Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Katrinam z miasteczka . Mam przejechane 40806.25 kilometrów w tym 66.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 20.88 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 3363 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Katrinam.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 30.08km
  • Czas 01:18
  • VAVG 23.14km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kolejny teścik siebie cz.1

Sobota, 4 sierpnia 2018 · dodano: 04.08.2018 | Komentarze 0

Ożarów - Babice - Warszawa - Mosciska - Babice - Ożarów
AVG: 22.96 km/h
MAX: 31.50 km/h
CAD: 71

Chyba to jednak przetrenowanie. Jeśli po kilku kilometrach zaczynam dociągać do tych 25 km/h to tętno powinno już być przy 130 a nawet 140. A tu raptem 110-120. Z kolei jak już się mocniej rozgrzeję i ciągle widzę prędkość max 28 km/h - tętno rośnie do 136. Normalnie żarty. Ale z ego by wynikało, że załatwiłam sobie nie tylko mięśnie nóg, ale i swoj organizm. I co ja mam z tym teraz zrobić? jeździć dalej jak zwykle, czy lajtowo czy w ogóle zaprzestać na krócej/dłużej?
Przestawać nie chcę bo to moja droga do zrzucania tłuszczu.




  • DST 3.24km
  • Czas 00:12
  • VAVG 16.20km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Do bajkomata

Sobota, 4 sierpnia 2018 · dodano: 04.08.2018 | Komentarze 0

Ożarów
AVG: 15.44 km/h
MAX: 21,57 km/h
CAD: 59

Szybki(?) wypad na miasto do bajkomatu.
Wolno, bo UPAŁ. A i troszkę rozjazdowo. Bez żadnego, jakiegokolwiek napinania się.




  • DST 15.95km
  • Czas 00:46
  • VAVG 20.80km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Rozjazdowo po testach siebie

Piątek, 3 sierpnia 2018 · dodano: 03.08.2018 | Komentarze 0

Ożarów i okolice
AVG: 20.48 km/h
MAX: 25.48 km/h
CAD: 70

Podobno najlepsza regeneracja mięśni zachodzi podczas aktywnego odpoczynku - stąd taki właśnie wyjazd, dookoła kominka. Starałam się nie przekraczać Strefy I i trzymać tętno w zakresie do 120 bpm. Ale ono samo sie trzymało tak okolic 100-110 i nie chciało rosnąć za bardzo. Tylko raz chciało mi się pogonić jednego spionowaconego, ale powstrzymałam się i dogoniłam go mająć "asz" 24 na liczniku.
W zasadzie to mogłabym dzisiaj zrobić jeszcze więcej kilometrów, bo dobrze mi się jechało - ale nie chciałam przesadzać.




  • DST 31.89km
  • Czas 01:25
  • VAVG 22.51km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Test siebie cz.5

Czwartek, 2 sierpnia 2018 · dodano: 02.08.2018 | Komentarze 0

Ożarów - Zaborówek - Zaborów - Ożarów
AVG: 22.33 km/h
MAX: 30.64 km/h
CAD: 72

Ponownie, tak jak wczoraj napaliłam się i poleciałam na coś jeszcze większego, sprawdzić jak tam organizm i nogi. Początkowo nawet nawet, prędkości na mojej uliczce powiedzmy że jakieś tam były sensowne. Potem było tak jakby pod wiatr chociaż pewności nie mam. Lecąc w stronę Umiastowa czułam, że coś tam się daje zrobić ale za dużo wydolności to nie ma, I faktycznie wcale tak dobrze nie było - pulsometr chyba ani razu nie przekroczył 140 bpm. A najczęściej wskazywał okolice 130, pod koniec przejażdżki schodząc nawet do 120 i mniej. O co chodzi? Nie wiem.
W nogach czuję że one chcą ale tak jakby im coś nie wychodziło. A wiatru też nie było z kolei tak wielkiego bo jednak momentami jechałam mając 24-26 km/h. Nie wiem co się dzieje.




  • DST 27.16km
  • Czas 01:10
  • VAVG 23.28km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Test siebie cz.4

Środa, 1 sierpnia 2018 · dodano: 01.08.2018 | Komentarze 0

Ożarów - Warszawa i okolice
AVG: 23.03 km/h
MAX: 41.10 km/h
CAD: 73

Kolejny teścik za mną. Dzisiaj miałam nieco więcej ochoty i cheć na kilka kilometrów więcej niż wczoraj - stąd wybrałam się na Mościska, ale nawet nie poleciałam do nich, tylko odbiłam na Radiową. I z Radiowej prosto w kierunku na Bemowo, ale też gdzieś mi się odbiło i trafiłam na S8. Na szczęście udalo mi się na nią nie wjechać bo to dopiero by były jaja... Wykręciłam na techniczną a z niej przebiłam się jakoś do Poznańskiej.
Jak się jechało? Jako tako. Pod wiatr szło mi tak sobie ale te 24-25 km/h były. Z kolei poprzecznie do wiatru udawało mi się dociągać do 29-30 km/h a z wiaterkiem nawet i 33 przelotowej. Czyli powiedzmy że jest tak jakby "początek sezonu".
Ciekawostka: na początku wjazdu na wiadukt nad S8 zatrzymałam się całkowicie a kiedy po minucie ruszyłam dalej o dziwo nóżki pracowały całkiem całkiem, mogłam spokojnie przyspieszyć i utrzymac 15 km/h bez napinania się. A więc o co chodzi? Chyba o prędkość na długich dystansach? Sama nie wiem.
Zastanawiam się też, czy aby dorzucenie potasu przed wyjazdem mi nie pomogło, bo możliwe jest że tak. Może faktycznie jednak mam go za mało a suplementowanie go tą ilościa jaką dodaję wcale nie jest złym pomysłem.
Na stałym fragmencie na Poznańskiej przed wysepkami: 30 km/h po ruszeniu ze świateł.
Na swojej uliczce: 41 km/h.




  • DST 17.79km
  • Czas 00:43
  • VAVG 24.82km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Test siebie cz.3

Wtorek, 31 lipca 2018 · dodano: 31.07.2018 | Komentarze 1

Ożarów - Warszawa
AVG: 24.46 km/h
MAX: 93.75 km/h ale to neimożliwe, wiec nie wiem co ten licnzik mi tam nabił... Albo co pił.
CAD: 72

Nie chciało mis ie jakoś, zmęczona byłam, ale jak już postanowiłam i powiedziałam i A i B to trzeba potem powiedzieć i E. Zatem wyjechałam na nową traskę do Warszawy via Szeligi i Szeligowska. Oczywiście miałam wmordewind ze wschodu i południowego wschodu, ale jakoś szło. Chcoiaż momentami miałam wrażenie, że stoję w miejscu. Na małym wiadukcie nad S8 jakieś 13 km/h, potem też jakieś 2x bez większych nadziei na uzyskanie przelotowej 30. Dopiero kiedy wbiłam się na Poznańską, zaczęło mi się jechać normalnie i uzyskałam wspomniane 30 km/h a nawet i 32-33. No ale z wiatrem... Te kilka kilometrów przeleciało całkiem szybko i nawet byłam zadowolona, ale rakietą nie jestem. Jakaś tam wytrzymałosć mam - ale tylko jak mnie nie napieprzają podeszwy stóp.
Chociaż w sumie to na swojej ulioczce dociągnęłam do 40 km/h ale też nie było to takie szybkie jakbym chciała i kosztowało mnie nieco trudu. Zatem - ciągle jeszcze przetrenowanie.
I co ja mam zrobić z Kórnikiem?




  • DST 30.29km
  • Czas 01:18
  • VAVG 23.30km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Test siebie cz.2

Sobota, 28 lipca 2018 · dodano: 28.07.2018 | Komentarze 0

Ożarów i okolice
AVG: 23.17 km/h
MAX: 31.56 km/h
CAD: 72

Kolejny test samej siebie przed kolejnym maratonem. Sprawdzałam czy ciągle jeszcze jestem przetrenowana czy już nieco mniej. I tak patrząc na tętno i prędkości stwierdzam że to ciągle jest poniżej normy. Widać wyraźnie spadek o jakieś 3-5 km/h. Są też pewne problemy w miejscach gdzie potrzebuję więcej mocy - ale jej nie ma. Inaczej: ona jest, ja czuję że mięśnie pracują tak jak powinny, ale są na poziomie... Bo ja wiem? Sprzed 2 miesięcy.
Po 25 kilometrach zrobiłam smarowanie łańcucha, aby sprawdzić czy aby nie ma problemu z nim i chyba to trochę pomogło (kosztem brudzenia mnie ile się da), ale to nie jest tyle ile tracę. Zysk może jest 1 km/h a to niezbyt dużo.
Latarka od Mociumpela się sprawdza, o zmierzchu bardzo ładnie oświetlała mi jezdnię mimo iż jeszcze ciągle było jasno.




  • DST 20.77km
  • Czas 00:54
  • VAVG 23.08km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Test siebie

Czwartek, 26 lipca 2018 · dodano: 26.07.2018 | Komentarze 0

Ożarów i okolice
AVG: 22.96 km/h
MAX: 38.62 km/h
CAD: 72

Po 4 dniach odpoczywania przyszedł czas na przypomnienie nóżkom jak to jest pokręcić. W zasadzie to nawet nie chciałam się za bardzo napinać, ale jakoś tak samo wyszło no i szybko się przekonałam, że czasy uzyskiwania normalnej przelotowej niestety mam za sobą. Zamiast 30 - raptem 27-28 km/h. Kadencja też taka sobie jak widać. I nawet wiadukcik po drodze mimo iż pokonany przy 17 km/h to czułam się jakbym starała się utrzymać coś > 20 km/h. Tłumaczyłam sobie to, że na pewno jadę pod wiatr albo coś... Tyle, że wiatr nie wieje jednocześnie z dwóch różnych, przeciwnych do siebie kierunków...
Czuję oczywiście, że mięśnie pracują, zmuszam je do pracy i one chca, ale to im nie idzie. Chyba straciły swoją moc ostatnio. Czyli to jest ciągle przetrenowanie i ja nie wiem co mam z tym zrobić.
Co do ściegna - znowu bolały te boczne przy ksotce, zwłaszcza to wewnętrzne, ale wydaje mi się że jest to powiązane z lekkim wykrzywieniem lewego buta na pedale, który jest skierowany czubkiem do wewnętrznej strony. Być moze przestawienie bloku na bucie tą sytuację zmieni.




  • DST 90.40km
  • Czas 04:52
  • VAVG 18.58km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kawałek brevetu Miechów 300km

Sobota, 21 lipca 2018 · dodano: 21.07.2018 | Komentarze 0

Miechów i okolice
AVG: 18.54 km/h
MAX: 71.10
CAD: 67

Kadencja mówi w zasadzie wszystko, a jeśli nie - opowiem i opiszę o klęsce nie tyle swojej co swojej... nogi.
Zaczęło się niewinnie bo na brevecie na Kaszubach (200km), miałam zbyt słabo naciągniętą sprężynę w pedale SPD. To niestety spowodowało co najmniej kilkukrotne wypięcie bloku w bucie z pedału i strzał z nogi obok pedału. Po prostu takie ześlizgnięcie. Niby nic, ale poluźnione ścięgna, puszczone z dużą prędkością i siłą mięśni były wyciągane dość często i na tyle skutecznie, że już w połowie trasy miałam wówczas dość. Ale kupiłam maść Voltaren i mogłam jechać jako-tako dalej.
Przez tydzień noga nie pracowała, a jak już to z dość niewielkimi obciążeniami. Dopiero w czwartek ją dociążyłam50 kilometrami i już wtedy dostałam sygnał zwrotny - "odczep się" - od lewej nogi. Sygnał przyjęłam, nieco się przejęłam... Jednak ambicja była większa i tak oto stanęłam na starcie kolejnego brevetu w Miechowie...
Spod Domu Kultury wyjechałam jakoś tak pod koniec peletonu, widząc że mam lekko przekrzywioną kierownicę, nie bardzo wiem jak ustawić uchwyt pod smartfona, niedziałający licznik, niewłączony GPS... No jakoś tak... Nie bardzo z przygotowaniem, nie? Tak więc w ciągu następnych kilku minut stawałam dwukrotnie i włączałam, poprawiałm. Myślałam, że najgorzej będzie z licznikiem, ale na szczęście nie była to kwestia zerwanego przewodu ale przesuniętego (przeze mnie wieczorem) czujnika od prędkości. Kolejne kilka kilometrów zajęło mi włączenie czegoś ciekawego na jutubie, co by mnie zainteresowało i nie zniechęcało. Cóż, w dniu dzisiejszym padło na... obrady sejmu. A właściwie najlepsze i najśmieszniejsze kawałki z akcji naszych wspaniałych (hep...) p/osłów. Naprawdę to pobudza do jazdy i można się wyżyć a i porzucać krzywymi po drodze.
Jechało się przyzwoicie do 10-15 kilometra, kiedy zaczęłam dostawać sygnały z lewej nogi, od Ścięgna Achillesa i ścięgien obok, że coś jest nie halo. Coś zaczyna boleć- i znowu jest to samo co było od połowy brevetu na Kaszubach. Wtedy właśnie miałam niedokręconą spręzynę w lewym pedale SPD, co powodowało wyrywanie bloku z pedału. A że działo się to przy zwłaszcza naciskaniu na pedały z dużą siłą, więc obciążenia na mięśniach i ścięgnach były na tyle duże, że spowodowało to jakieś uszkodzenie tych jakże wrażliwych części nogi. Wtedy po dokręceniu sprężyny na PK2, dojechałam do końca brevetu. I dopiero w czwartek, kiedy miałam już pewność że będzie lepiej zrobiłam ~50km aby przekonać się, że wcale nie jest tak dobrze, ale da się wytrzymać.
A jednak - się nie dało.
Na ~20 kilometrze ból był już tak duży, że musiałam sięgnąć po Voltaren, którym wysmarowałam SA jak tylko mogłam najgrubiej ile się da. Trochę, troszkę pomogło. Przez kilka kolejnych kilometrów jechałam nie myśląc o tym, jednak nie na długo bo na 3x kilometrze musiałam sięgnąć po Naproksen, a w głowie pojawiła się Myśl. Myśl, którą zagłuszała Ambicja: "ja?! ja nie dam rady?!". Ta Myśl jednak pojawiała się coraz częściej, wraz z częstymi pojawieniami się bólu z nogi. W pewnym momencie była obecna przy każdym obrocie korb. A kiedy tylko musiałam wypiąć i wpiąć z powrotem buta w pedał - Myśl była najważniejsza, a Ambicja malała do zera, zwłaszcza kiedy Myśl wspierana Bólem wyciągnęła zza pazuchy "zdrowy rozsądek" i "logiczne myślenie". W tym momencie nie pomagała już żadna muzyka, żaden sejm na jutubie - liczyło się tylko to czy będzie bolało za chwilę mocniej czy słabiej przy kolejnym wypięciu i wpięciu. I w końcu pojawiło się również unikanie Bólu - czyli mniejsze ciśnięcie, większe oszczędzanie sił. Widać to było zwłaszcza na prędkości która zmalała i również pulsometr przestał wskazywać tętno powyżej 140, mimo częstego wdrapywania się po górkach.
W okolicach 40 kilometra byłam już zdecydowana, żeby tylko dojechać do PK1 i zawrócić. Gdzieś jeszcze wątliła się Nadzieja, że stanę na stacji benzynowej na PK, odczekam z pół godziny, wysmaruję nogę ponownie i pojadę dalej. Ale to już było złudzenie. I tak dotarłam na "swój" 44 kilometr (jw licznik udało mi się uruchomić po 1-2 kilometrach od startu), gdzie dojeżdżałam do skrzyżowania i żeby nie tamować ruchu przy nim zatrzymałam się wcześniej, podnoszę wzrok, a tam... Wojciech Leś 10 metrów dalej przy samochodzie. Aha. Punkt Kontrolny 1 jest TU. Hmm.
Podjechałam. Byłam ostatnia ze wszystkich i jak się chwilę potem okazało - już po czasie otwarcia PK. Ale ja jeszcze miałam chęci, tylko... Zgasił mnie ostatecznie Wojtek, które powiedział jasno i wprost - jak zrobisz Miechów, te 300km - to nie zregenerujesz nogi do Kórnika i go nie przejedziesz. Ambicja w tym momencie się schowała, Myśl stała się Rzeczywistością.
Podjęłam Decyzję. No cóż. Nie po raz pierwszy, nie po raz drugi - ale pierwszy raz w tym roku muszę się wycofać - i się wycofałam. Mogłabym się zachetać i dojechać, ale po późniejszych przeliczeniach wychodziło mi, że dojechałabym długo po 24 godzinach od momentu startu. Zatem czy chciałabym czy nie - DNF. I to w dodatku po zamęczonym organiźnie i z poważnymi stratami w zdrowiu kończyny i najprawdopodobniej jednocześnie zakończonym sezonie.
Patrzyłam jak Organizatorzy odjeżdżają z lekkim już tylko żalem i już szukałam w smartfonie najkrótszej trasy z powrotem do Domu Kultury w Miechowie. Ale trasy innej niż ta, którą dojechałam do PK1 - żeby coś jeszcze zobaczyć, żeby przejechać się jeszcze trochę po tych super okolicach! Bo przecież nawet na oszczędzanej nodze jechało mi się po tych góreczkach znakomicie! Byłam przygotowana, mogłam jechać ile się da, tylko... No właśnie. Ból. Ruszyłam w drogę powrotną z nastawieniem "co to ja nie dam rady?". Ból przypomniał mi się ponownie dość szybko - już na 53 kilometrze. Zamiast myśli - "lecę jak na skrzydłach" - pojawiła się ta właściwsza "a co jeśli uszkodzę bardziej SA lub to drugie ścięgno i NIE dojadę?". Na szczęście w sukurs przyszły mi kolejne filmiki z jutuba, które sobie puszczałami na nich skupiałam swoją uwagę, miast na Bólu.
"To tylko XY kilometrów..." - tłumaczyłam sobie, jak tylko znowu mnie bolało, jak tylko się wypinałam i wpinałam z powrotem. "Dam radę, jeszcze tylko trochę do tego Miechowa". Niestety nie było tak łatwo i prosto. Małe górki faktycznie pokonywałam dosyć szybko, znacznie lepiej niż w latach poprzednich, jednak te dłuższe zaczynały się ciągnąć jak guma do żucia, a prędkość na nich mi spadała. Na kilku musiałam przystawać w połowie, aby dać odpocząć nogom i znowu pchałam te pedały przed sobą czując jednak, że stopień wytrzymałości mięsni w nogach spada i jest chyba coraz gorzej. Kryzysu jednak nie było - wchłonięta wcześniej pepsi robiła swoje. Energii było pełno. Niestety w pewnej chwili skończyło mi się picie w camelbacku, zapas wychlałam wcześniej i na stanie wysuszonym wytrzymałam tylko do stacji 4 kilometry przed DK w Miechowie. Musiałam zjechać na Orlen, gdzie od ręki wchłonęłam osika 0.75l. A kiedy ruszyłam znowu na DK7 znowu ciągnęłam jak ślimaczek. Aczkolwiek miło było wspiąć się na dłuuugą górkę, aby po kilku minutach zacząć zjeżdżać w dół... I t aprędkośc, wiatr we włosach ;) A potem za zakrętem widok na ścianę, którą trzeba będzie pokonać i oddać to co się zdobyło jadąc w dół ;] Myślałam wtedy, że to już ta ostatnia najgorsza góreczka. Ale nie nie nie... Tam była jeszcze jedna. I to chyba o niej była wczoraj wieczorem mowa z Pawłem. Energii jednak nie zabrakło więc jakoś się na nią wgramoliłam i po następnych kilku minutach wleciałam do Miechowa. Tak, to był wlot. Oblecenie kawałka ronda w centrum, skręt  i wreszcie Dom Kultury. Podjechałam do kijanki, stanęłam obok, zsiadłam. Jest ok? Ok.
Dopieor teraz kiedy siedzę w Oficynie, po zjedzeniu pizzy czuję drżenie ciała, czuję przeciążenie. Raptem 90.40 kilometrów, a ja czuję się jakbym miała... dość.
Czyli to nie tylko noga - ale i jednak niestety... Niestety! Przetrenowanie. Musiałam gdzieś popełnić błąd. I wiem chyba kiedy. Niepotrzebnie ładowałam się na traskę tydzień po 400km do Mikołajek. Trzeba było odświeżać nogom to i owo, jeździć do roboty na rowerze - ale nic więcej. Dać sobie i nogom odżyć. Ambicja jednak zrobiła swoje.
"Ja nie dam rady?!". No nie dam. Nie dałam.
Ale wiem jakie błędy popełniałam do dzisiaj, co mogę poprawić, jak się lepiej przygotować organizacyjnie, na co zwrócić uwagę. Zanim stanie się na starcie, zanim się pociśnie na pedałach.
A teraz czas na odpoczynek.
Ślad z tego co przejechałam jest tutaj: https://ridewithgps.com/trips/25780768
Jak widać przejechałam nie 90.4 ale 92.3 km i AŻ 907 metrów w górę... ladnie, nie ma co... :D Czyli w parę godzin pokonałam nie 1/3 ale 3/5 brevetu jeśli chodzi o przewyższenie :D

P.S. Serdeczne podziękowania dla Wojtka i Marcina za to, że pojawili się w Domu Kultury w zasadzie tylko dla mnie, bo tylko ja zadeklarowałam, że będę chciała skorzystać z noglegu - a i to przypadkiem :) Ale fajnie, że pojawił się jeszcze Paweł - było z kim pogadać i nie czułam się taka sama :D

P.S.2 Picie:
- 2 litry izotonu z proszku w camelbaku
- 2 litr pepsi
- 0.75 litra osika
==== 3.75 na 90 km... Dużo i mało jednocześnie. Ale raczej sporo a i tak było za mało :]




  • DST 51.35km
  • Czas 02:15
  • VAVG 22.82km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Do roboty i z powrotem

Czwartek, 19 lipca 2018 · dodano: 19.07.2018 | Komentarze 0

Ożarów - Warszawa
AVG: 22.80 km/h
MAX: 40.47 km/h
CAD: 74

Dzisiaj sprawdzałam jak się miewam po kilku dniach od brevetu na Kaszubach. Trzeba przyznać, że nawet nawet. Trochę ciężkawo z ruszaniem na rowerze z obciążeniem a la turystyk (ubranie, laptop), ale można przywyknąć. Troszeczkę przeszkadzał wiatr na początku, ale jak sie już rozgrzałam i przypomniałam nózkom o co chodzi w tym kręceniu to jakoś szybciej zaczęło mi to iść i lepiej.
Niestety rower znowu ma jakiś problem - tym razem obluzowane stery (jak mi się wydaje) w główce ramy walą o nią. Nie wiem czy to kwestia samych sterów czy tam się coś z wiankami porobiło czy tylko lekki luz. Ważne jest, że natychmiast rowerek jedzie jutro z rana do warsztatu na szybką naprawem, bo i jutro lece na maraton do Miechowa :)
W drodze powrotnej poleciałam przez Cybernetyki a potem wioskami do DK7. I się zawiodłam. Myślałam, że dróżka dla rowerów wzdłuż S79 jest w cąłości z asfaltu a tu kupa. Tylko kawałeczek asfaltowy - reszta kostka downa. A miało być tak fajnie... Wszędzie miały być drogi rowerowe a są gówna. Cóż, trzeba będzie dalej przeszkadzać kierowczykom na Dźwigowej :P