Na PK1 zarządziłam kilka minut przerwy i już wtedy zaczęłam się zastanawiać czy na pewno - ale na pewno? - chce mi się dalej? No chciało. Dobry, nowiutki rower, wspaniale się toczący, z niezłą pozycją na nim... No chciało się. Chociaż organizm przypominał o mięśniach i kolankach, które narzekały. I ten KRYZYS... Ale kryzysy są po to aby je pokonywać - dopóki walczysz - jesteś zwyciężcą! :) Tak więc po kilkunastuminutowej celebracji zmęczenia, ruszyłam dalej. Już nie patrzyłam na zegarek wiedząc że będzie fajnie jak się zmieszczę w czasie.
PK2 - wjechałam kiedy był on już prawie opuszczany. Tzn: po kilku minutach zostałam sama. Zmęczenie było spore, musiałam też się zastanowić co dalej, więc dałam sobie kilka minut więcej czasu na małą regenerację. W międzyczasie przyszła burza i ulewa i czasowo było już pozamiatane, a w dodatku z lekkiego upału zrobiła się mokra, wilgotna pogoda z temperaturą max 15^C. Na tyle chłodno aby na postoju wyciągnąć polar cywilny i go włożyć a potem przed ruszeniem dalej zamienić na cieniutką kurteczkę przeciwdeszczową. A może przeciwwietrzną? Przydałoby się zamienić jeszcze spodnie na sztormiakowe, ale jakoś ich nie wzięłam z domu no i... Szkoda gadać. Tak czy inaczej: +2h opóźnienia, a biorąc pod uwagę kolejne małe i większe przystanki to pewnie +3 jak nie +4.
Dalej to była już porażka. Górki, deszczyk, przystanki... Między 18 a 19 zrobiłam dystans między 122 a 132 kilometrami. Jak kilka kilometrów dalej spojrzałam na zegarek i sobie policzyłam ile czasu już jadę a ile kilometrów przejechałam to brutto wyszła mi średnia 12 km/h. Oczywiście usłużny móżdżek od razu podsunął mi myśl: "a co by było gdyby to był BBT?" - co dodało kolejny KRYZYS, w którego trakcie skończyło mi się zdroworozsądkowe podejście. I kiedy wreszcie zjechałam na DK17 miałam w głowie tylko jedną myśl: rezygnuję. A w ogóle to DK na pewno będzie płaska! I szybko dojadę nią przez Zamość do Szczebrzeszyna mając ~13km mniej do zrobienia. Jeszcze tylko kilka góóóóórek takich większych no i stanęłam na stacji benzynowej z barem obok. Zgłosiłam rezygnację a kiedy przyjechał po mnie Adam (dzięki!) okazało się, że gdybym zjechała na Krasnobród tak jak było w planie brevetu - miałabym łatwiej bo tam było już z górki. No ale cóż... :]
Dlatego na koniec tego opisu muszę zacytować: https://www.youtube.com/watch?v=EWB024JIGW4
Albo ten kawałek: https://www.youtube.com/watch?v=gnn8nNXJuzg

150km, a czuję się po nich zarżnięta o wiele bardziej niż po całym Pięknym Wschodzie.



Kategoria SWB Beluga


  • DST 12.72km
  • Czas 00:36
  • VAVG 21.20km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Krótkie dookoła komina

Czwartek, 16 maja 2019 · dodano: 16.05.2019 | Komentarze 0

Ożarów
AVG: 21.01 km/h
MAX: 30.70 km/h

Cztery dni porannego deszczu i wreszcie tego czwartego dnia na koniec słońce i się zrobiło sucho. Tak więc wyskoczyłam na rower oblecieć go "na swoim" terytorium i dopieścić akcesoria, w tym oświetlenie. I troszeczkę się zdziwiłam, bo jakby mi brakowało mocy. To znaczy power w głowie był, ale nogi były takie sobie... Nierozjeżdżone. W dodatku późniejsza reakcja na deszcz wskazywała na duże odczuwanie zimna, więc pewnie te marne osiągi były spowodowane wieczornym deficytem węglowodanów (ach ta opóźniona kolacja).
Sam rowerek - miodek. Baaaardzo stabilny. Jeśli FWD wymaga wbudowanego w głowę ludzkiego "Fly By Wire", to Beluga po prostu jedzie i nei wymaga żadnego kontrowania, żadnego specjalnego kontrolowania zachowania jej. Zawieszenie bardzo ładnie wybiera nierówności, nie czuć żadnych specjalnych wstrząsów, nawet przy wjechaniu w jakąś wyrwę. Trochę trzeba obniżyć jeszcze kierownicę, ale do tego muszę przysiąść z wiertarą albo jakimś pilnikiem. Mechaniczne tarczówki się sprawdzają nawet w deszczu, przerzutka działa płynnie i prawie bez żadnych opóźnień w przerzucaniu biegów. Muszę jeszcze zamontować dodatkowy wspornik pod drugą przednią lampkę i powinno być ok. Tylne oświetlenie zabudowane na bagażniku jest OK, a po dołożeniu małej lampki z ChRL - strach patrzeć z tyłu na rower ;)


Kategoria SWB Beluga


  • DST 39.00km
  • Czas 02:00
  • VAVG 19.50km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Łódź i okolice

Niedziela, 12 maja 2019 · dodano: 12.05.2019 | Komentarze 0

Łódź i okolice - krótki wyskok dookoła komina
AVG: nieznana
MAX: rzędu 35-40 km/h

Mój nowy nabytek :D
SWB, ASS, RWD, FULL - w skrócie. Jeździ zupełnie przyjemnie. W przeciwieństwie do FWD nie wymaga "fly by wire" ;) czyli w zasadzie jest stabilny i bardzo dobrze się go prowadzi. Nie jest nerwowy ani narowisty, dobrze trzyma kieurnek. Wysokość siedziska - 53cm. Napęd 2x9 Sora, koła z oponami Marathon Plus 1.75 x 406, hamulce mechaniczne tarczowe Shimano. Fotelik made in Polska rurkowo-materiałowy. Co ciekawe - rowerek daje się składać na pół po zdjęciu fotelika :D (!)
Wczoraj w sobotę go przetestowałam i mnie zaskoczył łatwością prowadzenia się, wspaniałymi osiągami czyli przyspieszeniem i szybkością. Zwłaszcza przyspieszeniem - kopnięcia w pedały nie idą w powietzre w damperze ale faktycznie w nabieranie i utrzymywanie prędkości.
Dzisiejsza przejażdżka - po raz kolejny dałam trochę popalić nogom, wykorzystując ile się da, aby przypomnieć nogom zakres sił jakie miały w 2013 roku. I rowerek faktycznie pozwala na wykorzystanie tej siły jaką mam ładnie oddając tą moc podczas jazdy jako odpowiednie cyferki na liczniku ;)


Kategoria SWB Beluga


  • DST 64.32km
  • Czas 03:42
  • VAVG 17.38km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Oblot trasy Zlotu Rowerów Poziomych

Sobota, 11 maja 2019 · dodano: 11.05.2019 | Komentarze 0

Spała i okolice
AVG: 17.37 km/h
MAX: 51.67 km/h

O poranku zjawiliśmy się w Spale, skąd po wysadzeniu rowerów z samochodu udaliśmy się w trasę - wpierw do Konewki a potem kolejnymi mniejszymi i większymi dróżkami. Prędkość nie powalała, padał deszczyk i pogoda była "taka sobie". Rowerek po naprawie spisywał się zupełnie dobrze, nie zaskakiwał żadnymi niemiłymi niespodziankami. I ten wspaniały tylny hamulec tarczowy, który po odpowiednim zamocowaniu pokazywał na co go stać - lekkie driftowanie ;)
Przyjemności skończyły się, kiedy odebrałam pewien telefon na 33 kilometrze, po którym zmuszona byłam uruchomić 120% mocy i wrócić do samochodu... I tu pocisnęłam rowerkiem tyle ile dawały moje nogi, przelotowa wahała się od 27 do 36 km/h w zależności od terenu, wiatru i wertepów. To był doskonały test dla moich nóg - przez kolejne 15 kilometrów moc nie spadała, a nogom się wyraźnie podobało. Czyli poprzednie dłuższe wycieczki, rozkręcanie, trenowanie - przyniosły spodziewany wynik :)
Po zaspokojeniu potrzeb innych wybrałam się ponownie w trasę i ponownie dałam popalić nogom - ponownie nogi potwierdzały swoje przygotowanie do szybszej i mocniejszej jazdy. Co prawda nie jest to jeszcze moc pozwalająca na przekraczanie 30 km/h przelotowej, ale jakieś tam osiągi już są, a pod górkę da się pociągnąć.
Wieczorkiem z kolei obleciałam inny rowerek - mid racera SWB z full amortyzacją i ponownie nóżki dały z siebie tyle ile powinny. Czyli jest OK, najwyższy czas na odstawienie samosmroda w kąt :)


Kategoria FWD a la ZOX


  • DST 25.69km
  • Czas 01:07
  • VAVG 23.01km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Krótkie dookoła komina

Czwartek, 9 maja 2019 · dodano: 09.05.2019 | Komentarze 0

Ożarów i okolice
AVG: 22.69 km/h
MAX: 33.38 km/h
CAD: 73

Wmordewind i w ogóle zimnica i wiało a potem to już w ogóle mi się odechciało. No i korki gdzie tylko się da, bo to pora powrotów do domu.




  • DST 40.22km
  • Czas 01:59
  • VAVG 20.28km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Do pracy i z powrotem

Środa, 8 maja 2019 · dodano: 08.05.2019 | Komentarze 0

Ożarów - Warszawa
AVG: 20.16 km/h
MAX: 33.97 km/h
CAD: 71
Rower: Hurricane

Dzisiaj było już lepiej niż w poniedziałek, dało się jechać a nawet momentami sprawnie przyspieszać. Nie byl to jednak poziom "30" i nadal mi do niego dużo brakuje. Ale postęp jest. Być może po prostu w poniedziałek nie byłam jeszcze w pełni zregenerowana po jazdach w Górach Świętokrzyskich.




  • DST 40.27km
  • Czas 02:07
  • VAVG 19.03km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Do pracy i z powrotem

Poniedziałek, 6 maja 2019 · dodano: 06.05.2019 | Komentarze 0

Ożarów - Warszawa
AVG: 18.94 km/h
MAX: 37.73 km/h
CAD: 69
Rower: Hurricane

Albo wiało w obie strony, albo w ogóle nie mam kondycji albo jestem zniszczona po Górach Świętokrzyskich. Sama nie wiem. Ale prędkości miałam dzisiaj takie sobie i dopiero gdzieś tam po południu opsiągałam zawrotne 25 km/h. Bez komentarza.




  • DST 93.54km
  • Czas 05:13
  • VAVG 17.93km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Sobotni wypad na Święty Krzyż

Sobota, 4 maja 2019 · dodano: 04.05.2019 | Komentarze 0

Suchedniów - Bodzentyn - Nowa Słupia - Św. Krzyż - Sw. Katarzyna - Bodzentyn - Suchedniów
AVG: 17.89 km/h
MAX: 64.64 km/h

Ukrywała nie będę, że początek trasy miałam zdecydowanie zły, pierwsze kilometry robiłam w marnym tempie i dopiero za Bodznetyniem się rozgrzałam i mogłam spokojnie lecieć "swoje". Ale ten pierwszy podjazd zrobił na mnie mocne wrażenie. Potem szło już zdecydowanie lepiej, do Nowej Słupii ciągnęłam standardowo, praktycznie bez żadnych kryzysów. Jednak najtrudniejszy był podjazd do Św. Krzyża. Dał mi mocno w kość. Robiłam go z przerwami bo jednak brakowało mi tam kilku Watów. Na szczęście po dojechaniu miałam kilkanaście minut na ochłonięcie, zjedzenie czegoś i dopiero potem super szybki mega zjazd z powrotem :D I te metry przewyższenia, pokonane w tak długim czasie - nagle przeleciały obok jakby ich wcale nie było. I tyle przyjemności było, bo za moment rozpoczęły się podjazdy do Św. Katarzyny a wreszcie zjazd do wsi. Pokonałam go już kiedyś, ale wteyd z pewnych powodów musiałam zjeżdżać dość powoli. Tym razem zaś leciałam bardzo szybko i tylko mogłam prosić w duchu aby nikt mi nie wyszedł na drogę... Zderzenie z czymś/kimś rowerem przy ~60 km/h nie byłoby miłe dla żadnej ze stron.
Niestety w Św.Katarzynie nie udało nam się zjeść obiadu jak planowaliśmy wcześniej, w związku z czym ruszyliśmy do Bodzentynia. Raptem 7-8 kilometrów co to dla nas... A na miejscu - to samo. Wszystko jak nie pozamykane bo jakieś wesela to kolejki do lady na godzinę i jeszcze potem kolejną godzinę na realizację zamówienia. W związku z czym po prostu ruszyliśmy z powrotem do Suchedniowa. 15 kilometrów czy jakoś tak. Co to jest? 30 minut jazdy? 45? I znowu - podjazd. Ale taki, że pchałam te pedały ile mogłam i zastanawiałam się czy zatrzymać się już i odetchnąć, czy może jednak jeszcze przejechać te kolejne kilka-naście metrów. Ale nim to zrobiłam, wreszcie... Wreszcie! Dojrzałam przystanek PKSu, na którym odpoczywałam rano :) Krótki postój i już tylko praktycznie zjazd do Suchedniowa :)
Na miejscu obiad, zupka, drugie danie i pod prysznic.
Ciężko było.
Notabene z rowerem jest gorzej niż sądziłam. Tylny hamulec a właściwie jego zaczep do wahacza jest no taki mocno kiepski. Słaby. W dodatku ostatnie naście kilometrów jechałam słysząc wyraźnie stukanie czegoś i dopiero przy Bodzentyniu skojarzyłam co to za dźwięk i że to wcale nie hamulec - ale szprychy. Poluzowały się albo i któraś pękła więc czeka mnie kolejny większy remont.




  • DST 46.86km
  • Czas 02:53
  • VAVG 16.25km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wycieczka 3-Majowa do Chrustów i z powrotem

Piątek, 3 maja 2019 · dodano: 03.05.2019 | Komentarze 0

Suchedniów - Chrusty - Suchedniów
AVG: 16.18 km/h
MAX: 60.48 km/h

Co tu pisać... Ot, wybyliśmy z Suchedniowa w kierunku na południe i kiepskimi drogami i skrótami jakimiś dotarliśmy do Chrustów, do Świętokrzyskiej Polany. Kiedy tam dojechaliśmy miałąm już dosyć, zaczynało mnie boleć gardło, zimny wiatr zorbił swoje, brak śniadania również nie był najlepszym pomysłem... Dlatego po zjedzeniu czego tylko się dało i zapełnieniu żołądka zapadła we mnie decyzja o skierowaniu się z powrotem. I nie chodziło tylko o gardło czy głód tylko również strategię trenowania. Można sie zarąbać w 4 dni na maksa i nic nie mieć z tkaiego treningu - bo organizm nie będzie miał kiedy się zregenerować. A można dać sobie więcej czasu na regenerację. W końcu regeneracja jest częścią treningu i możliwością nabrania nowych sił przez cały organizm. Dość mocno obciążony przejazdami po Górach Świętokrzyskich.
Odczucia:
- zimno - a momentami i kropiło
- spore górki w kierunku do Chrustów
- zgrzytający podczas krótszego hamowania tylny hamulec. O dziwo jak go ścisnąć na dłużej to milknie więc nie wiem o co tam mu chodzi.
I tyle. Jutro może będzie lepiej i ciekawiej bo w planie są większe górki na wschód od Kielc :)


Kategoria FWD a la ZOX